Dom otwarty - Akt I

Utwórz PDF Drukuj Wyślij znajomemu
Autor: Bałucki Michał   
25.03.2008.
Spis treści

Dom otwarty - Akt I

Scena druga
Scena trzecia
Scena czwarta
Scena piąta
Scena szósta
Scena siódma

SCENA TRZECIA

CIŻ i PULCHERIA z głębi. - Wstają od stołu.

JANINA
(wstaje naprzeciw wchodzącej)
A, pani Pulcheria!

PULCHERIA
(ubrana okazale)
Cóż się z wami dzieje? (podaje rękę Janinie). Jak się masz, Kamilko? (Kłania się panom) Witam pana pułkownika.

TELESFOR
(który nakładał fajkę)
Sługa pani dobrodziejki.

PULCHERIA
(siada)
Co się z wami dzieje? Myślałam, że was nie ma w Krakowie.

JANINA
Dlaczego?

PULCHERIA
Bo was nigdzie nie widać, ani w kościele, ani w teatrze, ani na spacerach. Czy wiesz, panie Władysławie, co zaczynają mówić o panu?

WŁADYSŁAW
Cóż takiego?

PULCHERIA
Że jesteś zazdrosny o żonę. Jak męża kocham!

WŁADYSŁAW
(z ironicznym uśmiechem)
O! a to dlaczego?

PULCHERIA
Bo jej pan nigdzie nie pokazujesz.

TELESFOR
(zapalając fajkę)
Pani dobrodziejko, przecież żona nie menażeria, żeby ją pokazywać.

PULCHERIA
Ale nie należy zamykać jej w domu. Ja, przyznam się państwu, umarłabym z nudów, żeby mi tak przyszło siedzieć z mężem dzień w dzień.

WŁADYSŁAW
To bardzo pochlebnie dla męża.

PULCHERIA
Mój mąż wie o tym dobrze i dlatego stara się rozerwać mnie, jak może. Przedwczoraj na przykład byliśmy na balu akademickim..

WŁADYSŁAW
Proponowałem i ja mojej żonie, ale nie chciała.

PULCHERIA
(mocno zdziwiona)
Dlaczego?

JANINA
Nie lubię balów publicznych.

PULCHERIA
No, to powinniście u siebie urządzić jaki wieczór tańcujący.

KAMILA
(klaszcząc w ręce)
Zabawę tańcującą! ach, jakby to było dobrze! (do Adolfa półgłosem) Niech pan namawia szwagra. Przecież panu także o to chodzić powinno, żebyśmy się zabawili.

ADOLF
Kiedy ja się i tak doskonale bawię.

KAMILA
Obrzydliwy egoista z pana.

JANINA
Rzeczywiście, Władziu, moglibyśmy dać jaki. wieczór tańcujący.

WŁADYSŁAW
Ale dla kogo? moja droga, mamy tak mało znajomości.

PULCHERIA
Cóż łatwiejszego jak o to? Porobicie kilka wizyt i ...

JANINA
Tak, porobimy wizyty.

PULCHERIA
I będziecie mieli znajomości.

WŁADYSŁAW
Mamy zawierać znajomości dla jednego wieczoru tańcującego?

PULCHERIA
No, przecież na jednym, sądzę, nie przestaniecie. Czas już, żebyście skończyli te miodowe miesiące i zaczęli prowadzić dom otwarty.

WŁADYSŁAW
(z ironicznym uśmiechem)
Nie zamykam go przed nikim, pani dobrodziejko.

KAMILA
E, co tam, o tem potem, ale teraz ten bal. (Do Telesfora, który wyszedł przed chwilą dla wydmuchania i wyczyszczenią fajki, a teraz wraca - biegnąc naprzeciw niemu)

TELESFOR
A o cóż to chodzi?

KAMILA
Chcemy urządzić tu u nas zabawę tańcującą.

JANINA
Ale nasi. panowie jakoś nie bardzo są z,a tym (patrzy na męża z wymówką).

TELESFOR
A to dlaczego? (Do Władysława) Ja nie widzę racji, żeby im odmawiać tej przyjemności. .

KAMILA
(do Adolfa)
A widzisz pan, wujaszek także za nami.

TELESFOR
To się rozumie... Dlaczego się nie zabawić, i do tego jeszcze w karnawał?

KAMILA
(ciszej)
To, to, to, wujaszku.

TELESFOR
Młode to, to nic dziwnego, że rade by sobie pohulać. Ja sam, choć stary, a nie ręczę za siebie, czybym się jeszcze nie puścił w tany, jakby tak urżnęła muzyka.

KAMILA
(do Adolfa)
Widzisz pan, bierz przykład z wujcia.

TELESFOR
Tak, to im się należy. I jeżeli Władysław nie zechce, to ja wam bal wyprawię.

KAMILA
(całuje go w rękę)
Ach, wujaszku drogi!

PULCHERIA
Brawo! brawo, panie pułkowniku!

TELESFOR
(zbliżając się do Władysława)
No, zgoda?

WŁADYSŁAW
Ależ, wuju, przecież mnie o wydatki nie idzie. Jeżeli Janina sobie życzy, to i owszem.

TELESFOR
O! na nic, bratku, ja pierwszy się odezwałem, moje na .wierzchu. Zresztą miałem wam i tak urządzić fetkę na moje imieniny, tylko mi ten zbrodniarz reumatyzm przeszkodził! Za to teraz wyprawię wam bal co się zowie.

JANINA
E, gdzieżby wuj...

TELESFOR
(grożąc jej)
No! bo będę spiskował przeciwko wam - jak chcecie?

PULCHERIA
(do Janiny)
Skoro wuj sobie tego życzy.

KAMILA (uradowana)
Muszę wujcia wyściskać za to (ściska go i całuje).

TELESFOR
(śmiejąc się)
Gotówką mi płaci, i to z góry. No, no, nie tak bardzo, bo Adolfowi ledwie oczy nie wylezą na wierzch z zazdrości. Patrz, jak się oblizuje. (do Adolfa, drażniąc się z nim) A! nie dla psa kiełbasa.

PULCHERIA
Więc kogóż myślicie zaprosić?

JANINA
Prawda - kogo by tu? Jak pani myśli?

PULCHERIA
Najlepiej będzie spisać listę; kawałek papieru...

KAMILA
(zrywając się)
Zaraz, zaraz. (Do Franciszka, idącego z lewej na prawo) Franciszku, prędko papieru, atramentu!

FRANCISZEK
(wystraszony)
O! rany boskie! czy może kto zachorował.

KAMILA
Ależ gdzież tam - będziemy mieli bal.

FRANCISZEK
(uradowany)
Tu? u nas?

KAMILA
Tak.

FRANCISZEK
Hę, hę, toż to będzie uciechy! Muszę zaraz Walentowej dać moją białą kamizelkę do prania, bo od pańskiego wesela mocno się już przybrukała.

KAMILA
No, spiesz się, Franciszku.

FRANCISZEK
Lecę, panienko. (Wraca się) Co to panienka kazała przynieść?

KAMILA
Papier, pióro i...

FRANCISZEK
Aha, wiem już, wiem - zaraz, zaraz (na lewo do drugich drzwi).

PULCHERIA
(z żartobliwą powagą)
A więc zapraszam panów na wojenną naradę. Będziemy układać listę gości.

KAMILA
Wujaszek będzie prezesem.

PULCHERIA
Tak, tak, pan pułkownik będzie prezesem (bierze go z Kamilą pod rękę i sadzają przy okrągłym stole na pierwszym miejscu).

TELESFOR
Patrzcie, już mnie dygnitarzem zrobiły! To dyplomatki dopiero. To mianujcież Adolfa chociaż sekretarzem, żeby mu zazdrość nie było.

PULCHERIA
Dobrze. Pan Adolf będzie trzymającym pióro.

ADOLF
(siada po prawej od widzów, obok Telesfora)
Tylko pióra nie widzę.

KAMILA
(biegnie do drzwi na lewo)
Zaraz będzie. - Franciszku!

FRANCISZEK
(z prawej)
Idę, idę, panienko (przynosi przybory do pisania - czas jakiś z głębi przysłuchuje się z zajęciem i uciechą rozmowie, a potem schodzi ze sceny).

TELESFOR
(wesoło)
Kamilka przy sekretarzu jako pomocnik, a Władzio przy żonie (wskazuje na lewo siedzenia). No, posiedzenie otwarte.

PULCHERIA
Kogóż więc myślicie prosić?

TELESFOR
A, przede wszystkim panią dobrodziejkę z mężem.

JANINA
To się już samo przez się rozumie.

PULCHERIA
Dziękuję za siebie i za męża. No, a potem?

TELESFOR
Może by wypadało zaprosić Ciuciumkiewiczów? On mój kolega szkolny.

PULCHERIA
Ale ona sławna bajczarka.

TELESFOR
To się ją tym właśnie udobrucha.

WŁADYSŁAW
Będzie to rodzaj okupu, jak owemu smokowi podwawelskiemu; trzeba by jej dać baraniny, żeby się nie rzucała na ludzi.

JANINA
No, i jeżeli się nie mylę, ma cztery córki. Na wieczorze tańcującym cztery panny, to także coś znaczy.

WŁADYSŁAW
Tak, kadryl już zapewniony.

ADOLF
A że są brzydkie, więc nie będą robić niebezpiecznej konkurencji innym pannom.

KAMILA
(żywo)
Do kogo pan to stosujesz?

ADOLF
Do panien w ogólności.

KAMILA
A do mnie w szczególności, nieprawda?

TELESFOR
No, no, ty mała, cicho tam. Wiecznie by się tylko kłóciła.

KAMILA
(z pewną irytacją)
Bądź pan pewny, że mi wcale o to chodzić nie będzie, choćby się pan umizgał do wszystkich czterech panien Ciuciumkiewicz na raz.

TELESFOR
Cicho! A to skaranie boskie z tą dziewczyną!

KAMILA
Ja tylko odpowiadam na zaczepkę.

PULCHERIA
Ależ, państwo, piszmy, bo do jutra nie skończymy.

JANINA
(z zajęciem)
Tak, tak, piszmy. Któż teraz?

PULCHERIA
Ja bym proponowała panią Fifikowską. Ta wprawdzie nie ma córek, ale za to potężny zastęp kuzynek, które dostarcza na wszystkie zabawy prywatne.

WŁADYSŁAW
I dlatego nazywają ją wszyscy ciocią swatką.

TELESFOR
(przypominając sobie)
Fifikowską, Fifikowską - czekajcie, czy to nie będzie wdowa po majorze Fifikowskim?

PULCHERIA
Tak. Pan ją zna?

TELESFOR
Jak stary szeląg, pani dobrodziejko. Ale przypominam sobie, że o niej nieszczególniej mówiono we Lwowie.

KAMILA
(klęknąwszy na stołku, opiera się na ręce)
Jak to nieszczególnie? Dlaczego?

TELESFOR
(przedrzeźniając ją)
Dlaczego? dlaczego? Jąk będziesz taka ciekawa, to nie urośniesz. Miała jakiś feler, i basta.

PULCHERIA
Tak, ale jak odziedziczyła po babce trzy kamienice i wieś, opinia publiczna pogodziła się z nią zupełnie i dziś przyjmują ją wszędzie, była nawet gospodynią na jednym balu.

WŁADYSŁAW
Ze względu na trzy kamienice.

ADOLF
To może by było lepiej kamienice zaprosić?

KAMILA
Pana się nikt o to nie pyta. Pan masz, tylko pisać, a nie mówić.

JANINA
To jakżeż, Władziu? Zaprosić tę panią?

WŁADYSŁAW
(wahająca)
Ja bym wolał - nie...

PULCHERIA
(zgorszona)
A, moi drodzy! jak tak będziecie chcieli skrupulatnie roztrząsać przeszłość każdego, to zostaniecie w końcu bez gości, bo nie ma nikogo bez "ale". Zresztą, to było tak dawno...

TELESFOR
Że nastąpiło przedawniemie. Pal ją licho! - ja wotuję za tą panią.

WŁADYSŁAW
Ha, skoro wujaszek, to i my. "Nie sądź, nie będziesz sądzony".

ADOLF
(pisząc)
A więc, większością głosów, Fifikowska z przyległościami.

KAMILA
Z jakimi znowu przyległościami?

ADOLF
No, z kuzynkami.

KAMILA
(kręcąc głową z przekąsem)
Jaki pan dowcipny.

