|
Strona 8 z 17 SCENA ÓSMA CIŻ, FUJARKIEWICZ, potem FIKALSKI, w końcu TELESFOR. FUJARKIEWICZ (poprawiając włosy jedną ręką, a w drugiej trzymając cylinder, wchodzi z salonu).
Panowie, jako tutejsi, będą umieli mnie objaśnić, czy w polonezie
podaje się damie prawą rękę, czy lewą? bo ja podałem prawą, ale
widziałem, że niektórzy panowie podawali także lewe. BAGATELKA Rób pan, jak panu wygodniej. FUJARKIEWICZ Przecież muszą być jakieś reguły ... Może z pannami trzeba na prawą rękę, a z mężatkami na lewą? WRÓBELKOWSKI (klepiąc go po ramieniu) Tak, zawsze na lewą, to się panu udało! FUJARKIEWICZ
Nie, bo uważacie, panowie, nie chciałbym uchodzić za ignoranta w tym
względzie; idzie mi o dobre zaprezentowanie się w świecie, bo
przyjechałem tu umyślnie na karnawał w zamiarze ożenienia się, to jest
staramia się o żonę. WRÓBELKOWSKI (śmiejąc się) Czyją? FUJARKIEWICZ No, niby o moją, to jest właściwie mówiąc, o pannę, BAGATELKA Tych tu znajdziesz na kopy. FUJARKIEWICZ Bo nie wiem, czy panowie wiecie, że jestem z zawodu farmaceuta, skończony farmaceuta? WRÓBELKOWSKI (z drwiącym respektem) A, nie wiedzieliśmy nic o tym. FUJARKIEWICZ Tak, Fujarkiewicz z Mościsk, gdzie odziedziczyłem po ciotce dom i 60 morgów gruntu, a oprócz tego dzierżawię aptekę. BAGATELKA Być nie może! A my pana traktowali jak zwyczajnego człowieka! FUJARKIEWICZ Nic nie szkodzi. Bardzo proszę ze mną bez ceremonii. Otóż, uważacie panowie, mając teraz takie stanowisko w świecie... WRÓBELKOWSKI Postanowiłeś się pan ożenić. FUJARKIEWICZ (ucieszony) Zgadłeś pan, i w tym celu... BAGATELKA Przybyłeś pan do Krakowa. FUJARKIEWICZ (jak wyżej) Właśnie. WRÓBELKOWSKI (klepiąc go) My tu pana wyswatamy. FUJARKIEWICZ Bardzo wdzięczny będę, bo panowie, jako miejscowi, będą mogli mi dać pewne wyjaśnienia. BAGATELKA (z filuternym uśmiechem) Co do posagu? FUJARKIEWICZ (ucieszony) Z ust mi pan wyjąłeś. (Muzyka przestaje grać poloneza). FIKALSKI (wchodzi z salonu żywo rozpromieniony, za nim dwóch danserów) Panowie! cudowny, genialny pomysł! WRÓBELKOWSKI Co? FUJARKIEWICZ No? (Wszyscy do niego się garną). FIKALSKI
Uważacie panowie, podczas poloneza, kiedy przemyśliwałem nad tym, czy
to nie będzie zbyt rażące kotylion przed kolacją, bo po kolacji, jak
wiecie, obiecałem się do Guzikowskich... otóż myślę, jak tu wyjść z
honorem z tego zawikłania - wpada mi myśl genialna, myśl połączenia
mazura z kotylionem. FUJARKIEWICZ Jak to? FIKALSKI Niby zwyczajny mazur, ale figury kotylionowe, ordery, bukiety etc. WRÓBELKOWSKI (z powagą) Rozumiem. FIKALSKI
Ale bo trzeba wiedzieć, jaka głęboka myśl w tym się kryła. To ścisłe
połączenie mazura z kotylionem, to niby symboliczne przedstawienie
naszego stosunku do rządu, alians Galicji z Austrią, taniec z barwą
polityczną, coś całkiem nowego, prawda? WRÓBELKOWSKI A! znakomite, jedyne w swoim rodzaju. FUJARKIEWICZ Rzeczywiście, bardzo, bardzo. BAGATELKA Cudowny pomysł, to warto oblać. Panowie, za kieliszki! (Spieszą wszyscy do stołu w głąb). TELESFOR (wchodzi z salonu, ocierając czoło) No, ja już zrobiłem swoje. BAGATELKA Tylko wina nie ma. WRÓBELKOWSKI Hej, wina! prosimy o wino! TELESFOR (wesoło) Wina, dobrze. Zaraz służę panom (dobywa z kosza spod stołu wino i nalewa). WRÓBELKOWSKI (idąc z Fikalskim i innymi na przód sceny) Ten pomysł unieśmiertelni pana w rocznikach karnawałowych. BAGATELKA Pomysł całkiem nowy. FIKALSKI (z dumą) Bez zarozumiałości, panowie, mogę sobie przyznać, że jestem Kolumbem tego pomysłu. WSZYSCY Prawda, prawda! (Telesfor niesie tacę z kieliszkami). WRÓBELKOWSKI (biorąc kieliszek z winem, staje z powagą) Panowie! pozwolę sobie tutaj wnieść zdrowie głównego motora dzisiejszego wieczoru ... (zamyśla się). TELESFOR (stojący na boku z tacą) Ta to ci poczciwcy chcą wnieść moje zdrowie. Pewnie Władziu im wypaplał. WRÓBELKOWSKI Męża, który jest duszą naszego zebrania ... TELESFOR (zażenowany) Ależ, panowie... WRÓBELKOWSKI (opryskliwie) Jeszcze nie skończyłem... męża, panowie, którego zasługi są tak wielkie... TELESFOR E, kiedy to znowu za wiele. GŁOSY Cicho! cicho! TELESFOR No, ale bo... GŁOSY Cicho! pst! cicho! WRÓBELKOWSKI Tak wielkie, że należy mu się od nas publiczny wyraz. uznania. Pozwólcie więc, że wniosę jego zdrowie ... TELESFOR Dziękuję panom, ale... WRÓBELKOWSKI (nie zważając na niego) Zdrowie naszego znakomitego aranżera, pana Fikalskiego! WSZYSCY (wznosząc kieliszki) Wiwat! niech żyje! TELESFOR (na stronie) A ja, osioł, myślałem... (słychać za sceną walca). FIKALSKI A teraz na pole wailki, boski Strauss nas wzywa, panowie, za mną! (Wszyscy stawiają kieliszki na tacy, którą trzyma Telesfor, i nie patrząc nawet na niego, wychodzą do salonu). TELESFOR (patrzy za nimi)
No, jak się to komu podoba? formalnie wykierowali mnie na kelnera;
wypili, postawili i nawet Bóg zapłać nie powiedzieli, jak w
restauracji. (Z irytacją) Pfu! (odnosi tacę na stół i wraca na przód sceny zalterowany trochę).
Przecież to dawniej inna była młodzież. Miałby się z pyszna jeden i
drugi, który by się tak rozbijał w obywatelskim domu. A nakadzili tymi
papierkami, niech ich nie znam! (gasi nogą nie dopalone papierosy).
sexshop Po świętej Urszuli trudno wyjść w samej koszuli.
|