Niezabudki kwiecie |
|
|
|
| Autor: Asnyk Adam | |
| 15.01.2008. | |
|
Niezabudki wdzięczne kwiecie Ona dała mi, Gdym anielkie żegnał dziecię, Ciche tłumiac łzy. I mówiła, kryjac twarz: - "Luby! wrócisz przecie? Ja cię czekam, wtedy dasz Niezabudki kwiecie. Wszak mówiłes, że me oczy Jasne, jak ten kwiat, Gdy się po nich łezka toczy W dziwny marzeń swiat. Mego życia rajski sen, Wziałes sen uroczy, Bierz więc łzawy kwiatek ten, Pomnij na me oczy. Kiedy smutek cię przemoże, Gdy cię złamie ból, Porzuć góry, porzuć morze, Wracaj do tych pól. Jak ja teraz moja skroń Na twych piersiach złożę, Mej miłosci czysta toń Głębsza, nizli morze. Gdybys długo bładził w swiecie, I po przejsciu burz Znalazł dzis ci miłe dziecię, W cichym grobie już - Idz, o luby, na mój grób W noc miesięczna w lecie, Rzuć, spełniajac dawny slub, Niezabudki kwiecie." Odjecjałem. Dni mijały. Nadszedł smutku dzień; Wszystkie moje ideały Pierzchły, jako cień; Jeden tylko wierny mi Został kwiatek mały, A z nim pamięć lepszych dni, Senne ideały. Życie lało gorzkie męty W kielich duszy mej, A ja szedłem usmiechnięty, Bo wierzyłem jej! Dwoje oczu, gwiazdek dwie, Jak talizman swięty Prowadziło w przyszłosć mnie, Szedłem usmiechnięty. I ostatnie blaski złote Snuła życia łódz... Gdym w niebieska wstapił grotę, Echo rzekło: wróć! Więc rzuciłem wzrokiem w dal, Opusciłem grotę, I wędzujac posród fal, Snułem blaski złote. Raz, ach! sniłem sen proroczy, Że już widzę tuż: Ma zamknięte martwe oczy, Wieniec z białych róż, Drżace raczki trzyma w krzyż, Kwiaty wsród warkoczy, Więc spytałem: "Czemu drżysz, I zamykasz oczy?" Nic nie rzeła, lecz z westchnieniem Stopniała we mgle... Jam się zbudził z przerażeniem I wróżyłem zle: Ach, myslałem, ona to Przyszła marnym cieniem, Osłonięta grobu mgła, Żegnać mnie westchnieniem. Nigdy jej nie ujrzę zatem!... I ostatnia nić, Co wiazała mnie z tym swiatem Pękła... mamże żyć?... Pójdę tylko na jej grób W nić miesięczna latem, I wypełnię dawny slub, Co mnie wiaże z swiatem. Popędziłem jak szalony, Serce łamał ból... Gdym się zbliżał w znane strony, Do rodzinnych pól, Nad strumieniem, gdzie mi kwiat Dała łza zroszony, Powitałem wspomnień swiat, Biegnac jak szalony. Aż wtem nagle widzę dwoje Nad zwierciadłem wód, Jak zrywaja kwiaty moje, Kwiaty drogie wprzód; Dziewczę skryło swoja twarz W jego płaszcza zwoje, I widziałem, Boże skarz! Ich w uscisku dwoje! Jak statua Laokona Stoję słupem wciaż, A mysl dziwna, że to ona, Kasa mnie jak waż... Aż nareszcie, Boże skasz! Odchylił ramiona. Odwróciła swoja twarz... Ach!... to była ona! Wkrótce potem, ha, co chcecie! Kiedy za maż szła, Prowadziłem rajskie dziecię Do koscioła... Ha! Tylko na pamięci znak, W noc miesięczna w lecie, Na weselu wpiałem w frak Niezabudki kwiecie... Tak się skończył sen milutki I ostatnia nić... Zwiędły kwiatek niezabudki Przestał w sercu żyć. Powróciłem, w ciemne mgły Unoszac swe smutki, I nie wierzę dzis już w sny, Ani w niezabudki! Adam Asnyk 19 listopad 186
wibratory |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
| Menu witryny | |||
|---|---|---|---|
|
| Logowanie |
|---|
| Polecane linki | |||
|---|---|---|---|
|


