Dom otwarty - Akt I

Utwórz PDF Drukuj Wyślij znajomemu
Autor: Bałucki Michał   
25.03.2008.
Spis treści

Dom otwarty - Akt I

Scena druga
Scena trzecia
Scena czwarta
Scena piąta
Scena szósta
Scena siódma

SCENA CZWARTA

CIŻ i FIKALSKI, brunet, łysawy, modnie uczesany i faworyty angielskie, wąsik nieduży, szkiełko w oku, nogi trochę zgięte w kolanach. Pod pachą trzyma papiery.

JANINA
(ujrzawszy wchodzącego, ucieszona wstaje)A, pan Fikalski! (idzie kroków parę na powitanie go).

KAMILA
(zrywając się, klaszcze w ręce i biegnie naprzeciw)
Pan Fikalski! pan Fikalski!

PULCHERIA
(wstaje także i idzie ku niemu)
W samą porę. Prosimy (prowadzą go na przód sceny).

FIKALSKI
(schylając nisko głowę)
O, panie! Ten wyraz uznania z waszej strony i życzliwość czyni mnie nad wyraz szczęśliwym.

JANINA
Niech pan siada.

KAMILA
Tu, na kanapie (odbiera mu z rąk kapelusz i kładzie na stoliczku, gdzie szachy).

TELESFOR
(do Władysława)
No, i wierz tu kobietom. Przed chwilą wujaszek był cacany, jedyny, najdroższy, a teraz, jak się zjawił inny, mnie starego puściły w trąbę.

ADOLF
I nas przy wujaszku.

TELESFOR
O! (Nuci) "Kobiety zmienne są, ich serce płoche".

PULCHERIA
Spadłeś nam pan jak z nieba.

JANINA
Właśnie mówiłyśmy o panu.

FIKALSKI
(wstaje)
Za pozwoleniem, za chwileczkę będę służył paniom. (Idzie z papierami do Władysława) Drogi koleżko!

WŁADYSŁAW
(z pobłażliwym uśmiechem)
Zapewne referacik?

FIKALSKI
Zgadłeś, ale bo widzisz, jestem tak zajęty, że moje życie, to ciągła walka z brakiem czasu.

WŁADYSŁAW
(biorąc papiery)
Dobrze już, dobrze, dawaj (idzie w głąb; przegląda papiery).

FIKALSKI
Mój drogi, wdzięczność moja ... (ściska go za rękę).

WŁADYSŁAW
I tam dalej. Idź lepiej do pań, bo czekają.

FIKALSKI
(wraca do pań)
Więc o cóż chodzi? Czymże mogę służyć kochanym paniom? (siada na fotelu obok kanapy).

JANINA
Chciałyśmy prosić pana .. .

PULCHERIA
(prawie równocześnie z Janiną)
Urządzamy wieczór tańcujący ...

KAMILA
(wpadając prędko w słowa Pulcherii)
A że nie mamy młodzieży . ..

JANINA
(jak wyżej)
A pan, przy tylu stosunkach, znajomościach ...

PULCHERIA
(jak wyżej)
Taki znakomity aranżer ...

KAMILA
(jak wyżej)
Więc mamy nadzieję, że ... (wstaje).

TELESFOR
(stając przed kanapą, ze śmiechem)
Ależ jak będziecie tak wszystkie naraz kłapać mu za uszami, to będzie jak tabaka w rogu.

FIKALSKI
Rzeczywiście, nie domyślam się jeszcze ...

TELESFOR
Niechże jedna mówi.

KAMILA
Mów, Janino.

JANINA
Może pani Pulcheria?

PULCHERIA
A, nie, przecież ty, jako gospodyni...

TELESFOR
Macie państwo, teraz znowu żadna nie chce. Otóż, uważa pan, idzie po prostu o to ...

KAMILA
(wpadając w słowa)
Że mamy do pana . . .

JANINA
(tak samo)
Wielką prośbę.

(Adolf zbliża się do Kamili).

FIKALSKI
Nie jedną, ale sto, tysiąc, łaskawe panie, a spełnię je z ochotą, bo być na rozkazy pań, to mój obowiązek, więcej niż obowiązek - przyjemność, więcej niż przyjemność - szczęście!

KAMILA
(do Adolfa)
Przysłuchaj się pan, jak się to mówi do pań. Pan pewnie nigdy nie zdobędziesz się na coś podobnego.

ADOLF
Gotów jestem iść na praktykę do tego pana, dla miłości pani.

KAMILA
Nie zaszkodziłoby to panu.

FIKALSKI
Więc o cóż idzie ostatecznie?

PULCHERIA
Krótko mówiąc, państwo Żelscy urządzają wieczór tańcujący i liczą na pana . ..