PULCHERIA
(przypomniawszy sobie, żywo)
A! zapomnieliśmy o bardzo ważnej figurze - Pieprzyńska.

ADOLF
Z wieloma córkami?

PULCHERIA
Córkami? Przecież to panna.

ADOLF
Przepraszam, nie wiedziałem.

PULCHERIA
Ale panna już w tym wieku, że śmiało może pokazywać się bez opieka: ma lat przeszło pięćdziesiąt.

TELESFOR
Porządnie zakonserwowane panieństwo.

JANINA
To cóż ona tu będzie robić u nas?

PULCHERIA
(z ważnością)
Jest kanoniczką i do tego frejliną jakiegoś dworu panującego. Toteż zapraszają ją wszędzie, bo to niemała ozdoba salonu taka figura.

JANINA
Ależ my nie znamy tej pani.

PULCHERIA
Nic łatwiejszego. Zapiszesz się na członka stowarzyszenia Drabiny Cnót Chrześcijańskich, którego jest prezesową, i znajomość gotowa.

ADOLF
(pisze)
Więc pani, to jest chciałem powiedzieć: panna Pieprzyńska, dla udekorowania salonu.

JANINA
Ja sądzę, że już dosyć będzie pań.

KAMILA
O! aż nadto! Tylko teraz panów, i to samych młodych.

TELESFOR
(trącając Adolfa)
Uważasz, jak cię pikuje.

KAMILA
(z pewnym naciskiem)
I do tego przystojnych.

TELESFOR
O! o! widzisz ją... jaka mi chciwa chłopców! A nie masz to swojego?

KAMILA
Od przybytku głowa nie boli.

TELESFOR
Dam ja ci tu przybytek!

JANINA
Co do młodzieży, może byś, Władziu, mógł poprosić swoich kolegów biurowych;?

WŁADYSŁAW
Wszyscy żonaci. Jeden Fikalski...

PULCHERIA
Fikalski, właśnie o tego głównie chodzi. To znakomity aranżer. Panowie pracujecie w jednym biurze?

WŁADYSŁAW
Jesteśmy w jednym biurze, ale nie pracujemy, bo on ciągle zajęty aranżowaniem kuligów, pikników, teatrów amatorskich; a że dyrektor potrzebuje nieraz jego usług w tym względzie, więc ma nieograniczony urlop.

PULCHERIA
No, ale znacie się panowie?

JANINA
Bywa nawet u nas.

WŁADYSŁAW
Jak mu potrzeba, żebym wyrobił za niego jaki referat.

PULCHERIA
No, skoro się znacie z Fikalskim, to już nie ma kłopotu, bo on wam i bal urządzi, i młodzież sprowadzi.

KAMILA
(ucinkowo)
Ja myślę, że i pan Adolf z łaski swojej mógłby się także postarać o jaką młodzież między swoimi znajomymi.

ADOLF
(przekomarzając się)
A co za to dostanę?

KAMILA
Najpierw się robi, potem się płaci.

TELESFOR
A dajcież już pokój. Ciągle sobie skaczą do oczów, jak dwa kogutki, kikiryki!

PULCHERIA
(nie patrząc na nikogo i skubiąc chustkę)
Prawda! I ja przypomniałam sobie, że znam jednego młodego człowieka, którego moglibyście zaprosić, niejaki Malinowski, może znacie?

TELESFOR
Któż z nas nie znał się z Malinowskim, pani dobro dziejko!

PULCHERIA
(jak wyżej, wstaje)
Bardzo miły i przyzwoity młodzieniec. Bywa po znacznych domach.

ADOLF
(trzymając pióro)
A jego adres?

PULCHERIA
(jak wyżej)
Nie przypominam sobie dokładnie. Mnie się zdaje, że ulica Kopernika, numer dwudziesty, piętro pierwsze, jeżeli się nie mylę, drugie drzwi na lewo (mówiąc to, przechodzi na prawo do kanapy).

WŁADYSŁAW
(z uśmiechem, na stronie)
No, jak na niedokładne przypomnienie, to wcale dokładny adres.

 


sexshop on line
Po świętej Dorocie wyschną chusty na płocie.



Zmieniony ( 28.03.2008. )
 
następny artykuł »