|
Strona 4 z 8 SCENA CZWARTA JANINA, KATARZYNA. KATARZYNA (idzie drobnym kroczkiem) Jakże mi się drogapani miewa? O! coś nienajlepiej. (Janina wita ją obojętnie, milcząco i wskazuje kanapę, na której i sama siada). KATARZYNA
To tak, jak mój mąż, który od tego wieczorku u państwa nie może przyjść
do siebie. Biedaczek, on taki delikatny, że jak tylko zje coś
niezdrowego... JANINA (z ironią) Czymże struliśmy męża pani? KATARZYNA Struli? JANINA No, bo tak wypada z tego, co pani mówi. KATARZYNA
Uchowaj Boże! ja nic nie mówię, bo się na tym nie znam, tylko doktor
tak utrzymuje. Tak. Bożeż kochany, a gdzieżbym ja śmiała! Ta to my
tylko wdzięczni państwu być musimy, żeście byli tak łaskawi pamiętać o
nas i zaprosili na taki śliczny wieczorek. A że się moje panienki nie
bawiły tak, jak się spodziewały, to już nie państwa wina, bo teraz w
ogóle zabawy się nie udają. U nas dawniej to się bawiono, można
powiedzieć, jak mało gdzie, ale odkąd panienki powyrastały, nie wypada
nam ciągnąć młodzież do domu, bo pani wie, jaki to świat złośliwy,
zaraz obmówią, oszkalują. JANINA O! to prawda. KATARZYNA
To strach, jakie to bajczarskie miasto ten Kraków. Śmią na przykład
utrzymywać, że do państwa zbierano młodzież po kawiarniach bez
najmniejszego wyboru, że były jakieś podejrzane indywidua, gdy
tymczasem my z mężem sprawdzaliśmy tę okoliczność i pokazało się, że
rzeczywiście był tylko jeden taki, o którym nikt nie wie, co za jeden,
z czego się utrzymuje, niejaki Malinowski. JANINA Malinowski? Pani Wicherkowska go nam zaproponowała. KATARZYNA (z dwuznacznym uśmiechem) A! JANINA Co pani chcesz przez to powiedzieć? KATARZYNA
E, nic, nie chcę o nikim źle mówić, lubo o tym dałoby się dużo
powiedzieć. Ale ja tu gadu gadu, a tam mój biedny Jaś sam jeden;
panienki na lekcjach. (Wstaje) Pani daruje, że pożegnam (bierze torbeczkę ze stołu). A! byłabym na śmierć zapomniała. (Otwiera i wyjmuje) Odnoszę pani zgubę. JANINA (zdziwiona) Moją? KATARZYNA Tak (szuka w torbie). Gdzież ja ją podziałam? List pasterski o miłości bliźniego, przepis na serowy placek, próbka materii, a! otóż jest (oddaje różową kartkę). JANINA (przejrzawszy prędko) Skądże pani przypuszcza, że to do mnie? KATARZYNA (słodko) Kartka była w bukieciku, który pani oddała Teci, a że Tecia męża nie ma ... JANINA (z oburzeniem rzucając kartkę na stół środkowy) Ależ to chyba szaleniec albo bezczelnik jakiś śmiał pisać podobne brednie! KATARZYNA W każdym razie radzę pani spalić. Gdyby mężulek zobaczył .. . JANINA (z godnością) Ja przed mężem moim nie mam żadnych sekretów. KATARZYNA
Zawsze to nie byłoby mu może bardzo przyjemne. Zresztą co mnie do tego,
ja zrobiłam swoje. No, całuję kochaną panią, padam do nóżek (dygając nisko i całując w powietrzu, odchodzi głębią). JANINA (patrzy za nią z pogardą) Ha, jaszczurka! Potrzebowałam całej mocy nad sobą, aby nie wybuchnąć oburzeniem na tę bajczarkę (chodzi wzburzona). A! cóż to za kobiety. Plotki, obmowy, komeraże , i to się nazywa u nich życiem towarzyskim! (Do Władysława, wchodzącego z Kamilą z drugich drzwi z lewej) O! miałeś słuszność, Władziu, że nie chciałeś puszczać do domu tych ludzi.
odzież erotyczna Po świętym Bartłomieju jedz kluski na oleju.
|