Opowiesć ducha... |
|
|
|
| Autor: Asnyk Adam | |
| 15.01.2008. | |
|
Opowiesć ducha spisana na posiedzeniu spirytystów w dniu 31 grudnia 1893 roku Za życia byłem sceptykiem, Po smierci jestem nim jeszcze - Za karę w nodze stołowej się mieszczę I muszę poruszać stolikiem. Strasznie zostałem skarcony, Żem w spirytystów nie wierzył - Zaledwiem bowiem żywot ziemski przeżył, Diabeł pochwycił mnie w szpony. I zawlókł w ciemne czeluscie, Gdzie w ognia i siarki dymie Ujrzałem tłumy narodu olbrzymie, Tłok taki jak na odpuscie. Widok, wyznaję to szczerze, Był jednym z wspanialszych w swiecie, Trudno piękniejszy napotkać w balecie Lub w fantastycznej operze. Wszystko tam było przesliczne: Bengalskich ogni bez miary, Zielone, krwawe. błękitne pożary, Wybuchy zórz elektryczne. Harmonia straszna i dzika, Klatwy, krzyk, jęki, zgrzytanie Dysonansami zalały otchłanie, Jak wagnerowska muzyka. W płomieniach biedaczki dusze Poca się, smaża i skwiercza, Wsród nich szatani chichocza szyderczo, Dziwne zadajac katusze. Te rozdzieraja w kawałki, Tamtej pakuja w brzuch widły, Innej znów w gardło kłab gadzin obrzydły I zdrój płonacej gorzałki. Tu jakas postać opasła, Co raczki składa pobożnie, Na złotym z wolna obracaja rożnie I roztapiaja na masło. Tam dusze nadęte gniota Pod hydrauliczna maszyna... Cudze łzy z wnętrza obficie im płyna I pozostaje z nich błoto. Tam znowu poety marę Karmia wierszami własnemi I wszystkie głupstwa, co pisał na ziemi, Pchaja mu gwałtem za karę. Straszliwa nad wyraz męka, Próżno się dławi i krztusi, Te same brednie wiecznie łykać musi, Choć nieraz jak bomba pęka. Gdzieniegdzie orgia szalona, Bezwstydne gody upiorów... swieca łby łyse dumnych senatorów I nagie tancerek łona. Aż którys z szatanów bryznie Wiaderkiem goracej smoły, W ropuchy orszak zmienia się wesoły I wszystko tonie w zgniliznie. Dworacy parami tańcza Przed tronem u Lucypera, Każdy językiem proch ze stopni sciera z giętkoscia wiernopoddańcza. Co chwila ten lub ów dworak Pod noga gruntu nie spotka, Stoczy się w otchłań, gdzies do piekieł srodka, Na zawsze przepadł nieborak! Kiedy ogladam te dziwy I wkoło ciekawie patrzę Sadzac, że w loży zasiadam w teatrze, Czart do mnie zdaża straszliwy. W ręku wężowy bicz niesie I wstrzasa grozne narzędzie, I prosto na mnie zamierza się w pędzie, Więc ja do niego: "Mój biesie! Próżno wężami bys chłostał, Watpię, by to mnie bolało, Wszakże na ziemi zostawiłem ciało... Sceptycyzm - ten mi pozostał. Nie patrz się na mnie tak dziko, Porzuć tę pozę sceniczna! Bym mógł bez ciała czuć bolesć fizyczna, To się nie zgadza z logika. Ta groza piekielnej kazni, Która szerzycie z urzędu, Biorac swe zródło z logicznego błędu, Polega na wyobrazni. Naiwne duszyczek zgraje, Które straszycie z rozkosza, Sadza, że różne męczarnie ponosza, Cierpia, bo tak się im zdaje. Lecz mnie przerazić nie zdoła, Pomimo wszystkich swych zalet, Ten artystycznie obmyslany balet: Płomienie, siarka i smoła... Gdy tak przemawiam do czarta, A dusze wkoło się kupia, On pysk rozdziawił z mina smiesznie głupia, Że była widzenia warta. Przez chwilę stał w niepewnosci, Nie wiedzac, co ze mna pocznie: Wreszcie mnie porwał i zaniósł bezzwłocznie Do tronu szatańskiej mosci. "Z ta dusza kłopot mam - rzecze - Gdyż twierdzi, iż w braku ciała Nie będzie męki zadanej cierpiała I że ja ogień nie piecze. Z płonacej żartuje mazi I wszystko mieni kuglarstwem, Ten nędzny chłystek swoim niedowiarstwem Całe nam piekło zarazi. Wychodzi z odwiecznych reguł, Zdarzenie to nadzwyczajne - Wszystkie instrukcje, badz jawne, badz tajne, Zbyły milczeniem ten szczegół. Więc ty, monarcho szatanów, Co piekłem rzadzisz tak madrze, Mysl buntownicza zdepc w samym jadrze, Karę dla niego postanów." "Co? - rzeknie piekielny władca - On się chce rzadzić rozumem, Szczepi niewiarę pomiędzy dusz tłumem? Ten cynik, ten swiętokradca! Gdy tyle dostojnych osób Z ufnoscia smaży się w smole, On chce w watpliwosć podać piekieł rolę? Lecz znajdziem na niego sposób." Spojrzał więc na mnie złowrogo I rzekł po krótkim namysle: "Niech twoje losy będa odtad scisle Zwiazane z stołowa noga. Będziesz obracał stół wszędzie - Tak dalej rzecz ciagnał szatan - Gdzie pierwszy lepszy nieuk lub szarlatan Do tańca z toba zasiędzie. Ktokolwiek tylko się uprze Z najpospolitszej gawiedzi, Będziesz zmuszony dawać odpowiedzi Na zapytania najgłupsze." "Łaski! - krzyknałem - ach łaski! Nie ujdę, jak widzę, kary, Lecz czyż na wieki mam cierpieć bez miary W ten sposób nędzny i płaski?!" Wiedziałem - czart się zasmieje - Że ugnę twa harda duszę, Lecz gdy cię widzę przystępnego skrusze, Przeto ci zrobię nadzieję: Gdy gusła i zabobony Nie znajda w swiecie czcicieli, Gdy każdy prawdę od błędu oddzieli Będziesz od kary zwolniony." Poznałem, że drwił szkaradnie, Cedzac te słowa łaskawsze, I że mi w służbie ciemnych potęg zawsze Obracać stoły przypadnie. Wszelkie złudzenia zbyteczne, Od kary się nie wykręcę, Nic nie położy kresu mojej męce, Bo głupstwo ludzkie jest wieczne. Adam Asnyk
sex shop |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
| Menu witryny | |||
|---|---|---|---|
|
| Logowanie |
|---|
| Polecane linki | |||
|---|---|---|---|
|


