Helenie Modrzejewskiej

Utwórz PDF Drukuj Wyślij znajomemu
Autor: Asnyk Adam   
15.01.2008.



Ponad tym wszystkim, co poczatek bierze
W ciężkiej i dusznej życia atmosferze,
Ponad tym wszystkim, co się ćmi i wichrzy
W prochu tej ziemi, jak owad najlichszy,
Ponad tym wszystkim, co z niesforna wrzawa
Goni za chlebem, miłoscia lub sława,
I swiecac chwilę, znowu w mroku ginie,
W łez, krwi i błota dziwnej mieszaninie,
Ponad tym wszystkim - jest jasniejsza sfera,
Będaca ziemskiej tęczowym odbiciem.
Ta zmienne kształty w wieczny blask ubiera
I jak posagi stawia ponad życiem,
I każda miłosć, co się w proch rozwiała,
Uwiecznia w krasie dziewiczego ciała,
I każda sławę podejmuje z zgliszcza,
I ze rdzy ziemskiej ogniem ja oczyszcza.
Ta sfera jasna, sfera ideału,
W która swiat żywych wsiaka wciaż pomału
I gdzie przenosi swoje łzy i nędzę
Na rajskich marzeń niesmiertelna przędzę,
Ta sfera sztuki, jak ja tłum nazywa,
Wieczyscie piękna, wieczyscie prawdziwa,
Ma swoje sługi, którym jest zlecone
Ukrytych cudów odchylać zasłonę.
Ma swoje sługi wierne niewolniczo,
Co wdzięcznym marom, zrodzony m w błękicie,
Własnego ducha na chwilę użycza
I mglistym kształtom własne dadza życie,
I cała swoje roztrwonia istotę
Na ich nadziemska walkę i tęsknotę,
I trwaja, błyszcza i leca... dopóki
Nie strawi ducha boski płomień sztuki!

Biedne ofiary! Im nie wolno w locie
Opuscić skrzydeł w jakiej cichej grocie
Ani ugasić ognia, co je pali,
Jako jaskółkom gdzie na modrej fali;
Im w ideału jarzmie, bez wytchnienia,
Wszystkie łzy, skargi, krzywdy i cierpienia
Potrzeba zbierać, każda ludzka ranę
Przejmujac na swe serce skołatane;
Trzeba im chodzić w królewskiej purpurze,
W koronie z szychu i nie giać się pod nia,
Odczuć w swych piersiach wszystkie ziemskie burze,
I dyszeć duma, nienawiscia, zbrodnia,
Umarłych plemion żywym być wyrazem,
Kochać, żyć, walczyć, ginać z nimi razem...
I wszystkie piękne widma, co się roja,
Aby ożyły, krwia napoić swoja.

Biedne ofiary! Tłum, co patrzy na nie,
Widzi ułudę tylko i udanie -
I gdy się ogniem tęczowym zachwyca,
Nie pyta, czym go niewolnik podsyca.
Nie pyta, czemu miesci posag Nioby
Tyle kamiennej grozy i żałoby,
Czemu piesń, co się w powietrzu roztraca,
Jest tyle spiewna, spłakana i drżaca.
Czemu ta postać jasna, czysta, biała,
Spoczywajaca dotad w zapomnieniu,
Nagle przed okiem widza zmartwychwstała
I w czarodziejskim zakwitła promieniu?
Skad płynie fala tych uczuć obfita,
Co go rwie z soba? O to tłum nie pyta...
Pewny, że wzruszeń tajemniczych tęcza
Bengalskim ogniom poczatek zawdzięcza.

Nikt nie przeczuwa owej wielkiej rany,
Skad krwi upływa strumień nieprzebrany,
Ani tej walki, co trwa życiem całem
Z nieuchwyconym nigdy ideałem -
Ani też nie ma współczujacych swiadków
Dla tych porażek, zwatpień i upadków,
Gdy niewidzialne wyższej mocy ramię
Słonecznym gońcom skrzydła i lot łamie.
O! tych wewnętrznych konań ponad swiatem
Nie dojrza nawet oczy najciekawsze -
zródło, co było w twórcze łzy bogatem,
Zostanie ciemna zagadka na zawsze;
I gdy duch w prochu szermierza powali,
Na smierć zadepcze i uleci dalej...
Tłum się nie troszczy o los zapasnika,
Ale do domu powraca... i syka.

Strwonione życie! komedia skończona!
Nad zwyciężonym zapadła zasłona -
I głucha cisza zaległa bezzwłocznie,
Wprzód zanim w ziemi naprawdę odpocznie;
Serdecznych natchnień błyski drogocenne,
Te uleciały ponad prady zmienne,
Unoszac z soba w kraj przyszłosci mglisty
Serce człowieka i duszę artysty.
Więc pozostaje tylko mara błędna,
Rozdawszy z siebie wszystko, co najlepsze -
Zebrane laury do wieczora zwiędna,
I nikt go piersia swoja nie podeprze.
Dopiero wtedy, gdy z nędzy człowieczej
Chłodna go ziemia na zawsze wyleczy,
Nad grobem miga błędny ognik sławy,
Przed którym staje przechodzień ciekawy.

A jednak, mimo że ten ból, ta praca,
W której się własna istotę zatraca,
Zdaje się niknać, atom po atomie,
W wiecznej pięknosci blasku i ogromie,
Jak rosa w słońcu... jednak przecież warto
Chociaż na chwilę dać swa piers rozdarta
Tym, którzy łakna i tęsknia za niebem,
I głodnych karmić ideału chlebem.
Warto chociażby raz, na chwilę jedna,
Położyć palec na dusz ludzkich ranie
I w lepsze swiaty zawiesć rzeszę biedna,
Prawdy i piękna dać jej pożadanie.
Bo chociaż dzieło i twórca przeminie,
Rzucone ziarno zejdzie kiedys w czynie
I w przyszłych czynów rycerskiej postaci
Zapomnianemu sprawcy się wypłaci.


Adam Asnyk
1871



akcesoria bdsm
Ożeń się lub nie żeń, jednego i drugiego będziesz żałował.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »