Bez odpowiedzi |
|
|
|
| Autor: Asnyk Adam | |
| 15.01.2008. | |
|
Nie znali nigdy, co to jest dostatek, Lecz znali tylko - co trud i potrzeba; Nieraz im brakło mleka w piersiach matek, Nieraz im brakło na zagonach chleba... Nie znali nigdy tej pomyslnej doli, W której bez troski o jutrzejsza strawę Duch ludzki, z mroku budzac się powoli, Na swiatło oczy otwiera ciekawe, Gdyż od kolebki czatowała bieda, Co duszy dziecka rozwinać się nie da. Los im poskapił wszystkich swoich darów I dał im srodków do walki za mało. Prócz życia trudów i życia ciężarów, Jedno im prawo - do życia zostało. Jednak znosili swa nędzę cierpliwie, Jako istnienia warunek niezmienny; Marzac o przyszłym a bogatszym żniwie Zapominali o trosce codziennej, Żadajac w zamian za pracę mozolna, By im wraz z dziećmi wyżyć było wolno. Lecz teraz próżne wszelkie wysilenia! Żadna wytrwałosć zbawić ich nie może: Głód - ciała w żywe szkielety zamienia, Kładac w ciemnosciach na zmrożone łoże. Dzis nie o sytosć, lecz o żywot idzie, Gdyż to nie zwykłej nędzy widmo blade, Lecz smierć głodowa w całej swej ohydzie Tysiacom rodzin zwiastuje zagładę; W zimowej nocy wchodzi w ich mieszkania, Przynoszac męki wolnego konania. To smierć głodowa! Przy zgasłym ognisku Zasiada wlokac całun lodowaty I matkom dzieci porywa z uscisku, I nagie trupy zostawia wsród chaty, I kroczy dalej w upiora postaci Rozposcierajac goraczkowe dreszcze... A zmarły wstaje, by zabijać braci, Za krzywdy swoje mszczac się w grobie jeszcze, I rozszerzajac zarazliwe tchnienia Idzie do ludzi przemawiać sumienia. A ci, co jeszcze wsród mogił zostali, Aby ogladać męczarnie swych rodzin, Trawieni ogniem, co wnętrznosci pali, Mierza ostatek uchodzacych godzin I patrza w otchłań... szukajac gdzies na dnie Nie uchwyconej ocalenia mocy. Ale mysl w próżni kręci się bezwładnie I gasnie w głuchej odrętwienia nocy... I nic nie mogac odnalezć, nędzarze, Chyla z rozpacza wychudzone twarze. Wiedza, że wszędzie ta sama dokoła Głodowej smierci koniecznosć straszliwa, Że brat ratunku udzielić nie zdoła, Bo sam go teraz daremnie przyzywa. Więc milcza - patrza na sniegu posłanie, Słuchaja wiatru żałobnego wycia I w ciemnosć smutne rzucaja pytanie: Gdzie jest ich prawo najswiętsze do życia? Czemu sa na smierć skazani i za co, Gdy na chleb ciężka zarabiali praca? Kto im odpowie na ten wykrzyk głuchy? Ludzkosć zostanie w odpowiedzi dłużna, Bo choć szlachetne porusza się duchy I miłosierdzie pospieszy z jałmużna, Rzucone wsparcie nie rozstrzygnie w niczem I w niczym ciemnych pytań nie rozswieci, I ziemia dalej z sfinksowym obliczem Będzie pożerać pracujace dzieci, A ludzkosć będzie roztrzasać, ciekawa, Ten zgrzyt w harmonii społecznego prawa.
akcesoria bdsm |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
| Menu witryny | |||
|---|---|---|---|
|
| Logowanie |
|---|
| Polecane linki | |||
|---|---|---|---|
|


