Bezimiennemu

Utwórz PDF Drukuj Wyślij znajomemu
Autor: Asnyk Adam   
15.01.2008.



Gdy jeszcze goscił na ziemi
Złe mu w goscinie tej było -
Miał serca, serca za wiele,
I to go własnie zgubiło.

Był jak ta harfa eolska,
Co drży za każdym powiewem,
Miotany na wszystkie strony
Miłoscia, bólem i gniewem.

Greckiego piękna kochanek,
Czciciel potęgi i czynu,
Marzył o duchach niezłomnych
I szukał ludzi wsród gminu.

I bratnie podawał dłonie,
I wierzył, że pójda razem
Zbratani wielkoscia celu,
Spojeni krwia i żelazem.

Anioła widział w kobiecie -
Lecz ta mu serce rozdarła,
A bracia? - ci go zawiedli,
Więc miłosć ziemska umarła.

Kraj swój miłował rodzinny
Tęsknym uczuciem sieroty
I wierzył w zwycięstwo ducha,
W tryumf wolnosci i cnoty;

Wierzył, że naród szlachetny
Nie ginie i nie umiera,
Że znajdzie w każdym swym synu
Msciciela i bohatera.

Więc kiedy ujrzał nareszcie
Rozwiane najswiętsze mary,
Strasznego rozbicia swiadek
Ostatniej pozbył się wiary;

A chociaż uszedł przed wrogiem,
Nie uszedł potwarzy ciosu
I nie miał z kim się podzielić
Gorycza swojego losu.

I bładził wsród obcych ludów
Nieznany, samotny człowiek;
I umarł z dala od swoich -
I nikt mu nie zamknał powiek -

I nikt już o nim nie wspomni -
I jest już garscia popiołów -
A twarda ziemia wygnania
Na sercu cięży jak ołów.


Adam Asnyk
28 wrzesień 1869



odzież erotyczna
Panna bez posagu, jak koń bez ogona i grzywy.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »