Pod stopy krzyża |
|
|
|
| Autor: Asnyk Adam | |
| 15.01.2008. | |
|
Dużo cierpiałem lecz koniec się zbliża Z uspokojeniem po przebytej męce - Pójdę, o Chryste, do stóp twego krzyża Wyciagnać znowu z utęsknieniem ręce I witać ciszę zachodzacej zorzy, Która mnie w prochu u stóp twych położy! Nie pomnę modlitw, com niegdys ze skrucha Przy boku matki powtarzał niewinny Te utonęły w fali życia głucho, I odkad w gruzy padł mój raj dziecinny, Odkad mi zabrakło ojczyzny i domu, Nie otworzyłem mej duszy nikomu! Nawet przed Toba, nie mogłem, o Panie, Wydobyć płaczu z mej piersi scisniętej, Bo wzrok mój padał w bezdenne otchłanie, A tys mi zniknał na krzyżu rozpięty, Sposród pokoleń rozrzuconych kosci, Za ciemna chmura krwi, łez i nicosci Ręka ziemskiego dotknałem się błota, Widziałem zbrodnie, nie widziałem kary, Oprócz bolesci i nędzy żywota Nic nie znalazłem, i zbrakło mi wiary, I dalej w ciemnosć poszedłem z rozpacza, Zazdroszczac ludziom, co na globach płacza Widziałem trwogę i niemoc konania, Widziałem duchów hańbę i upadek - Lecz nie widziałem nigdzie zmartwychwstania, I próżnych męczeństw przerażony swiadek, Patrzac na niebo, co nigdy nie dnieje, Straciwszy wiarę, straciłem nadzieję Kochałem jeszcze biedne ludzkie cienie, Które na stosach pala się i swieca, Myslałem bowiem, ze biegnac w płomienie, Wiedza przynajmniej, dlaczego tam leca, I, że przyjmujac każdy ból i ranę, W piersiach anielstwo nosza nieskalane. Lecz gdym obaczył, skad tu wszystkie czyny Swój tajemniczy poczatek wywodza; Skad wyrastaja sciekłe krwia wawrzyny, Gdzie upadaja ci, co w niebo godza, I gdy wnikajac w serc zranionych ciemnosć, Za każdym bólem znalazłem nikczemnosć, Natenczas miłosć stała się podobna Do nienawisci smutnej i posępnej, I przeklinałem tę rzeszę żałobna, I pogardzałem nimi - sam występny... I mscić się chciałem za gorycz zawodu, Żem nie mógł kochać jak dawniej za młodu. Tak więc w mej duszy zburzonym kosciele Została straszna pustka i samotnosć, Sam jako nędzarz zostałem w popiele I własna badać zaczałem przewrotnosć, I wszystko w sobie znalazłem to samo, Co mi się zdało być u drugich plama. Wszystkie pragnienia nędzne, brudne, liche, Co kłamia tylko pozór wyższej cnoty, Olbrzymia nicosć i olbrzymia pychę Znalazłem na dnie swej własnej istoty, I tak swe serce rozpoznawszy chore, Straciłem w sobie ostatnia podporę. Lecz ta upadku własnie ostatecznosć, Co mnie w bezdennej pograżyła nocy, Dała, mi poznać wszechwładna koniecznosć Wyższej a razem nieskończonej mocy. I moja rozpacz szalona i trwoga swiadczyła jeszcze o potędze Boga. Na mojej piersi spoczywał schowany Maleńki krzyżyk ze słoniowej kosci: swiadek młodzieńczej wiary nieskalanej, Dar macierzyńskiej najczystszej miłosci, Co przetrwał wszystkie burze i szaleństwa Znakiem cichego, boskiego męczeństwa. Kiedy go teraz na piersi zbolałej Po latach tylu znalazłem niewierny, Tak mi się wydał znowu jasny, biały, Taki potężny i tak miłosierny, Że znów tęsknota zadrżało mi łono Za ta postacia tyle uwielbiona! I powitałem swiatło wiecznie nowe Z tych jasnych ramion krzyża tryskajace, I na skrwawione stopy Chrystusowe Tak samo lałem moje łzy gorace, Jak wówczas, kiedym poił serce młode, Patrzac na mistrza nadziemska pogodę. I znów słyszałem te boskie wyrazy: "Chodzcie tu do mnie wy, którzy cierpicie, Chodzcie tu do mnie leczyć ziemskie zmazy, We mnie jest spokój i we mnie jest życie, Nie placzcie próżno na swieżej ruinie, Wszystko przemija, prawda nie przeminie!" Więc posłuchałem słodkiego wezwania - I oto idę z mym sercem schorzałem, I pewny jestem twego zmiłowania, Bom wiele bładził, lecz wiele kochałem, I drogi życia przeszedłem cierniste... Więc Ty mnie teraz nie odepchniesz, Chryste! Adam Asnyk 9 listopad 1869
odzież erotyczna |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
| Menu witryny | |||
|---|---|---|---|
|
| Logowanie |
|---|
| Polecane linki | |||
|---|---|---|---|
|


