Dom otwarty - Akt III

Utwórz PDF Drukuj Wyślij znajomemu
Autor: Bałucki Michał   
29.03.2008.
Spis treści

Dom otwarty - Akt III

Scena druga
Scena trzecia
Scena czwarta
Scena piąta
Scena szósta
Scena siódma
Scena ósma

SCENA SZÓSTA

WICHERKOWSKI, WŁADYSŁAW, później FIKALSKI, JANINA, KAMILA.

WICHERKOWSKI
On tu jest? prawda?

WŁADYSŁAW
Kto taki?

WICHERKOWSKI
Fikalski.

WŁADYSŁAW
Ale żony pańskiej tu nie ma.

WICHERKOWSKI
Wiem o tym. Moja Pulcheria siedzi teraz spokojnie i bezpiecznie w domu, gdy tymczasem ja idę za nim krok w krok. Ścigam go, jak erynia. Jak panu mówiłem, prosił o schadzkę.

WŁADYSŁAW
No, tak, i pan miałeś tam iść i czekać.

WICHERKOWSKI
Ale zmieniłem zamiar. Przy takim spotkaniu oko w oko musiałoby koniecznie przyjść do awantury, a ja tego sobie nie życzę, to by się sprzeciwiało mojemu systemowi, zresztą mógłby mnie zobaczyć z daleka i zwinąć kominka, a ja musiałbym Bóg wie jak długo marznąć na stanowisku, i to jeszcze w sąsiedztwie nieboszczyków. To niewielka przyjemność. Dlatego ułożyłem sobie coś lepszego. (Poufnie) Od drugiej godziny mam go na oku i nie opuszczam ani na chwilę. On wychodzi z restauracji, ja spotykam go niby przypadkiem na Rynku. On wstępuje do apteki, ja także wszedłem na szklankę wody sodowej; on do krawca, ja także wymyślam sobie interes i obstalowałem kamizelkę, choć ich mam kilkanaście w domu. Potem on udaje, że ma jakiś pilny interes do biura, puszczam go, ale w cukierni naprzeciwko zająłem stanowisko, bo wiedziałem, że to tylko wymówka i że niezadługo wyjdzie. Jakoż rzeczywiście wyszedł, ale dla zmylenia tropu wstąpił po drodze do państwa, a ja za nim. I tak krok w krok będę go ścigał aż do wieczora.

WŁADYSŁAW
(jak wyżej)
I w jakim celu?

WICHERKOWSKI
Jak to? pan się nie domyślasz jeszcze? Pomyśl pan. co jemu teraz dziać się musi. On przypuszcza - bo ci zarozumialcy Wszystko przypuszczają - że tam Pulcheria czeka na niego; drży z niecierpliwości i obawy, aby się nie spóźnić, a iść nie może, bo ja krok w krok za nim. Patrz pan, co za wyrafinowana zemsta! jaka męczarnia dla rozpustnika. A wszystko spokojnie, grzecznie, bez hałasu - to mój system. Cicho! to on!

(Janina i Kamila wchodzą z drugich drzwi na lewo).

FIKALSKI
(do Janiny i Kamili)
No, zabieram moje rzeczy i uciekam. A! pan Wicherkowski! ... Jakoś dzisiaj mamy szczęście spotykać się.

WICHERKOWSKI
A tak, rzeczywiście, wielkie szczęście.

FIKALSKI
Żegnam łaskawe panie, moje uszanowanie.

WICHERKOWSKI
(biorąc kapelusz)
Czekaj pan. Idziemy razem, może nawet w jedną stronę.

FIKALSKI
Ja do parówki, na katar.

WICHERKOWSKI
A to się doskonale składa, bo mnie właśnie doktor polecił łaźnię parową, będziemy się razem parzyć. (Do Władysława) A co? mój system. (Do Janiny i Kamili) Sługa pań. (Do Fikalskiego, biorąc go pod rękę) Chodźmy!

JANINA
Skądże teraz Wicherkowski w takiej przyjaźni z Fikalskim?

WŁADYSŁAW
(śmiejąc się)
To nie przyjaźń, to zazdrość.

JANINA
I z zazdrości tak szuka jego towarzystwa?

WŁADYSŁAW
Tak, to jego system.

KAMILA
A o co on zazdrosny?

WŁADYSŁAW
Adolf ci to kiedyś wytłumaczy.

(W czasie tej sceny, stojąc przy stole, mimowiednie bierze karteczką różową w takiej chwili, kiedy Janina nie uważała, może najlepiej podczas odejścia Wicherkowskiego, i bezmyślnie bawi się nią, nie patrząc na nią, na stronie) Ale co to jest, że jego dotąd nie ma? miał wrócić za godzinkę, a teraz już wpół do czwartej. Czyby przypadkiem on sam nie chciał w zastępstwie wuja? ... Ten jego pośpiech, całe zachowainie się (chodzi po scenie).

JANINA
(spostrzegłszy kartkę w jego rękach, wydaje lekki okrzyk przestrachu)
A!

KAMILA
Co się stało?

JANINA
(jak wyżej)
Patrz! ta nieszczęsna kartka w jego rękach.

KAMILA
A co to za kartka?

(Janina mówi jej po cichu).

WŁADYSŁAW
(na stronie)
Muszę posłać Franciszka do jego mieszkania dowiedzieć się (zafrasowany, nie patrząc na panie, wychodzi do swego pokoju na prawo).

JANINA
Widziałaś, jak się nagle zmienił, zachmurzył? Odszedł, nie spojrzawszy nawet na mnie. Boże! Boże! co tu robić? (chodzi załamując ręce).

KAMILA
Ale bo ja nie rozumiem, o co tu desperować? Cóż ty temu winna, że jakiś tam głupiec ośmielił się pisać do ciebie? Powiesz mu, jak się rzecz miała, i historia skończona.

JANINA
Ależ on, jako mąż, nie będzie mógł płazem puścić takiego zuchwalstwa. Wyzwie go i może się skończyć, jak z tym panem X, o którym Wicherkowski nam mówił. O! ja nieszczęśliwa, co tu począć? Ja nie mogę przecież pozwolić na to. (Chce iść do pokoju męża i u drzwi zatrzymuje się) Nie, ja nie mam odwagi wejść. Co ja mu powiem? czy mi uwierzy?

KAMILA
Czekaj, ja pierwej zobaczę (zagląda przez dziurkę od klucza).

JANINA
(niespokojnie)
Cóż, czyta?

KAMILA
Nie, chodzi.

JANINA
Pewnie już przeczytał, wie wszystko! (chodzi).


odzież erotyczna
Po świętym Bartłomieju jedz kluski na oleju.



 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »