Ranek w górach

Utwórz PDF Drukuj Wyślij znajomemu
Autor: Asnyk Adam   
16.01.2008.



Wyzłocone słońcem szczyty
Już różowo w górze płona,
I pogodnie lsnia błękity
Nad pogiętych skał korona.

W dole - lasy skryte w cieniu
Tona jeszcze w mgle perłowej,
Co w porannym oswietleniu
Mknie się z wolna przez parowy.

Lecz już wietrzyk mgłę rozpędza,
I ta rwie się w chmurek stada...
Jak pajęcza, wiotka przędza
Na krawędziach skał osiada.

A spod sinej tej zasłony
swiat przeglada coraz szerzej,
Z nocnych, cichych snów zbudzony,
Taki jasny, wonny, swieży.

Wszystko srebrzy się dokoła
Pod perlista, bujna rosa,
swierki, trawy, mchy i zioła
Balsamiczny zapach niosa.

A blask spływa wciaż gorętszy,
Coraz głębiej oko tonie,
Cudownosci swiat się piętrzy
W wyzłoconej swej koronie.

Góry wyszły jak z kapieli
I swym łonem swieca czystym,
W granitowej swieca bieli
W tym powietrzu przezroczystym.

Każdy zakręt, każdy załom
Wyskakuje żywy, dumny;
Słońce dało życie skałom,
Rzezbiac swiatłem ich kolumny.

Wszystko skrzy się, wszystko mieni,
Wszystko w oczach przeistacza -
Gra przelotnych barw i cieni
Coraz szerszy krag zatacza.

Już zdrój srebrna piana bryzga,
Gdy po ostrych głazach warczy...
Już się żywszy odblask slizga
Po jeziorek sinej tarczy...

Już pokrasniał rabek lasu...
Już się wdzięczy i usmiecha
Brzeg doliny - aż szałasu
Dolatuja spiewne echa...

Przez zielone łak kobierce,
Dzwoniac, ida pasć się trzody...
Jakas rozkosz spływa w serce,
Powiew szczęscia i swobody.

Piers się wznosi, piers się wzdyma
I powietrze chciwie chwyta -
Dusza wybiec chce oczyma
Upojona, a nie syta;

Niby lecieć chce skrzydlata,
Obudzona jak z zaklęcia...
I tę cała pięknosć swiata
Chce uchwycić w swe objęcia.

23 listopad 1878



vagina
Porządek duszą wszystkiego.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »