|
Strona 3 z 17 SCENA TRZECIA KAMILA, TELESFOR, później FRANCISZEK. TELESFOR (w
odświętnej czamarce, białej kamizelce, wchodzi z drugich drzwi z
prawej, z kilkoma butelkami wina w obu rękach i stawia je na stole po
prawej) Tak, to będzie na pierwsze strzały: to dla panów, a to dla pań. KAMILA (podbiega i całuje go w rękę) Poczciwy wujaszek, tak o wszystkim pamięta, tak się wszystkim zajmuje! TELESFOR To mój obowiązek, przecież ja tu dzisiaj gospodarzem, to muszę myśleć o tym, żeby było wszystko, jak należy. KAMILA
Wujaszku, a jakby wujaszek chciał się potem położyć, to ja tam
wujaszkowi przygotowałam łóżko za parawanem w pokoju Władzia. TELESFOR
Cóż ty sobie myślisz, smarkata jakaś, że ja już tak skapcaniałem do
reszty, że jednej nocy przebalować nie potrafię? Ja was tu jeszcze
wszystkich przetrzymam. Patrzcie ją, jaka mi dowcipna! do łóżka mię
pakuje! może jeszcze kaftanikiem flanelowym i rumiankiem mnie
potraktujesz, co? Ja się chcę także bawić; kto wie czy sobie nawet nie
podskoczę jeszcze? KAMILA Ja wujaszka wybiorę do mazura. TELESFOR Dobrze. Będziemy hulać do samego rana. Kiedy się bawić, to się bawić. (Do wchodzącego Franciszka z głębi) A tobie co się stało? masz minę, jakbyś upiora zobaczył. FRANCISZEK
Proszę pana, proszę panienki, tam jakieś draby przyszły we frakach i
bawełnianych rękawiczkach i powiadają, żeby im oddać cały kredens,
srebra i wszystkie naczynie. TELESFOR No, to im trzeba dać, bo to są lokaje, najęci do obsługi gości. FRANCISZEK Jak to, proszę pana, a od czegóż ja tutaj? TELESFOR Ty byś sobie sam przecież rady nie dał. FRANCISZEK
Ciekawym bardzo, dlaczego nie? Jak mój pian był jeszcze kawalerem, to
się nieraz tyle panów naschodziło, a Franciszek wszystkiemu dał radę.
Zresztą, jakby było potrzeba, to można by było wziąść Walentową do
pomocy. TELESFOR Ale głupiś, jakżeby to wyglądało? KAMILA To przecież bal. FRANCISZEK To już jak bal, to Franciszek ma iść w kąt? TELESFOR Gadajże tu z takim. Przecież to dla ciebie lepiej, że będziesz miał mniej roboty. O cóż ci jeszcze chodzi? FRANCISZEK
Jak to nie ma chodzić? Przecież to despet dla mnie wielki, że ja,
domowy, dawny sługa, dziś tutaj nic nie znaczę, tylko jakieś tam fagasy. TELESFOR (zniecierpliwiony trochę) Ale któż ci mówi, że nie znaczysz? FRANCISZEK A oni mówią. TELESFOR
To im powiedz, że są durnie. Oni są tutaj tylko tego, jak się nazywa,
zwyczajni lokaje, a ty będziesz ... piwnicznym albo jeszcze lepiej
wielkim podczaszym, będziesz nalewał wino i roznosił (idzie do stołu). Masz tu tacę, kieliszki, wino, i wio do aalonu (daje mu dwie butelki na tacę). FRANCISZEK (biorąc tacę) No, tak, to co innego. TELESFOR To będziesz dawał damom, a to panom; rozumiesz? FRANCISZEK Niby które damom? TELESFOR Gadajże z głupcem. KAMILA Ja pójdę z nim, to będzie najlepiej. Chodźmy (wychodzą na lewo do pierwszych drzwi). TELESFOR A ja tymczasem przygotuję drugą baterię (nalewa kieliszki na drugiej tacy).
sexshop Po świętej Urszuli trudno wyjść w samej koszuli.
|