|
Strona 8 z 8 SCENA ÓSMA KAMILA, JANINA, WŁADYSŁAW, TELESFOR, potem ADOLF, w końcu FRANCISZEK. JANINA (odsuwa Kamilę, chcącą ją zatrzymać, biegnie do Władyslawa - chwytając go za ręce, mówi żywo, błagalnie) Władysławie! ja nie pozwolę nigdy na ten pojedynek! TELESFOR Masz tobie, już się dowiedziały! JANINA (jak wyżej) Ty nie możesz, ty nie powinieneś się bić! WŁADYSŁAW (zdziwiony) Ależ ja przecie wcale bić się nie myślę, to wuj. JANINA Wuj? nie ty? Ach, oddycham! (rzuca mu się na piersi). KAMILA Ale i wujaszkowi bić się nie damy. TELESFOR Coooo? KAMILA A rozumie się, bo czy to warto o takie głupstwo? Ze tam jakiś smarkacz śmiał. . . TELESFOR Patrzcie państwo, i to nawet wiedzą, a że też przed tymi kobietami nic się ukryć nie może. KAMILA No, czyż nie mam słuszności? powiedz sam, wujaszek . .. TELESFOR
A to nie wtrącaj nosa, gdzieś nie dała grosza, rozumiesz? Smarkacz nie
smarkacz, skoro wyzwał, to stanąć jest moim obowiązkiem. ADOLF (który wchodząc, słyszał ostatnie słowa) Kochany wuju! nie ma potrzeby. TELESFOR A to dlaczego? ADOLF Bo sprawa już załatwiona . .. WŁADYSŁAW Więc już po pojedynku? KAMILA (przestraszona) Jak to, pan się pojedynkowałeś? (Biegnie ku niemu) Może pan jesteś ranny? ADOLF (całując ją w ręką z uśmiechem) Nawet nie draśnięty, bo przeciwnik stchórzył. WŁADYSŁAW Spodziewałem się tego. ADOLF
Z początku stawiał się kawaler bardzo ostro i udawał bohatera, bo ufał
zapewnieniu swoich sekundantów, że pistolety będą nabite prochowymi
kulami. TELESFOR A to szubrawcy! ADOLF
Ale moi nie zgodzili się na to i zażądali pojedynku na serio. Wtedy
dopiero paniczowi zrzedła mina, zląkł się i zaczął prosić o
przebaczenie. WŁADYSŁAW No i, rozumie się, zgodziłeś się na to? ADOLF Pod warunkiem, że przyjdzie tu i wobec świadków przeprosi wuja i nas wszystkich. TELESFOR A niech go tam kule biją z jego przeprosinami! JANINA Ja go nie chcę więcej na oczy widzieć. WŁADYSŁAW Ani ja. TELESFOR (stając z miną poważną przed Adolfem)
Wszystko to bardzo pięknie, bardzo ładnie, ale powiedz no mi, paniczu,
jakim prawem mieszałeś się w nie swoje interesa, skoro ten chłystek
chciał się ze mną bić? KAMILA Przecież wujaszek powinien być kontent, że pan Adolf taki dobry. TELESFOR Ty mała bądź cicho, ja do ciebie niie gadam. (Do Adolfa) Któż to aspanu dawał plenipotencję występować w moim imieniu? ADOLF Toteż ja nie występowałem wyłącznie w imieniu wuja, tylko w obronie honoru domu, który mnie równie, jak wuja, obchodzi. KAMILA A widzi wuj. (Do Adolfa) Doskonale pan powiedziałeś. TELESFOR (spuszczając z tonu) No, i gadajże z takim filozofem. Zamknął mi gębę jednym słowem. KAMILA (biorąc Adolfa za ręce)
Ach, panie Adolfie, jaki pan jesteś dobry, jaki uczciwy, jaki zacny.