JANINA
Że nam pan nie odmówisz swego udziału.

FIKALSKI
(z powagą, potrząsając głową)
To jest czystym niepodobieństwem.

JANINA
Co pan mówi?

FIKALSKI
Fizyczna niemożebność.

PULCHERIA
Dlaczego?

FIKALSKI
Dla tej prostej przyczyny, że do końca karnawału nie mam już jednego wieczoru wolnego, jednej nocy, którą mógłbym paniom poświęcić (wyjmuje notatki). Proszę się przypatrzyć (wskazuje ołówkiem). Dziś bal prawników, na który zaproszony zostałem do prowadzenia tańców; jutro wieczór tańcujący u dyrektora banku; pojutrze u Łypkiewiczów; na sobotę mam aż trzy zaproszenia, i tak aż do końca karnawału. Patrz pani (mówi te ostatnie słowa do Pulcherii, której podaje swoje notatki).

TELESFOR
(do Władysława)
Kiedyż ten człowiek śpi właściwie?

WŁADYSŁAW
W biurze.

TELESFOR
(śmiejąc się)
A, tak.

FIKALSKI
Dodajcie, panie, jeszcze do tego teatr amatorski w resursie , którego jestem reżyserem, żywe obrazy z Pana Tadeusza na dochód Świętego Wincentego a Paulo, loteria na Salomejki, imieniny u mecenasa Krupkiewicza, trzy obiady składkowe dla naszych znakomitości politycznych i dwa wesela - a sądzę, że będziecie mnie, panie, miały za zupełnie wytłumaczonego.

KAMILA
Ach! mój Boże, i cóż my teraz poczniemy?

JANINA
Myśmy tak liczyły na pana.

PULCHERIA
Więc ani jednego wieczorku? (otwiera notatki Fikalskiego, przegląda i idzie na środek sceny).

TELESFOR
(do Władysława)
Czy te kobiety powariowały? Cóż my to bez niego nie zrobimy sobie balu? Koniecznie im się zachciało tego Fikalskiego, jakby to tylko on jeden był na świecie.

PULCHERIA
(z radością)
Jest, jest jeden wieczór.

JANINA
(zbliża się i zagląda do notatki, ucieszona)
Czy być może?

PULCHERIA
O, patrzcie, we środę miał być pan Alfons u Krykiewiczów. (Do Fikalskiego) Nieprawda?

FIKALSKI
Tak, koncert i wieczór tańcujący.

PULCHERIA
No, ale u Krykiewiczów szkarlatyna.

KAMILA
(klaszcząc w ręce)
Ach, jak to dobrze!

TELESFOR
Kamilko! bój się Boga!

KAMILA
(spostrzegłszy się, co powiedziała)
Ale ja to nie tak chciałam powiedzieć, wujaszku (tłumaczy się po cichu i wraca do Fikalskiego).

FIKALSKI
Czy tylko pani wiesz na pewno, że tam szkarlatyna?

PULCHERIA
Doktor mi mówił, który tam leczy.

FIKALSKI
A, w takim razie cieszcie się, panie, możecie się nazwać szczęśliwymi, bo w środę jestem na wasze usługi.

JANINA
Ach, jaki pan dobry.

KAMILA
A przyprowadzisz nam pan kawalerów?

FIKALSKI
Ilu tylko panie zechcą!

KAMILA
(patrząc na Adolfa, czy widzi jej radość)
Ach, to dobrze!

JANINA
I będzie pan łaskaw prowadzić tańce?

FIKALSKI
(kłania sią głęboko)
Pani! będę się starał godnie odpowiedzieć położonemu we mnie zaufaniu. Na ile par obliczony wieczorek?

JANINA
Ja myślę, że będzie może koło szesnastu. (Do Pulcherii) Prawda?

PULCHERIA
Tak, najwyżej szesnaście.

FIKALSKI
(poważnie)
No, w szesnaście par to już da się coś zrobić, jakich kilka figur większych. (Chwilkę się namyśla, potem, podnosząc głową) A rozmiary sali?

JANINA
(wskazując pokój)

Jak pan widzi.

FIKALSKI
(zdziwiony)
Tu?

JANINA
Tak, to nasz jedyny salonik.

FIKALSKI
(z powagą potrząsa głową)
To, pani, czyste niepodobieństwo.

JANINA
Jak to? dlaczego?

FIKALSKI
Proszę pani, co tu można zrobić w takim miniaturowym saloniku? Zaledwie krzyż najprostszy, ósemkę i coś tam jeszcze; no, a gdzież wąż, ulica, ułańska figura, bramki, krzyż podwójny? Tu ani marzyć o czymś podobnym nie można.

TELESFOR
Proszę pana, a czy to koniecznie takie wymysły? Wszak idzie tylko o to, żeby sobie młodzi poskakali.

