Morskie oko |
|
|
|
| Autor: Asnyk Adam | |
| 15.01.2008. | |
|
I Ponad płaszczami borów, scisnięte zapora scian olbrzymich, co w koło ze soba się zwarły, Ciemne wody rozlewa posępne jezioro, Odzwierciedlajac w łonie głazów swiat zamarły. Stoczone z szczytów bryły mchu pokryte kora, Po brzegach rumowisko swoje rozpostarły, Na nim pogięte, krzywe kosodrzewu karły Gdzieniegdzie naga pustkę w wianki swe ubiora. Granitowe opoki, wyniesione w chmury, Rzadko tam żywsze blaski słoneczne dopuszcza... I tajemnicze głębie kryje cień ponury. Cisza - tylko w oddali gdzies potoki pluszcza Lub wichry, przelatujac nad zmartwiała puszcza, Swym swistem grozę dzikiej powiększa natury. II Tu mysl twórcza straszliwa pięknoscia wykwita: Pięknoscia niezmierzonej potęgi i siły, Co gromami na skałach rozdartych wyryta swiadczy dzis o przewrotach w łonie ziemskiej bryły. Dziki zamęt! - głazami zasłane koryta Zdaja się placem boju, gdzie niegdys walczyły Północne grozne bogi i krew ofiar piły Z czary, która w jezioro upadła - rozbita. Wszystko tu do ostrego tonu się nagina: Poszarpane gór grzbiety, wody, co czernieja, Skały, wiszace sniegi, zarosla, mgła sina... Wszędzie surowa wielkosć, przed która maleja Sny człowieka, co staje, jak mała dziecina, Przed skamieniała dawnych bogów epopeja! III Słońce, gdy na zachodzie złota tarczę skłoni, Purpura zdobi jeszcze skał korony wierzchnie - Tysiac tęczowych swiateł po szczytach się goni, Tu zsinieje... tam ogniem zaswieci... znów zmierzchnie; A w dole na jeziora zamaconej toni Odbity blask zakrwawia drżacych wód powierzchnię, Póki skrwawionej fali płaszcz mgły nie osłoni I ostatni rumieniec wieczoru nie pierzchnie. Wszystko zgasło... swiat cały napełniony mrokiem... Granitowe olbrzymy majaczeja w dali - Rosna w bezmiar i kształt zmieniaja przed okiem... Mgła pokryła przepasci szarym swym obłokiem I jezioro zniknęło... lecz słychać szum fali I z gór lecacy potok wymowniej się żali... IV Noc króluje - na głowę kładzie gwiazd dyjadem; Przez błękity przesiaka niepewna i drżaca Jasnosć jeszcze skrytego dla oczu miesiaca; Mgły ulatuja w górę snieżnych chmurek stadem. Wszystko topnieje w swietle niebieskiem i bladem, I ciemnosć nad otchłania chwieje się wiszaca, Księżyc przez skał szczelinę wstał nad wodospadem, Srebro leje i w przepasć wraz z falami straca. z wolna cała kotlina z spiacych wód topiela Wynurza się. jak obraz czarodziejskiej księgi... Wybrzeża przerazliwym odblaskiem się biela. Jakby pokryte zmarłych smiertelna posciela; Czarne wody w płomienne rysuja się pręgi, przypominajac piekieł dantejskie okręgi. V O wielki poemacie natury! któż może Isć w slad za twych pięknosci natchnieniem wieczystem? Kto uchwyci poranku wzlatujaca zorzę I zapali rumieńce na niebie gwiazdzistem? Kto wyrzezbi kamienne wodospadu łoże? Przemówi szumem fali, wichru dzikim swistem? Srebrne chmurki zawiesi w szafirów przestworze I odbije skał ostrza w wód zwierciadle czystem? O wielki poemacie! ciebie tylko można Odczuć i wielbić razem w drgnieniu serca skrytem, Gdy pijac wszystkie blaski, zrenica pobożna W cichym zachwycie trysnie zródłem łez obfitem, Gdy na skrzydłach tęsknoty - dusza leci trwożna I nakrywa się własnych marzeń swych błękitem. Adam Asnyk 1876
bielizna |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
| Menu witryny | |||
|---|---|---|---|
|
| Logowanie |
|---|
| Polecane linki | |||
|---|---|---|---|
|


