|
Strona 5 z 7 SCENA PIĄTA TELESFOR, WŁADYSŁAW, WICHERKOWSKI. WŁADYSŁAW A! pan Wicherkowski! Szukasz pan zapewne swojej żony (wita go). Jest, jest, nie zginęła. WICHERKOWSKI Wiem o tym. Weszła tutaj o trzy kwadranse na piątą i minut cztery. TELESFOR Na minutę nie chybił. WICHERKOWSKI A w małe pół godziny potem wszedł za nią Fikalski. A co? czy tak? WŁADYSŁAW Jesteś pan może zazdrosny o Fikalskiego? WICHERKOWSKI Ja zazdrosny? Uchowaj Boże. Ja o nikogo nie jestem zazdrosny, ja tylko czuwam nad moją żoną jak oko opatrzności, bo każda kobieta jest słabą i ułomną istotą i potrzebuje ciągłej opieki mężczyzny. Przepraszam pana, czy tam jest kto więcej z nimi? WŁADYSŁAW Jest, jest, nie bój się pan, jest i żona, i Kamila, i Adolf. WICHERKOWSKI To już dobrze, to już dobrze, bo, uważa pan, ten Fikalski zaczyna mi się nie podobać. TELESFOR Daj mu pan pokój, jemu tylko taniec w głowie. WICHERKOWSKI Właśnie, widzi pan, uważam, że za wiele tańczy z moją żoną. TELESFOR No, cóż w tym złego, że sobie tam walczyka albo półeczkę ... WICHERKOWSKI Niech Bóg broni! moja żona nie tańczy nigdy żadnych wirowych tańców. TELESFOR A to dlaczego? WICHERKOWSKI Dlaczego? pan się jeszcze pyta? TELESFOR No, bo dalibóg nie rozumiem. WICHERKOWSKI Proszę pana, co byś pan zrobił, gdybyś tak, wszedłszy nagle do pokoju, zastał jakiego mężczyznę, który by trzymał w objęciach, ot, tak (bierze go jak do tańca) pańską żonę? No, co byś pan zrobił? TELESFOR (śmiejąc się) Czy ja wiem, kiedy ja nigdy żony nie miałem. WICHERKOWSKI (puszcza go) A prawda, pan kawaler. (Do Wladysława) No, ale pan co byś powiedział? a czy w tańcu dzieje się co innego? Jakiś pierwszy lepszy facet bierze sobie pańską żonę bez ceremonii i wywija nią, jak pomiotłem, po całej sali, to w lewo, to w prawo, to w tył, to naprzód, jak mu się żywnie podoba. TELESFOR E, jakbyśmy wszystko tak skrupulatnie brali! Skoro taki zwyczaj ... WICHERKOWSKI Zwyczaj najniemoralniejszy, proszę pana, i powinien być policyjnie zakazany. Bo pomyśl pan tylko, co taki zbrodniarz może przez ten czas biednej kobiecie do ucha nagadać, nie mówiąc już o uściskach. Dlatego moja żona nigdy nie tańczy wirowych tańców, bo tam wszelka kontrola dla męża staje się niemożebną. WŁADYSŁAW No, i żona pańska zgadza się na to? WICHERKOWSKI Bo ja jej nie wzbraniam, tylko doktor. WŁADYSŁAW A, rozumiem. WICHERKOWSKI Niby pod pozorem, że jej to może sprowadzić uderzenie krwi do głowy, zawrót, a nawet apopleksję. TELESFOR Mądry szpaczek z pana. WICHERKOWSKI To mój system, panie, niby niewidzialna ręka opatrzności usuwam jej z drogi wszelkie pokusy, jak to ta kościelna pieśń powiada: "Aniołom twoim każę cię pilnować". TELESFOR "Byś snadź o kamień nie obraził nogi". WICHERKOWSKI Otóż ja jestem takim aniołem dla mojej żony. Oddałem się temu duszą i ciałem: to, panie, mój żywioł, moja pasja, moja ambicja. Inni mają ambicję zostania posłem, radcą, sławnym człowiekiem - ja mam ambicję być aniołem stróżem mojej Pulcherii. WŁADYSŁAW No, ale po tylu latach mógłbyś pan już sobie trochę oszczędzić tego stróżowania. Pańska żona jest już w tym wieku ... (siada). WICHERKOWSKI (siada) O! to się pan grubo mylisz; to, panie, wiek najniebezpieczniejszy. Kobieta, jak owoc, im dojrzalsza, tym skłonniejsza do upadku. Dlatego wymaga podwójnej opieki. Ot, nie dawniej jak zeszłego tygodnia, proszę panów, wracaliśmy nocnym pociągiem z Tarnowa w towarzystwie niejakiego Malinowskiego . .. TELESFOR (żywo, ruszywszy się na stołku) Malinowski, Władziu, czy to nie ten .. . WICHERKOWSKI Znacie go? Bardzo skromny i przyzwoity młodzieniec i nigdy nie patrzy na kobiety. O! bo ja uważam na to. Ale był tam drugi, który usadowił się vis a vis nas i od czasu do czasu łyp oczyma na moją Pulcherię. Myślę sobie: źle, baczność, trzeba być ostrożnym. TELESFOR No, i miejże tu żonę. Człowiek nawet mocy nie może mieć spokojnej. WICHERKOWSKI To nic. Słuchajcie, panowie, co się dalej stało. Jedziemy - lampa świeci się coraz słabiej, słabiej, nareszcie gaśnie ... no, rozumie się, bo tym panom kolejnikom idzie więcej o naftę jak o moralność. Co ich to obchodzi, że tam czyjaś żona ... TELESFOR (zaciekawiony) No, no, cóż dalej? WICHERKOWSKI Jak przewidziałem, młodzik rozpoczął atak: wysunął najprzód jedną nogę w stronę, gdzie siedziała moja żona. Chciał jej zbrodniarz tą drogą zatelegrafować swoje uczucia; ale ja depeszę przejąłem na koniec mego buta i odtelegrafowałem nawzajem. TELESFOR (śmiejąc się) A niechże pana nie znam! WŁADYSŁAW Byłeś pan rodzajem konduktora elektrycznego, asekurującego żonę. WICHERKOWSKI Właśnie. Po jakimś czasie, ośmielony tą pobłażliwością moją, a względnie mojej żony, idzie krok dalej, bo wysunął rękę wśród ciemności. TELESFOR W stronę pańskiej żony? WICHERKOWSKI Tak, i spotyka po drodze moją. On mnie ściska, ja jego, i tak ściskamy się przez parę stacji; aż w Bochni, gdy latarnie dworca oświeciły wnętrze naszego wagonu, (z mocą) ścisnąłem go, panie, na ostatku tak, że mu pewnie na długo odejdzie ochota do sięgania po cudzą własność. WŁADYSŁAW I cóż on na to? WICHERKOWSKI Nic, poszedł sobie jak zmyty, a moja Pulcheria tymczasem w błogiej niewiadomości o niebezpieczeństwie, jakie zagrażało jej cnocie, rozmawiała sobie najspokojniej z Malinowskim. Widzicie, panowie, to mój system. TELESFOR Dobry, nie ma co mówić! WŁADYSŁAW (z uśmiechem) Tylko czy praktyczny?
sexshop on line Po świętej Dorocie wyschną chusty na płocie.
|