Sen grobów (epilog)

Utwórz PDF Drukuj Wyślij znajomemu
Autor: Asnyk Adam   
15.01.2008.



O, jakże trudno pierzchłe już obrazy
Do życia z sennych krain przywoływać!
I jakże smutno ciemne duchów skazy

Z zasłony, która smierć rzuca, odkrywać,
I po przepasciach łowić epos blada,
I co zawiera męki, odgadywać!

Czyż się nie cofnać raczej przed gromada,
Co winy swoje w inne swiaty wlecze,
I gdy się żywi do spoczynku kłada,

Jeszcze w ciemnosciach gdzies krzyżuje miecze?
Czyż nie zamilknać przed żyjacych rzesza,
Co mniemać będzie, że wraz z nia złorzeczę?

swiat ten tak dziwny! I ludzie się spiesza
Zetrzeć czym prędzej slad krwawej areny;
To, w co wierzyli wczoraj, dzis osmiesza,

I co dzień nowej potrzebujac sceny,
Trupa przeszłosci ze wzgarda wywleka,
Na łup zgłodniałe spraszajac hieny.

Tymczasem cienie nad letejska rzeka
Kończa tragiczna dramatu osnowę,
Łzy im pod martwa zastygły powieka

I żale swoje wywodza grobowe,
Bo żyja tylko tym dalekim brzmieniem,
Które przyszłosci sny potraca nowe.

I mysla biedne, że ludzi wspomnieniem
Niesmiertelnosci dokupia się mglistej,
Że ta drgajaca fala ich imieniem

W krag się po ziemi rozejdzie ojczystej,
I że im echo wracajace powie
O serc pamięci wdzięcznej i wieczystej...

Lecz swiat ten dziwny! - Zrzuca szaty wdowia,
Aby zapomnieć prędzej, czym żył wczora;
I klatwa tylko żegnaja synowie

Odlatujacej ojczyzny upiora,
I dawny ołtarz rozpada się w zgliszcza
Pod jednym cięciem krwawego topora!

Nowy obrzadek i nowe bożyszcza
Biora pokłony spłoszonego tłumu;
Lecz ani bolesć, co serca oczyszcza,

Ani jaskrawa pochodnia rozumu
Do wyższych celów zaprzańców nie nagna,
Bo ci sród szyderstw głuszacego szumu

Do swych poziomów wszystko zniżyć pragna.
Tak więc po smutnym przeszłosci wyłomie
Zostaje w spadku wielkie tylko bagno.

A kto się twarza zwróci ku Sodomie,
Tego Bóg w posag bolesci zamienia,
I nad umarłym morzem nieruchomie

Sam pozostanie sród pustyń milczenia,
Dzwigajac przekleństw narzucone brzemię,
Co go nimbusem piekieł opromienia.

smieszna komedia! - gdzie zwycięzcy strzemię
Całuja zgięte na kolanach męże,
I gdzie umarłych nieswięcona ziemię

Plugawia jadem pełzajace węże,
I gdzie ostatnia zacnosć, co nie pada,
Modlitwa nawet niebios nie dosięże!

Więc gdy ostatnie hasło w sercach: zdrada,
Z cmentarnych krzyżów niech pręgierze stawia!
I umęczonych spiaca już gromada

Niech się nie dziwi, że ich proch zniesławia,
Niech się nie troszczy w chmurach rozpostarta,
Że ich smiertelnej koszuli pozbawia.

Bo tak być musi. I dziejowa karta,
Co lsniła blaskiem nieuszczkniętych marzeń,
Raz ręka msciwej Nemezis rozdarta,

Walać się musi w błocie ziemskich skażeń,
Aż ja znów przyszłosć podniesie zwycięska
I w krwi umyje anioł przeobrażeń.

Choć się więc skruszy piers niejedna męska,
Kamienowana u swiatyni progu,
Choć grasujaca czarnych odstępstw klęska

Szerzyć się będzie w smutnym epilogu:
Nie przekupiony przetrwa prawdy swiadek,
Co bolesć nasze odda w ręce Bogu.

Ileż to ciemnych ciagnie się zagadek
Przy tym krzyżowym ludzkosci pochodzie,
Gdzie wciaż się nowy powtarza upadek,

Co spycha w przepasć jasne duchów łodzie!
Ileż to razy ginace plemiona
Chciały powstrzymać słońce na zachodzie,

By przyszłosć w swoje uchwycić ramiona,
Sadzac, że one kończa dzień pokuty,
A jutro błysnie jutrznia nieskażona!

Próżne złudzenia! Bo ich slad zatruty
Zostaje w spadku przyszłym pokoleniom:
Ideał starców łamie się zepsuty,

A młódz uraga okrwawionym cieniom;
I gdy ma nowe gonitwy poczynać,
Kłamstwo zadaje przeszłosci natchnieniom.

Więc znowu trzeba boleć i przeklinać,
Trzeba ukochać jaka nowa marę,
I nowe tęcze na niebie rozpinać,

Watpić i wierzyć, i znów tracić wiarę.
A po pielgrzymce męczacej i długiej
Minotaurowi znów złożyć ofiarę.

Ha! gdyby znalazł się Tezeusz drugi,
Co by odszukał labiryntu watek
I spłacił za nas zaciagnięte długi,

I dał nam w ręce rapsodu poczatek
Możeby jeszcze było stworzyć z czego
Dziwna krainę marzeń i pamiatek!...

Lecz tak - co robić?... Życzę snu dobrego
I tej odwagi, co zdrajcom przystoi...
A sam do grobu wracam splamionego

Jak upiór w dawno zardzewiałej zbroi,
Któremu serce trza odjać i głowę,
Aby nie straszył tłuszczy, co się boi.



odzież Ledapol
Pewniejsze oko jak ucho.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »