|
Strona 3 z 7 SCENA TRZECIA CIŻ i PULCHERIA z głębi. - Wstają od stołu. JANINA (wstaje naprzeciw wchodzącej) A, pani Pulcheria! PULCHERIA (ubrana okazale) Cóż się z wami dzieje? (podaje rękę Janinie). Jak się masz, Kamilko? (Kłania się panom) Witam pana pułkownika. TELESFOR (który nakładał fajkę) Sługa pani dobrodziejki. PULCHERIA (siada) Co się z wami dzieje? Myślałam, że was nie ma w Krakowie. JANINA Dlaczego? PULCHERIA Bo was nigdzie nie widać, ani w kościele, ani w teatrze, ani na spacerach. Czy wiesz, panie Władysławie, co zaczynają mówić o panu? WŁADYSŁAW Cóż takiego? PULCHERIA Że jesteś zazdrosny o żonę. Jak męża kocham! WŁADYSŁAW (z ironicznym uśmiechem) O! a to dlaczego? PULCHERIA Bo jej pan nigdzie nie pokazujesz. TELESFOR (zapalając fajkę) Pani dobrodziejko, przecież żona nie menażeria, żeby ją pokazywać. PULCHERIA Ale nie należy zamykać jej w domu. Ja, przyznam się państwu, umarłabym z nudów, żeby mi tak przyszło siedzieć z mężem dzień w dzień. WŁADYSŁAW To bardzo pochlebnie dla męża. PULCHERIA Mój mąż wie o tym dobrze i dlatego stara się rozerwać mnie, jak może. Przedwczoraj na przykład byliśmy na balu akademickim.. WŁADYSŁAW Proponowałem i ja mojej żonie, ale nie chciała. PULCHERIA (mocno zdziwiona) Dlaczego? JANINA Nie lubię balów publicznych. PULCHERIA No, to powinniście u siebie urządzić jaki wieczór tańcujący. KAMILA (klaszcząc w ręce) Zabawę tańcującą! ach, jakby to było dobrze! (do Adolfa półgłosem) Niech pan namawia szwagra. Przecież panu także o to chodzić powinno, żebyśmy się zabawili. ADOLF Kiedy ja się i tak doskonale bawię. KAMILA Obrzydliwy egoista z pana. JANINA Rzeczywiście, Władziu, moglibyśmy dać jaki. wieczór tańcujący. WŁADYSŁAW Ale dla kogo? moja droga, mamy tak mało znajomości. PULCHERIA Cóż łatwiejszego jak o to? Porobicie kilka wizyt i ... JANINA Tak, porobimy wizyty. PULCHERIA I będziecie mieli znajomości. WŁADYSŁAW Mamy zawierać znajomości dla jednego wieczoru tańcującego? PULCHERIA No, przecież na jednym, sądzę, nie przestaniecie. Czas już, żebyście skończyli te miodowe miesiące i zaczęli prowadzić dom otwarty. WŁADYSŁAW (z ironicznym uśmiechem) Nie zamykam go przed nikim, pani dobrodziejko. KAMILA E, co tam, o tem potem, ale teraz ten bal. (Do Telesfora, który wyszedł przed chwilą dla wydmuchania i wyczyszczenią fajki, a teraz wraca - biegnąc naprzeciw niemu) TELESFOR A o cóż to chodzi? KAMILA Chcemy urządzić tu u nas zabawę tańcującą. JANINA Ale nasi. panowie jakoś nie bardzo są z,a tym (patrzy na męża z wymówką). TELESFOR A to dlaczego? (Do Władysława) Ja nie widzę racji, żeby im odmawiać tej przyjemności. . KAMILA (do Adolfa) A widzisz pan, wujaszek także za nami. TELESFOR To się rozumie... Dlaczego się nie zabawić, i do tego jeszcze w karnawał? KAMILA (ciszej) To, to, to, wujaszku. TELESFOR Młode to, to nic dziwnego, że rade by sobie pohulać. Ja sam, choć stary, a nie ręczę za siebie, czybym się jeszcze nie puścił w tany, jakby tak urżnęła muzyka. KAMILA (do Adolfa) Widzisz pan, bierz przykład z wujcia. TELESFOR Tak, to im się należy. I jeżeli Władysław nie zechce, to ja wam bal wyprawię. KAMILA (całuje go w rękę) Ach, wujaszku drogi! PULCHERIA Brawo! brawo, panie pułkowniku! TELESFOR (zbliżając się do Władysława) No, zgoda? WŁADYSŁAW Ależ, wuju, przecież mnie o wydatki nie idzie. Jeżeli Janina sobie życzy, to i owszem. TELESFOR O! na nic, bratku, ja pierwszy się odezwałem, moje na .wierzchu. Zresztą miałem wam i tak urządzić fetkę na moje imieniny, tylko mi ten zbrodniarz reumatyzm przeszkodził! Za to teraz wyprawię wam bal co się zowie. JANINA E, gdzieżby wuj... TELESFOR (grożąc jej) No! bo będę spiskował przeciwko wam - jak chcecie? PULCHERIA (do Janiny) Skoro wuj sobie tego życzy. KAMILA (uradowana) Muszę wujcia wyściskać za to (ściska go i całuje). TELESFOR (śmiejąc się) Gotówką mi płaci, i to z góry. No, no, nie tak bardzo, bo Adolfowi ledwie oczy nie wylezą na wierzch z zazdrości. Patrz, jak się oblizuje. (do Adolfa, drażniąc się z nim) A! nie dla psa kiełbasa. PULCHERIA Więc kogóż myślicie zaprosić? JANINA Prawda - kogo by tu? Jak pani myśli? PULCHERIA Najlepiej będzie spisać listę; kawałek papieru... KAMILA (zrywając się) Zaraz, zaraz. (Do Franciszka, idącego z lewej na prawo) Franciszku, prędko papieru, atramentu! FRANCISZEK (wystraszony) O! rany boskie! czy może kto zachorował. KAMILA Ależ gdzież tam - będziemy mieli bal. FRANCISZEK (uradowany) Tu? u nas? KAMILA Tak. FRANCISZEK Hę, hę, toż to będzie uciechy! Muszę zaraz Walentowej dać moją białą kamizelkę do prania, bo od pańskiego wesela mocno się już przybrukała. KAMILA No, spiesz się, Franciszku. FRANCISZEK Lecę, panienko. (Wraca się) Co to panienka kazała przynieść? KAMILA Papier, pióro i... FRANCISZEK Aha, wiem już, wiem - zaraz, zaraz (na lewo do drugich drzwi). PULCHERIA (z żartobliwą powagą) A więc zapraszam panów na wojenną naradę. Będziemy układać listę gości. KAMILA Wujaszek będzie prezesem. PULCHERIA Tak, tak, pan pułkownik będzie prezesem (bierze go z Kamilą pod rękę i sadzają przy okrągłym stole na pierwszym miejscu). TELESFOR Patrzcie, już mnie dygnitarzem zrobiły! To dyplomatki dopiero. To mianujcież Adolfa chociaż sekretarzem, żeby mu zazdrość nie było. PULCHERIA Dobrze. Pan Adolf będzie trzymającym pióro. ADOLF (siada po prawej od widzów, obok Telesfora) Tylko pióra nie widzę. KAMILA (biegnie do drzwi na lewo) Zaraz będzie. - Franciszku! FRANCISZEK (z prawej) Idę, idę, panienko (przynosi przybory do pisania - czas jakiś z głębi przysłuchuje się z zajęciem i uciechą rozmowie, a potem schodzi ze sceny). TELESFOR (wesoło) Kamilka przy sekretarzu jako pomocnik, a Władzio przy żonie (wskazuje na lewo siedzenia). No, posiedzenie otwarte. PULCHERIA Kogóż więc myślicie prosić? TELESFOR A, przede wszystkim panią dobrodziejkę z mężem. JANINA To się już samo przez się rozumie. PULCHERIA Dziękuję za siebie i za męża. No, a potem? TELESFOR Może by wypadało zaprosić Ciuciumkiewiczów? On mój kolega szkolny. PULCHERIA Ale ona sławna bajczarka. TELESFOR To się ją tym właśnie udobrucha. WŁADYSŁAW Będzie to rodzaj okupu, jak owemu smokowi podwawelskiemu; trzeba by jej dać baraniny, żeby się nie rzucała na ludzi. JANINA No, i jeżeli się nie mylę, ma cztery córki. Na wieczorze tańcującym cztery panny, to także coś znaczy. WŁADYSŁAW Tak, kadryl już zapewniony. ADOLF A że są brzydkie, więc nie będą robić niebezpiecznej konkurencji innym pannom. KAMILA (żywo) Do kogo pan to stosujesz? ADOLF Do panien w ogólności. KAMILA A do mnie w szczególności, nieprawda? TELESFOR No, no, ty mała, cicho tam. Wiecznie by się tylko kłóciła. KAMILA (z pewną irytacją) Bądź pan pewny, że mi wcale o to chodzić nie będzie, choćby się pan umizgał do wszystkich czterech panien Ciuciumkiewicz na raz. TELESFOR Cicho! A to skaranie boskie z tą dziewczyną! KAMILA Ja tylko odpowiadam na zaczepkę. PULCHERIA Ależ, państwo, piszmy, bo do jutra nie skończymy. JANINA (z zajęciem) Tak, tak, piszmy. Któż teraz? PULCHERIA Ja bym proponowała panią Fifikowską. Ta wprawdzie nie ma córek, ale za to potężny zastęp kuzynek, które dostarcza na wszystkie zabawy prywatne. WŁADYSŁAW I dlatego nazywają ją wszyscy ciocią swatką. TELESFOR (przypominając sobie) Fifikowską, Fifikowską - czekajcie, czy to nie będzie wdowa po majorze Fifikowskim? PULCHERIA Tak. Pan ją zna? TELESFOR Jak stary szeląg, pani dobrodziejko. Ale przypominam sobie, że o niej nieszczególniej mówiono we Lwowie. KAMILA (klęknąwszy na stołku, opiera się na ręce) Jak to nieszczególnie? Dlaczego? TELESFOR (przedrzeźniając ją) Dlaczego? dlaczego? Jąk będziesz taka ciekawa, to nie urośniesz. Miała jakiś feler, i basta. PULCHERIA Tak, ale jak odziedziczyła po babce trzy kamienice i wieś, opinia publiczna pogodziła się z nią zupełnie i dziś przyjmują ją wszędzie, była nawet gospodynią na jednym balu. WŁADYSŁAW Ze względu na trzy kamienice. ADOLF To może by było lepiej kamienice zaprosić? KAMILA Pana się nikt o to nie pyta. Pan masz, tylko pisać, a nie mówić. JANINA To jakżeż, Władziu? Zaprosić tę panią? WŁADYSŁAW (wahająca) Ja bym wolał - nie... PULCHERIA (zgorszona) A, moi drodzy! jak tak będziecie chcieli skrupulatnie roztrząsać przeszłość każdego, to zostaniecie w końcu bez gości, bo nie ma nikogo bez "ale". Zresztą, to było tak dawno... TELESFOR Że nastąpiło przedawniemie. Pal ją licho! - ja wotuję za tą panią. WŁADYSŁAW Ha, skoro wujaszek, to i my. "Nie sądź, nie będziesz sądzony". ADOLF (pisząc) A więc, większością głosów, Fifikowska z przyległościami. KAMILA Z jakimi znowu przyległościami? ADOLF No, z kuzynkami. KAMILA (kręcąc głową z przekąsem) Jaki pan dowcipny. PULCHERIA (przypomniawszy sobie, żywo) A! zapomnieliśmy o bardzo ważnej figurze - Pieprzyńska. ADOLF Z wieloma córkami? PULCHERIA Córkami? Przecież to panna. ADOLF Przepraszam, nie wiedziałem. PULCHERIA Ale panna już w tym wieku, że śmiało może pokazywać się bez opieka: ma lat przeszło pięćdziesiąt. TELESFOR Porządnie zakonserwowane panieństwo. JANINA To cóż ona tu będzie robić u nas? PULCHERIA (z ważnością) Jest kanoniczką i do tego frejliną jakiegoś dworu panującego. Toteż zapraszają ją wszędzie, bo to niemała ozdoba salonu taka figura. JANINA Ależ my nie znamy tej pani. PULCHERIA Nic łatwiejszego. Zapiszesz się na członka stowarzyszenia Drabiny Cnót Chrześcijańskich, którego jest prezesową, i znajomość gotowa. ADOLF (pisze) Więc pani, to jest chciałem powiedzieć: panna Pieprzyńska, dla udekorowania salonu. JANINA Ja sądzę, że już dosyć będzie pań. KAMILA O! aż nadto! Tylko teraz panów, i to samych młodych. TELESFOR (trącając Adolfa) Uważasz, jak cię pikuje. KAMILA (z pewnym naciskiem) I do tego przystojnych. TELESFOR O! o! widzisz ją... jaka mi chciwa chłopców! A nie masz to swojego? KAMILA Od przybytku głowa nie boli. TELESFOR Dam ja ci tu przybytek! JANINA Co do młodzieży, może byś, Władziu, mógł poprosić swoich kolegów biurowych;? WŁADYSŁAW Wszyscy żonaci. Jeden Fikalski... PULCHERIA Fikalski, właśnie o tego głównie chodzi. To znakomity aranżer. Panowie pracujecie w jednym biurze? WŁADYSŁAW Jesteśmy w jednym biurze, ale nie pracujemy, bo on ciągle zajęty aranżowaniem kuligów, pikników, teatrów amatorskich; a że dyrektor potrzebuje nieraz jego usług w tym względzie, więc ma nieograniczony urlop. PULCHERIA No, ale znacie się panowie? JANINA Bywa nawet u nas. WŁADYSŁAW Jak mu potrzeba, żebym wyrobił za niego jaki referat. PULCHERIA No, skoro się znacie z Fikalskim, to już nie ma kłopotu, bo on wam i bal urządzi, i młodzież sprowadzi. KAMILA (ucinkowo) Ja myślę, że i pan Adolf z łaski swojej mógłby się także postarać o jaką młodzież między swoimi znajomymi. ADOLF (przekomarzając się) A co za to dostanę? KAMILA Najpierw się robi, potem się płaci. TELESFOR A dajcież już pokój. Ciągle sobie skaczą do oczów, jak dwa kogutki, kikiryki! PULCHERIA (nie patrząc na nikogo i skubiąc chustkę) Prawda! I ja przypomniałam sobie, że znam jednego młodego człowieka, którego moglibyście zaprosić, niejaki Malinowski, może znacie? TELESFOR Któż z nas nie znał się z Malinowskim, pani dobro dziejko! PULCHERIA (jak wyżej, wstaje) Bardzo miły i przyzwoity młodzieniec. Bywa po znacznych domach. ADOLF (trzymając pióro) A jego adres? PULCHERIA (jak wyżej) Nie przypominam sobie dokładnie. Mnie się zdaje, że ulica Kopernika, numer dwudziesty, piętro pierwsze, jeżeli się nie mylę, drugie drzwi na lewo (mówiąc to, przechodzi na prawo do kanapy). WŁADYSŁAW (z uśmiechem, na stronie) No, jak na niedokładne przypomnienie, to wcale dokładny adres.
sexshop on line Po świętej Dorocie wyschną chusty na płocie.
|