Odpoczywa |
|
|
|
| Autor: Asnyk Adam | |
| 15.01.2008. | |
|
I Odpoczywa, złożył skronie Na jedwabnych mchach. Na poscieli miękkiej tonie W nieprzerwanych snach. W lesnej ciszy odpoczywa Posród wonnych tchnień. Paproć włosy mu pokrywa, Wkoło chłód i cień. Czarne swierki go kołysza. Szepcac tęskny spiew. A motyle złote wisza Na gałazkach drzew. Na ramionach mu zielony Rozpostarł się bluszcz I gwar ptaszat przytłumiony Dolatuje z puszcz. II Noc zapada, z ziemi wstaja Z wolna srebrne mgły, Szare płaszcze zarzucaja Na wilgotne mchy. Mkna i płyna, jak jeziora Zalewaja las; W lesie straszno - duchów pora, A on spi jak głaz. Księżyc przedarł swe promienie Przez zielony dach I przetopił mgły i cienie W brylantowych skrach. Odmieniaja kształty drzewa Wsród tych swiatła fal, Po wierzchołkach wicher spiewa Dzikiej piesni żal. III Nad perłowa mgławisk fala Błędne swiatła drża, Mgły się kłębia i krysztala, Lżejsze w górę mkna. Przybieraja postać blada Eterycznych ciał, Wstaja, leca - znów się kłada. Gdy je wietrzyk zwiał. Przezroczyste, srebrne mary Napełniaja bór, Cicho płyna przez moczary Jak girlandy chmur - W księżycowym drżacym blasku Mglistych dziewic splot Ponad mgłami wszczyna w lasku Fantastyczny lot I zatacza lekkie kręgi Plasajacych dziew, I rozwija jasne wstęgi Posród czarnych drzew. Plasa, leci wietrzna rzesza, Nad gęstwina mknie. Pod swierkami się rozwiesza. Gdzie spoczywa w snie. IV Posplatane, dłoń za dłonia Jak za cieniem cień, Wciaż się wietrza, pędza, gonia Wsród falistych drżeń. Wiotkie kształty i kibicie Rozkołysał bieg: To nad ziemia, to w błękicie Srebrny znacza scieg. To spadaja gwiazd kaskada, To się łamia w łuk, To się topia w jasnosć blada Posród mlecznych dróg. Uniesione w ciagłym wirze W tańca dziki szał, Tworza wieńce, wstęgi, krzyże Z eterycznych ciał. Fosforyczne bija blaski, Oczy ogniem skrza, Spod tęczowych szarf przepaski Żywiej łona drża. Aż zmęczone szybkim lotem Rozpuszczaja włos, Pod zielonym drzew namiotem Pija krople ros; I z konwalii dzwonków snieżnych Wysysaja miód, I w postawach nimf lubieżnych Nocny pija chłód. V Ponad swierków ciemne szczyty Księżyc w górę wstał I oswiecił parów skryty, Gdzie młodzieniec spał. Zobaczyły tanecznice Pod arkada drzew Uspionego blade lice I na sukniach krew. Więc zlatuja z lekka, z cicha Koło niego tuż, Patrza bliżej - nie oddycha, Serce nie drży już! W półotwartych oczach zgasnał Wszelki życia slad, I poznały, że nie zasnał, Lecz że w boju padł. Jak kochanki nad kochankiem Duże leja łzy, Skroń mu wieńcza kwiatów wiankiem I piers myja z krwi... Pieszczotami sennosć wieczna Chca mu z czoła zdjać, Bytu trwałosć nadpowietrzna Chca mu w piersi tchnać.. VI Wicher jęczy, zgina drzewa, Szumi cały bór, Nad umarłym rzewnie spiewa Mglistych dziewic chór. "Powstań, powstań! zimny bracie, Twardy sen twój rzuć! W eterycznej duchów szacie Znów na ziemię wróć! Kształtów życia ci pożyczy Księżycowy swit, We mgle duchów tajemniczej Będziesz znowu kwitł; Ciało da ci promień drżacy Na powierzchni fal I cień chmurki pierzchajacej