FIKALSKI
(z powagą)
Ja nie umiem, panie, inaczej urządzać zabawy. Moja fantazja choreograficzna, jak koń stepowy, potrzebuje przestrzeni, perspektywy, światła.

JANINA
Cóż więc zrobimy?

FIKALSKI
Czy nie macie tu państwo jakiego większego pokoju?

JANINA
Jest jadalny.

FIKALSKI
No, toby go przerobić na bawialny.

JANINA
Ach, panie, co by to było kłopotu, ruinacji, trzeba by nowe tapety ...

FIKALSKI
To darmo, pani. Jeżeli idzie o to, żeby się wieczór udał, to wszystkie inne względy ustąpić powinny.

WŁADYSŁAW
Ależ, kolego, dla jednego wieczoru, czy to warto?

FIKALSKI
Dla panów taki wieczór wydaje się drobnostką, bo panowie zapatrujecie się na taniec, jako na zwykłą zabawkę, nieprawda?

TELESFOR
No, bardzo naturalnie.

(Pulcheria zbliża się do Janiny).

FIKALSKI
A widzi pan! gdy tymczasem ja zapatruję się na tę rzecz z całkiem innego stanowiska. Dla mnie taniec, to jeden z najważniejszych czynników społecznych, jako najdzielniejszy środek rozbudzenia życia towarzyskiego, kojarzenia związków rodzinnych - mówię tu o małżeństwach, które, jak panom wiadomo, zawiązują się przeważnie na balach - a w końcu, jako neutralny teren, na którym spotykają się i zbliżają do siebie ludzie najrozmaitszych przekonań, wyznań etc.

TELESFOR
(z ukrytym śmiechem, do Władysława)
Co ten plecie?

FIKALSKI
Będę miał nawet parę odczytów w tym przedmiocie.

TELESFOR
(z ukrytym śmiechem)
Odczyt o tańcu?

FIKALSKI
(z dumą)
Tak, panie, w połowie postu, na rzecz moralnie zaniedbanych kobiet.

PULCHERIA
(do Janiny, z którą przez chwilę rozmawiała po cichu)
Trzeba zrobić, skoro tego chce, bo inaczej gotów się cofnąć.

JANINA
No, to może pan będzie łaskaw zobaczyć ten pokój i osądzić sam...

FIKALSKI
Służę pani - gdzież to?

JANINA
(wskazując na lewo)
Tam, proszę pana. (Do Pulcherii) Może i pani?

PULCHERIA
To się rozumie. (Idzie z Janiną i zwracając się do Kamili, woła ją) Kamilko! (wychodzi do pierwszych drzwi na lewo z Janiną i Fikalskim).

KAMILA
(przy drzwiach, widząc, że Adolf za nią nie idzie)
Panie Adolfie, no, a pan?

ADOLF
Ja także do komisji rozpoznawczej? (idzie za nią). Taki zaszczyt.

KAMILA
Tylko bez tych żartów, bardzo proszę (wychodzą).

TELESFOR
(idzie na prawo do fotelu, parskając głośnym śmiechem)
A niechże go kule biją!... taniec jako najważniejszy czynnik społeczny ... niech go nie znam! (upada ze śmiechem na fotel). Małom się nie udusił ze śmiechu. Ha! ha! człowiek, panie, w życiu tyle ładnych dziewcząt naobracal i nigdy mi nie przyszło na myśl, że oddaje tym takie ważne usługi ludzkości.

WŁADYSŁAW
(z uśmiechem)
Tak, tak, wuju, my teraz wszystko robimy dla jakiejś idei, traktujemy każdą rzecz poważnie, ze stanowiska naukowego. Objadamy się z mikroskopem w ręku i podręcznikiem chemii organicznej w kieszeni; upijamy się, analizując zawartość i składniki płynów, które wlewamy w siebie; tańczymy ze świadomością celów, dla których tańczymy; poruszamy się, śpimy, oddychamy ściśle według zasad higieny, słowem, żyjemy na serio, umiejętnie.

TELESFOR
A niech was kule biją z waszymi umiejętnościami! Myśmy tego wszystkiego nie znali, a byliśmy zdrowsi niż wy z waszymi analizami, chemiami, diabłami. Czy to słyszana rzecz, żeby ktoś do tańca zabierał się z takimi ceregielami? Zeszło się, panie, trochę panien i kawalerii, zagrał kto, bodaj na grzebieniu, i hulaj dusza. Toteż my się bawili całą duszą, z ogniem, aż miło wspomnieć sobie, panie dzieju!

 


sexshop on line
Po świętej Dorocie wyschną chusty na płocie.



Zmieniony ( 28.03.2008. )
 
następny artykuł »