Baśń tęczowa

Utwórz PDF Drukuj Wyślij znajomemu
Autor: Asnyk Adam   
15.01.2008.



Poswięcona F.V.Kvapilowi

Od kolebki biegła za mna
Czarodziejska basń tęczowa
I szeptała wciaż do ucha
Melodyjne zaklęć słowa.

Urodzona nad wieczorem
Z cichych gawęd mych piastunek,
Spala ze mna, na mych ustach
Kładac we snie pocałunek.

I budziła się wraz ze mna,
I wraz ze mna ciagle rosła,
I z kołyski na swych skrzydłach
W jakis dziwny swiat mnie niosła...

Ponad morza purpurowe,
Ponad srebrne niosła rzeki,
Po zwodzonym moscie tęczy
W cudownosci swiat daleki...

Otworzyła mi zaklęciem
Brylantowy w skałach parów
I wkroczyłem raz na zawsze
W kraj olbrzymów, widm i czarów.

I zamknęły za mna wrota
Jakies wróżki czy boginie,
Więc na cała życia kolej
Szedłem bładzić w tej krainie.

W tej krainie, w której wszystko
Ożywiona bierze postać,
W której każdy głaz ma duszę
I człowiekiem pragnie zostać...

Złotolistnym szedłem gajem,
Gdzie się wszystko skrzy i złoci,
Gdzie zakwita skryty w cieniu
Tajemniczy kwiat paproci.

Szedłem gajem, gdzie dokoła
spiewajace szumia drzewa,
Gdzie młodosci wiecznej zródło
Czyste wody swe rozlewa.

I witały mnie po drodze
Rozmarzone oczy kwiatów,
Co patrzyły tak wymownie
W niezmierzona przestrzeń swiatów.

I witały ludzkim głosem
Różnobarwnych ptaszat chóry,
Ukazujac dalsza drogę
Nad przepasci brzeg ponury.

Ja słuchałem spiewnej wróżby
I z ożywczej piłem fali,
I w głab dzikszej coraz puszczy
Niestrwożony szedłem dalej.

Próżno grozne widma strasza,
Próżno kłęby gadzin sycza,
Biegłem naprzód, zapatrzony
W jakas jasnosć tajemnicza.

I przebyłem czarne puszcze,
I spienionych wód odmęty
I stanałem u stóp góry
Prostopadle na dół sciętej.

Na jej szczycie błyszczał zamek,
Kryształowy gmach olbrzyma,
Co zaklęciem w swojej mocy
Najpiękniejsza z dziewic trzyma.

Przed zamczyskiem stoja smoki
I te paszcza swa czerwona
Ogień złoty i różowy
Pod obłoki w górę ziona;

Swe spiżowe jeżac łuski,
Bronia skarbu zaklętego,
Najpiękniejszej z wszystkich dziewic
W kryształowym zamku strzega.

Jednak mimo czujnej straży
Jam ja ujrzał na skał szczycie
I odgadłem, żem tu przybył,
Aby dla niej oddać życie.

Miała gwiazdę na swym czole,
Pod nogami sierp księżyca,
Błękit niebios w swoich oczach
I aniołów cudne lica;

I od razu swym spojrzeniem
Zaszczepiła miłosć w duszę -
I poznałem, że koniecznie
Do niej w górę dażyć muszę.

Więc po nagiej, gładkiej scianie,
Zapatrzony tylko na nia,
Na powojów wiotkich splotach
Zawisnałem nad otchłania.

Coraz wyżej pnac się hardo,
Już widziałem ja przy sobie...
I w zachwycie do królewny
Wyciagnałem ręce obie.

Miałem schwycić ja w objęcia...
Gdy powojów pękły sploty -
I upadłem w głab otchłani,
Gdzie z ran ginę i tęsknoty.

Lecz choć z serca krew upływa,
Choć w przepasci ciemnej leżę,
Jeszcze wołam: "Za nia! za nia!
Idzcie gonić, o rycerze!

Idzcie piać się w górę, w górę,
Ponad ciemnych skał krawędzie!
Może przyjdzie kto szczęsliwy,
Co ja wezmie i posiędzie.

Choć nie dojdzie - chociaż padnie,
Przecież życia nie roztrwoni,
Bo najlepsza czastka życia
W takiej walce i pogoni.

Warto choćby widzieć z dala
Ów zaklęty gmach z kryształu,
Warto, płacac krwia i bólem,
Wejsć w krainę ideału.

Gdyby przyszło mi na nowo
Od poczatku zaczać życie,
Biegłbym jeszcze po raz drugi
Za ta piękna na błękicie!"


Adam Asnyk
21 czerwiec 1879



sexshop
Pan, który się sługi boi, za niewolnika stoi.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »