|
Strona 7 z 17 SCENA SIÓDMA WRÓBELKOWSKI. BAGATELKA, później JANINA, KAMILA. BAGATELKA (który był we drzwiach salonu - widząc, że Wróbelkowski nie idzie od stołu, wraca) Ty nie idziesz? WRÓBELKOWSKI (zapala papierosa i pije wino) Ani myślę. Polonez, to taniec dla starych safandułów (siada na stoiku przy kanapie, kołysze się, puszcza kłęby dymu i często poprawia pince-nez); zresztą, przyznam ci się, że mnie już taniec nie bawi i jeżeli tu przyszedłem, to zrobiłem jedynie dla pani tego domu. BAGATELKA (siadając na kanapie także z papierosem) Znacie się? WRÓBELKOWSKI
Dotąd tylko z daleka. Oczkujemy ze sobą w teatrze, na koncertach, w
kościele, ale widocznie było jej to za mało, skoro mnie gwałtem prosiła
przez Fikalskiego (wstaje i przechadza się z poważną miną).
Nie dałbym za to trzech groszy, czy ona tego. balu umyślnie dla mnie
nie urządziła, aby mi ułatwić wejście do domu, bo ja mam szalone
szczęście do kobiet: na którą spojrzę - trup! (siada przy Bagatelce na
kanapie). Powiadam ci, kolego, u minie w domu to takie paki listów (pokazuje ręką na wysokość łokcia nad ziemią). Hrabiny nie hrabiny, baronowe nie baronowe, słowo honoru daję (ziewa). Ale to mi się przejadło, wolę mieszczańskie sfery, tu więcej serca. BAGATELKA I w jakiż sposób objawisz jej swoje uczucia? WRÓBELKOWSKI Całkiem zwyczajnie. (Rzuca papieros i dobywa z bocznej kieszeni fraka karteczkę) O! patrz! BAGATELKA Różowa karteczka. WRÓBELKOWSKI I zaperfumowana "Jockeyclub"; powąchaj. BAGATELKA Prawda. WRÓBELKOWSKI
Zapach działa na kobiety. A na kartce te słowa: "Pani! kocham cię od
dawna, daj mi znać, kiedy męża twego nie będzie, abym mógł przybiegnąć
do stóp twoich i na kolanach przebłagać cię za tę śmiałość, że
odważyłem się kochać cię i uwielbiać". Poetyczne, co? BAGATELKA Bardzo. WRÓBELKOWSKI Niby nieśmiało, a odważnie. BAGATELKA I z ogniem. WRÓBELKOWSKI (zwijając kartkę)
Otóż tę karteczkę zwija się w rulonik, cieniutko, ot, tak, wsunie się
potem do bukietu; kotylionowego i poczta gotowa, a w tańcu, gdy
namiętnym uściskiem przytulać ją będę do mego serca, szepnę w maleńkie
uszko: "Szukaj pani w bukiecie". BAGATELKA Genialny pomysł! WRÓBELKOWSKI (zadowolniony) Prawda; chodźmy na papierosy (idą w głąb i zapalają). JANINA (wchodzi z Kamilą z salonu) Pfe, co tu dymu! (rozgania chusteczką). WRÓBELKOWSKI (cicho do Bagatelki) Otóż i ona, patrz, ta brunetka. JANINA (spostrzegłszy palących, do Kamili) Jacy ci panowie niedelikatni (idzie otworzyć okno). KAMILA To także grzecznie. Nadymili jak w kawiarni. JANINA Czemu panowie nie tańczą? WRÓBELKOWSKI (zbliżając się z galanterią) Tylko skończymy papierosy, będziemy służyć paniom. JANINA Prosimy, czekamy panów. (Do Kamili) Chodź, bo tu nie podobna oddychać (wychodzą do salonu). WRÓBELKOWSKI (z dumą) A co? Słyszałeś, co mówiła? Czekamy! I jak łypnęła przy tym oczkami, uważałeś? Śliczna bestyjka, co za oko! BAGATELKA Lubo i ta druga niczego. WRÓBELKOWSKI Ba, kiedy ma feler. BAGATELKA (zaciekawiony) O! jaki? WRÓBELKOWSKI Panna! BAGATELKA A, niby że panna, więc cóż z tego? WBÓBELKOWSKI Ja w pannach, nie gustuję. Mężatki to moja pasja.
sexshop Po świętej Urszuli trudno wyjść w samej koszuli.
|