W nieskończona dal - Uprzytomni się w naturze Współczujacy duch, W harmonijnym istnień chórze Wejdzie w wieczny ruch. Będziesz wszystkim, będziesz niczym W wszechswiatowym snie, Zestawieniem mgieł zwodniczym Na błękitów tle. Kropla rosy, trawy listkiem, swiatłem nocnych zórz; Będziesz niczem, będziesz wszystkiem - W oceanie dusz. Będziesz ludziom niewidzialny Tracać skrzydłem swiat I z krainy idealnej Wonny rzucać kwiat. Z szumem wiatru, z lisci drżeniem, Czystym swiatłem lsniac, Będziesz poił serca tchnieniem Zaswiatowych żadz. Więc cię pozna i dostrzeże Sercem swoim lud, I piesń gminna cię ubierze W wdzięczny podań cud. Twe nieznane poswięcenia I ofiarny zgon Przejda w dalsze pokolenia Na przyszłosci plon. Co noc wstaniesz czysty, swieży I z legendy rak Wezmiesz złoty miecz rycerzy I swiatłosci krag. Co noc płynać będziesz z nami W szafirowa toń I nad ziemia, nad kwiatami Spijać czysta woń." VII Na głos piesni, wstrzasajacej Niema grobu straż, Zadrżał lekko młodzian spiacy I odwrócił twarz. Z jego piersi koralowy Znowu prażek sciekł, Rzucił wkoło wzrok surowy I z westchnieniem rzekł: "Kto mnie budzi, kto mnie woła? Po co na swiat zwie? Czyż mi jeszcze zwrócić zdoła Jasne życia dnie? Czy mi odda rozkwit ciała, swieżych zmysłów wdzięk, Rozkosz, co je nastrajała W harmonijny dzwięk? Grób nie odda mi jutrzenki Życiodajnych sił, Bo z zazdrosnej smierci ręki Wraca tylko pył! Mamże jeszcze marnym cieniem Na mogile stać? Fosforycznym lsniac płomieniem, Przeszła męka trwać? Co noc bolesć swa odswieżyć, Wskrzesić wspomnień moc c I pozorem życia przeżyć Nieskończona noc? Mamże znów nawiazać krwawa Rozerwana nić? Wrócić z bolem i niesława, Nie mogac się mscić? Między żywych pójsć ukradkiem Jedna z próżnych mar I pozostać zbrodni swiadkiem, A wspólnikiem kar? Nie chcę butli mglistej szaty Na ramiona kłasć I przeszłosci zwiędłe kwiaty Nie chcę smierci krasć! Nie chcę wieńczyć się łańcuchem, Nie chcę stroić w plesń Ani na swiat wracać duchem, Niosac grobów piesń. A i z wami, blade cienie, Nie chcę w nocnej mgle Księżycowe ssać promienie Na błękitów tle. Chcę pozostać zimny, czysty Na posłaniu mchów I spoczynek mieć wieczysty Nieprzerwanych snów. Niech natury wieczna praca Wznawia dalszy byt, Niech proch w koło istnień wraca Witać nowy swit. Niech po swiecie się rozproszy Tysiacami tchnień, Niech odżyje tchem rozkoszy W jasny życia dzień. Lecz ja spoczać chcę na wieki - Od duchów i ciał Równie obcy i daleki, Będę cicho spał." VIII Księżyc zaszedł w ciemne chmury, Ukrył srebrny blask, W lesie słychać smiech ponury, Nocnych ptaków wrzask. A na nocy czarnej szacie Znikły swiatła mdłe, Rozpłynęły się postacie W lekka, sina mgłę. I pozostał sam w ciemnosci Skryty w lasu głab, A na straży snu cichosci Stoi swierków klomb. Serca jego już nie nęka Echo ziemskich burz I nie zbudzi go jutrzenka, Bo spoczywa już! Adam Asnyk
sexshop |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
| Menu witryny | |||
|---|---|---|---|
|
| Logowanie |
|---|
| Polecane linki | |||
|---|---|---|---|
|


