|
Strona 1 z 8 AKT III Ten sam pokój, ale urządzony jak w pierwszym akcie.
SCENA PIERWSZA FRANCISZEK, ADOLF. FRANCISZEK (z miotełką, w fartuchu, rozgląda się ucieszony po pokoju) No, tak, teraześmy wrócili już jako tako do dawnego porządku. Aż milej spojrzeć. A, pan Adolf! ADOLF (wchodzi, z głębi) Jak się Franciszek ma? FRANCISZEK (kłaniając mu się z wyrazem wdzięczności i życzliwości) Dziękuję ślicznie panu. ADOLF A gdzież panie?
FRANCISZEK U siebie i jeszcze nie ubrane. ADOLF Czy może słabe? FRANCISZEK
Panienka, dziękować Bogu, zdrowa jak rybka, co by jej tam było. Ale
nasza pani jakoś niedomaga na głowę od tego balu. Do tego jeszcze
biedaczka wczoraj tyle się umęczyła. ADOLF A to czym? FRANCISZEK
Hm, proszę pana, albośmy to wczoraj małą mieli uwijatykę? I ja, i
panienka, i pani, i Walentowa, wszystko miało co do roboty, bo trzeba
było po tej ruinacji balowej każdą rzecz znowu na swoje miejsce
transportować, czyścić, porządkować, to znowu oddawać naczynia, srebra,
co się pożyczyło, a tu to zbite, tego brakuje, i kłopot. Samych
łyżeczek srebrnych, proszę pana, zginęło pięć przy tych wielebnych
fagasach - jak pana szanuję, a Franciszek tyle lat służy i jeszcze,
dziękować Bogu, nic przy nim nie zginęło. Będą państwo mieli nauczkę na
drugi raz, skoro im się zachciało fagasów. ADOLF (siadając, z uśmiechem) Jak widzę, to Franciszek niekontent coś z tego balu. FRANCISZEK
O! proszę pana, ja nieprędko zapomnę tego despetu, jaki mnie spotkał. I
to jeszcze nie koniec na tym, bo niech no się tylko rok skończy, to ja
państwu powiem wyraźnie, że jak sobie chcą wyprawiać bale z fagasami we
frakach i bawełnianych rękawiczkach, to ja im ślicznie dziękuję za
służbę. ADOLF No, no, ja myślę, że się państwu więcej nie zechce balów. FRANCISZEK
Bo i na co im to tego, proszę pana? Koszt duży, mitręgi jeszcze więcej,
a zabawy żadnej. Z dobrymi znajomymi zabawić się, to nie mówię, ale ...
odzież erotyczna Po świętym Bartłomieju jedz kluski na oleju.
|