|
Strona 4 z 17 SCENA CZWARTA TELESFOR, WŁADYSŁAW, potem JANINA. WŁADYSŁAW (w paltocie, kapeluszu i kaloszach, z głębi) Ładny zrobiłem spacer. (Rozbiera się przy drzwiach na prawo i zostawia palto, kalosze i kapelusz za sceną, siada) A! już nóg nie czuję. TELESFOR (nalewając wino) A ty gdzieś się tak zgonił? WŁADYSŁAW Gdzie ja nie chodził, mój wuju! po jakich dziurach, zakamarkach przedmiejskich... TELESFOR Cóżeś ty tam robił? WŁADYSŁAW
A za tą nieszczęśliwą muzyką. Gałgany grajki zrobili mi zawód w
ostatniej chwili: jeden zachorował, drugi się spił, a trzeci mi
odpowiedział, że przyjść nie może, bo go sama księżna pani prosiła,
żeby grał u niej. Jakże poczciwiec mógł się zrzec dobrowolnie takiego
zaszczytu dla jakiegoś tam urzędnika bankowego? TELESFOR No, i cóż zrobiłeś? WŁADYSŁAW Ha, cóż? musiałem z konieczności wziąść wojskową muzykę, i to jeszcze szczęście, że złapałem kilku, bo dziś balów mnóstwo. TELESFOR (zadowolony) Balują, balują wszyscy. Widzisz, to nie my jedni tylko. WŁADYSŁAW (ociera czoło chustką) A, zmachałem się! TELESFOR Może kieliszeczek wina? (Przynosi mu) masz, to cię orzeźwi. WŁADYSŁAW (wypija duszkiem, potem, oddawszy kieliszek Telesforowi, który go odniósł na stół, wyciąga się na kanapie) A! dałbym teraz sto reńskich, żebym się tak mógł wygodnie położyć choć na parę godzin. TELESFOR (śmiejąc się) Bagatela! On już teraz o tym myśli. Cóż to będzie później? JANINA (w balowej sukni wchodzi z lewej) Nie ma tu Władzia? WŁADYSŁAW (zrywając się) Czego chcesz, duszyczko? JANINA (zakłopotana)
Mężusiu, bój się Boga! co my będziemy robić? pań i panien naschodziło
się tyle, a młodzieży jak na lekarstwo, jest ich zaledwie kilku. WŁADYSŁAW No, przecież Fikalski obiecał dostarczyć. JANINA Ale go dotąd nie widać. Żeby tylko nie skrewił. TELESFOR To nic, nie trap się. Jak będzie brakować, to i my, landwera, ruszymy do boju. Jak mus, to mus. JANINA Poczciwy Adolf obiecał mi za czterech tańczyć, i to z najnieładniejszymi pannami. WŁADYSŁAW A gdzież on jest? JANINA Zasadziłam go w salonie do bawienia starszych pań. Ach, te panie, te panie! ... (uśmiecha się pobłażliwie) pocieszne sobie. WŁADYSŁAW No? JANINA Wyobraźcie sobie, cztery na jednej kanapie. TELESFOR A jakże one się tam pomieściły? JANINA
Toteż siedzą ściśnięte łąk, że się ani ruszyć, ani nawet swobodnie
oddychać nie mogą, a żadna ustąpić nie chce, bo uważają sobie za
ubliżenie siedzieć gdzie indziej, nie na kanapie. WŁADYSŁAW Dobre sobie. TELESFOR Może by im wstawić drugą kanapę, bo się baby gotowe podusić albo apopleksji dostaną. JANINA (spostrzegłszy wchodzącego, z żywą radością) A! pan Fikalski!
sexshop Po świętej Urszuli trudno wyjść w samej koszuli.
|