|
Strona 2 z 8 SCENA DRUGA CIŻ, WŁADYSŁAW, później TELESFOR. WŁADYSŁAW (w kapeluszu z głębi, w paltocie, który zaraz zdejmuje i oddaje Franciszkowi) A, jesteś tu? Wracam od gospodarza. ADOLF I cóż? WŁADYSŁAW Ha, cóż - dziwak uparł się i ustąpić nie chciał, dopiero aż mu przyrzekłem, że już więcej balów dawać nie będziemy. ADOLF Słyszysz, Franciszku, nie mówiłem ci? FRANCISZEK Tak, tylko pytanie, co panienka i pani na to powiedzą? (zabiera palto, kapelusz i wychodzi na prawo). ADOLF (z uśmiechem) Franciszek jakoś nie bardzo wierzy w twoje rządy tutaj. WŁADYSŁAW (widząc wchodzącego Telesfora) A to co? Na kogóż wuj wybiera się z tymi morderczymi narzędziami? TELESFOR (z pierwszych drzwi na lewo, trzymając w lewej ręce szpadę, w prawej szablę) Ha, może trzeba będzie nimi kogoś pomacać, dlatego wyjąłem je z szafy i odpolerowałem troszeczkę. (Robi kilka cięć w powietrzu) A co? dobrze jeszcze idzie? WŁADYSŁAW (z uśmiechem) Przecież wuj nie myśli się pojedynkować? TELESFOR Właśnie, że myślę. WŁADYSŁAW (jak wyżej) Z kim? TELESFOR
Z jednym z tych smarkaczy, co ich tu Fikalski do tańca posprowadzał.
Obraził się kawaler, żem go nazwał tym, czym jest właściwie, to jest
smarkaczem, i przysłał mi sekundantów. WŁADYSŁAW Ale przecież wuj nie zechcesz? TELESFOR Dlaczego? WŁADYSŁAW Boby to było nonsensem stawać na wyzwanie jakiegoś tam młokosa. TELESFOR
Więc mam zgodzić się na to, żeby ten sam młokos gło sił potem po całym
mieście, że pułkownik Telesfor stchórzył przed nim? Nie zapominaj, mój
kochany, że ja stary wojskowy i muszę dbać o swój honor. WŁADYSŁAW Ale wuj już w tym wieku... TELESFOR Nie bój się, pokażę ja im jeszcze, co stary potrafi, zmasakruję na kwaśne jabłko. WŁADYSŁAW Ależ to być nie może. Jeżeli już koniecznie idzie o załatwienie tej sprawy, to ja albo Adolf ... TELESFOR
O! o! widzisz go, jaki mi dobrodziej! Patrzaj ty sobie swojej żony,
którą masz, i dzieci, które mieć będziesz, a nie mieszaj się w cudze
sprawy. WŁADYSŁAW No, to Adolf. TELESFOR Tak, dałaby mi Kamila, żeby mu tak z mojej przyczyny kawałek nosa odrąbali! ta dziewczyna by mi oczy wydrapała. WŁADYSŁAW W każdym razie, mój wuju, nie mogę pozwolić na to. TELESFOR (z udaną surowością)
E, cóż wy mnie u sto diabłów pod kuratelę wzięli, czy to ja małoletni,
czy co? A subordynacja, mosanie. Milczeć i słuchać, co starsi każą.
Gdzie są pistolety? WŁADYSŁAW W moim pokoju. TELESFOR
Tak, to rozumiem. Muszę je opatrzyć, czy nie zardzewiałe. Ja pokażę tym
smarkaczom, co to zaczynać ze starym. Uszy poobcinam, dziurki w nosie
powystrzelam, jak mi Bóg miły! kroćset milion beczek fur beczek
batalionów! (wychodzi na prawo). WŁADYSŁAW Cóż ty, nic na to wszystko? Przecież to byłoby dzieciństwem, żebyśmy pozwolili. ADOLF Nie obawiaj się, nie przyjdzie do tego, mam sposób. WŁADYSŁAW Jaki? ADOLF To mój sekret (patrzy na zegarek) O! już druga. (Bierze żywo kapelusz) Bądź zdrów. WŁADYSŁAW Gdzie idziesz? Kamilka zaraz przyjdzie. ADOLF Wrócę za chwilę, za małą godzinkę. Do widzenia (wychodzi głębią). WŁADYSŁAW (chodzi zły) Otóż to takie skutki, jak się smarkaczów, niedowarzonych młodzików wpuszcza do domu. (Spostrzega wchodzącą Pulcherię) A! ta znowu tutaj, nieznośna kobieta, patrzeć na nią nie mogę! (zostaje po lewej). PULCHERIA Dzień dobry panu, a gdzież żona? WŁADYSŁAW (chłodno) Zaraz będzie pani służyć (wychodzi do drugich drzwi na lewo).
odzież erotyczna Po świętym Bartłomieju jedz kluski na oleju.
|