Nie wiem doprawdy, jak panu podziękować za to, co dla nas zrobiłeś. TELESFOR No, pocałuj go, pocałuj, bo widzę już, że masz ochotę. ADOLF (przyciągając ją ku sobie) Panno Kamilo, słyszy pani, co wujaszek mówi? No? KAMILA (chowając twarz) Kiedy wujaszek się patrzy. TELESFOR No, no, nie patrzę, nie patrzę, całujcie się, całujcie. (Adolf całuje Kamilę zażenowaną) JANINA (stojąc z drugiej strony Telesfora) Władziu kochany, więc nie gniewasz się na mnie? WŁADYSŁAW Ja na ciebie? Ależ moja droga (całuje ją). TELESFOR Teraz ci znowu, masz tobie! a to wzięli na całowanie; tylko ja jeden nieborak jak syngelton między nimi. KAMILA (przybiega i całuje go) Żeby wujaszkowi zazdrość nie była. TELESFOR No, tak to co innego. (Słychać dzwonienie za sceną) WŁADYSŁAW Pewnie znowu jaka wizyta. JANINA (prędko) Ja już nie chcę żadnych wizyt. (Do wchodzącego z lewej Franciszka) Idź, powiedz, Franciszku, że nas nie ma w domu. (Franciszek wychodzi środkowymi). Nam tu tak dobrze samym, nieprawda? (mówi do Władysława). KAMILA (trzymając Adolfa) O! bardzo dobrze. WŁADYSŁAW (do Franciszka) Któż to był? FRANCISZEK
A jakaś z tych balowych jeszcze. Jakoś nie bardzo chciała wierzyć temu,
że państwa nie ma w domu, bo się skrzywiła jak po occie siedmiu
złodziei i poszła taka zła, że nawet biletu nie zostawiła. TELESFOR A niech sobie poszła. (Śpiewa) "A kiedy odchodzisz, bywaj zdrów, o naszej przyjaźni, jak chcesz, mów". JANINA Franciszku, jakby jeszcze kto dzwonił... FRANCISZEK (uśmiechając się filuternie) Już nikt nie zadzwoni, proszę pani. JANINA Dlaczego? FRANCISZEK (jakwyżej) Bom odkręcił dzwonek do góry, żeby państwo miało już dzisiaj spokój. KAMILA Poczciwy Franciszek! JANINA (do Władysława zadowolona) No, teraz dom nasz znowu zamknięty. WŁADYSŁAW (całując ją w czoło) I będziemy go otwierać tylko dla dobrych, przyjaciół. JANINA Dla najlepszych. TELESFOR Słusznie, bo lepiej mieć kilku przyjaciół, a dobrych, jak kupę lada jakich. JANINA (biegnąc po stolik do szachów) No, a teraz panowie zagrają sobie w szaszki. WŁADYSŁAW A nie, to by było nadużycie z naszej strony. JANINA Mój Władziu! zrobisz mi tym wielką przyjemność. TELESFOR (zakładając fajkę) No, kiedy jej to przyjemność robi, to siadaj, siadaj. WŁADYSŁAW Ależ będziesz się nudzić, duszyczko. JANINA Jak cię kocham, tak nie. Ja sobie tu usiądę przy was z robótką, o! tak (siada), i będziemy rozmawiać. KAMILA (do Adolfa) A my może zagramy sobie? ADOLF Z ochotą. KAMILA A może pan wolałby porozmawiać? ADOLF To będziemy najprzód grać, a potem rozmawiać, a w przestankach... (całuje ją w jedną i drugą rękę kilkakrotnie). KAMILA (grożąc mu z uśmiechem, siadając) Bo się panu sprzykrzy prędko, jak będzie tak często. ADOLF (całując ją znowu) Ręczę pani, że nie (siadają). JANINA Franciszku, samowarek. FRANCISZEK Duchem będzie, proszę pani. KAMILA No, zaczynamy razem, raz, dwa, trzy - raz, dwa, trzy (grają sonatę). (Kurtyna zapada).
odzież erotyczna Po świętym Bartłomieju jedz kluski na oleju.
|