Dom otwarty - Akt III

Utwórz PDF Drukuj Wyślij znajomemu
Autor: Bałucki Michał   
29.03.2008.
Spis treści

Dom otwarty - Akt III

Scena druga
Scena trzecia
Scena czwarta
Scena piąta
Scena szósta
Scena siódma
Scena ósma

SCENA PIĄTA

WŁADYSŁAW, KAMILA, JANINA, później FIKALSKI.

WŁADYSŁAW
(troskliwie)
Co się stało? Jesteś cała wzburzona.

KAMILA
I twarz rozpalona.

JANINA
(siadając na kanapie)
Ach, to te wizyty szanowne tak mnie zmęczyły, zirytowały. Żądła owadów byłyby mniej dokuczliwe od języków tych pań.

WŁADYSŁAW
A! rozumiem! naznosiły ci pewnie cały zapas bajeczek, jakie krążą o nas po mieście.

JANINA
Więc już wiesz o tym?

WŁADYSŁAW
Nie, ale domyślam się, bo bajeczki, to zwykła potrawa tych pań po każdym balu, jak barszcz poi przepiciu. Nie strawiłyby, żeby nie wygadały.

JANINA
(wstaje i chodzi)
O! ludzie są podli, źli, obrzydliwi (przechodzi na lewo, Kamila na prawo).

WŁADYSŁAW
(idąc za nią)
No, no, tylko nie wpadajmy znowu w ostateczności, źle by było, żeby wszyscy byli tacy. Są źli, ale są i dobrzy, idzie tylko o to, żeby umieć wybrać i odróżnić jednych od drugich. (Spostrzega Fikalskiego) A! otóż i nasz bohater karnawałowy.

FIKALSKI
(ożywiony)
Moje uszanowanie (kłania się paniom, które go chłodno przyjmują). No, cóż? Czytaliście państwo w dzienniku artykuł o waszym balu?

WŁADYSŁAW
(zdziwiony)
O naszym balu?

FIKALSKI
Jak to? nie czytaliście jeszcze? Był we wczorajszym numerze?

WŁADYSŁAW
Któż go podał?

FIKALSKI
(z przechwałką)
Ja sam postarałem się o to.

WŁADYSŁAW
I w jakim celu? Cóż czytelników może obchodzić jakaś tam prywatna zabawa?

FIKALSKI
Dobry sobie! Bal, na którym ja aranżuję, ma nie obchodzić ludzi? Taki bal, to fakt, który staje się własnością publiczną. Zaraz państwu pokażę ten artykuł. (Wyjmuje) Mam go w odcinku, bo ja zbierani wszystkie takie artykuły, w których jest wzmianka o mnie; mam już takie album z tego (pokazuje na grubość dość grubej książki) to moje laury; o! proszę posłuchać. (Czyta) "Do świetniejszych wieczorów tego karnawału należy bal u państwa Ż." (Mówi) To niby u państwa. (Czyta) "Znana gościnność gospodarstwa, wdzięk uroczych tancerek, liczne grono gości, przybyłych nawet z dalekiej prowincji, a w końcu dzielne kierownictwo znanego w .naszym mieście znakomitego aranżera, pana Fikalskiego, przyczyniły się niemało do podniesienia świetności tego wieczoru, który mile zapisał się na długie czasy w pamięci obecnych". - A co?

WŁADYSŁAW
Ależ tu w tym wszystkim od początku do końca nie ma słowa prawdy! Przecież sam wiesz najlepiej, że nie było nikogo z prowincji.

FIKALSKI
Owszem, był przecież jakiś Fujarkiewicz z Mościsk, ale tu nie o to chodziło, tylko o sztuczne zrehabilitowanie w oczach publiczności tego balu, który, mówiąc między nami, nie udał się wcale, mimo to że robiłem wszystko, co mogłem. Bo proszę państwa, co to za bal, który się skończył o pół do drugiej? to rzecz nie praktykowana w dziejach mego aranżerstwa. Za to u Guzikowskich, powiadam państwu, bawiliśmy się od północy znakomicie. Będzie i o tym balu w dzisiejszym numerze. To był dopiero bal, do ósmej rano! Przy ostatnim mazurze, to, powiadam państwu, muzykom smyczki z rąk wypadały, a panny oddechu złapać nie mogły z umęczenia i tak robiły piersiami, ale ja muzykantom obiecałem dołożyć dwadzieścia florenów ze składki między młodzieżą zebranej, pannom, zaaplikowałem po kieliszku starego wina i tańczyliśmy do upadłego. Toteż byłem taki zmachany, spocony, że jak siedliśmy potem z. paniami do barszczyku i bigosu, formalnie lało się ze mnie.

WŁADYSŁAW
(śmiejąc się)
Nie zazdroszczę wcale tym pannom, co siedziały obok ciebie, mogłyby łatwo dostać kataru z wilgoci.

FIKALSKI
One, nie wiem, ale co ja, tom się ogromnego kataru nabawił. Radzono mi łaźnię parową. Muszę spróbować, bo dziś wieczór mam znowu być u Sztyperkowskich, i właśnie dlatego przyszedłem tutaj prosić panią o te przybory do kotyliona.

JANINA
Odesłałam je panu.

FIKALSKI
Wiem o tym, ale brakuje jeszcze kilka chorągiewek, czepka i parę nosów. Musiały tu gdzie zostać.

KAMILA
Ja widziałam, zdaje mi się, jakieś nosy za lustrem, czy też na piecu w salonie.

JANINA
To może tam i reszta pańskich skarbów się znajdzie; chodźmy poszukać, Kamilko (idzie na lewo do drugich drzwi).

FIKALSKI
(idąc za nimi)
Będziemy wspólnie szukali, bo mi idzie o te przybory, szczególniej o nosy (wychodzi).

WŁADYSŁAW
(sam)
I są ludzie, którzy utrzymują, że on nic nie robi, a on tymczasem pracuje więcej niż my wszyscy, i dlaczego? Dla zdobycia sobie sławy niezmordowanego galopeda. (Spostrzega Wicherkowskiego) A, otóż i drugi galoped, tylko w innym rodzaju.


odzież erotyczna
Po świętym Bartłomieju jedz kluski na oleju.



 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »