|
Strona 6 z 8 SCENA SZÓSTA WICHERKOWSKI, WŁADYSŁAW, później FIKALSKI, JANINA, KAMILA. WICHERKOWSKI On tu jest? prawda? WŁADYSŁAW Kto taki? WICHERKOWSKI Fikalski. WŁADYSŁAW Ale żony pańskiej tu nie ma. WICHERKOWSKI
Wiem o tym. Moja Pulcheria siedzi teraz spokojnie i bezpiecznie w domu,
gdy tymczasem ja idę za nim krok w krok. Ścigam go, jak erynia. Jak
panu mówiłem, prosił o schadzkę. WŁADYSŁAW No, tak, i pan miałeś tam iść i czekać. WICHERKOWSKI
Ale zmieniłem zamiar. Przy takim spotkaniu oko w oko musiałoby
koniecznie przyjść do awantury, a ja tego sobie nie życzę, to by się
sprzeciwiało mojemu systemowi, zresztą mógłby mnie zobaczyć z daleka i
zwinąć kominka, a ja musiałbym Bóg wie jak długo marznąć na stanowisku,
i to jeszcze w sąsiedztwie nieboszczyków. To niewielka przyjemność.
Dlatego ułożyłem sobie coś lepszego. (Poufnie) Od drugiej
godziny mam go na oku i nie opuszczam ani na chwilę. On wychodzi z
restauracji, ja spotykam go niby przypadkiem na Rynku. On wstępuje do
apteki, ja także wszedłem na szklankę wody sodowej; on do krawca, ja
także wymyślam sobie interes i obstalowałem kamizelkę, choć ich mam
kilkanaście w domu. Potem on udaje, że ma jakiś pilny interes do biura,
puszczam go, ale w cukierni naprzeciwko zająłem stanowisko, bo
wiedziałem, że to tylko wymówka i że niezadługo wyjdzie. Jakoż
rzeczywiście wyszedł, ale dla zmylenia tropu wstąpił po drodze do
państwa, a ja za nim. I tak krok w krok będę go ścigał aż do wieczora. WŁADYSŁAW (jak wyżej) I w jakim celu? WICHERKOWSKI
Jak to? pan się nie domyślasz jeszcze? Pomyśl pan. co jemu teraz dziać
się musi. On przypuszcza - bo ci zarozumialcy Wszystko przypuszczają -
że tam Pulcheria czeka na niego; drży z niecierpliwości i obawy, aby
się nie spóźnić, a iść nie może, bo ja krok w krok za nim. Patrz pan,
co za wyrafinowana zemsta! jaka męczarnia dla rozpustnika. A wszystko
spokojnie, grzecznie, bez hałasu - to mój system. Cicho! to on! (Janina i Kamila wchodzą z drugich drzwi na lewo). FIKALSKI (do Janiny i Kamili) No, zabieram moje rzeczy i uciekam. A! pan Wicherkowski! ... Jakoś dzisiaj mamy szczęście spotykać się. WICHERKOWSKI A tak, rzeczywiście, wielkie szczęście. FIKALSKI Żegnam łaskawe panie, moje uszanowanie. WICHERKOWSKI (biorąc kapelusz) Czekaj pan. Idziemy razem, może nawet w jedną stronę. FIKALSKI Ja do parówki, na katar. WICHERKOWSKI A to się doskonale składa, bo mnie właśnie doktor polecił łaźnię parową, będziemy się razem parzyć. (Do Władysława) A co? mój system. (Do Janiny i Kamili) Sługa pań. (Do Fikalskiego, biorąc go pod rękę) Chodźmy! JANINA Skądże teraz Wicherkowski w takiej przyjaźni z Fikalskim? WŁADYSŁAW (śmiejąc się) To nie przyjaźń, to zazdrość. JANINA I z zazdrości tak szuka jego towarzystwa? WŁADYSŁAW Tak, to jego system. KAMILA A o co on zazdrosny? WŁADYSŁAW Adolf ci to kiedyś wytłumaczy. (W
czasie tej sceny, stojąc przy stole, mimowiednie bierze karteczką
różową w takiej chwili, kiedy Janina nie uważała, może najlepiej
podczas odejścia Wicherkowskiego, i bezmyślnie bawi się nią, nie
patrząc na nią, na stronie) Ale co to jest, że jego dotąd nie ma?
miał wrócić za godzinkę, a teraz już wpół do czwartej. Czyby
przypadkiem on sam nie chciał w zastępstwie wuja? ... Ten jego
pośpiech, całe zachowainie się (chodzi po scenie). JANINA (spostrzegłszy kartkę w jego rękach, wydaje lekki okrzyk przestrachu) A! KAMILA Co się stało? JANINA (jak wyżej) Patrz! ta nieszczęsna kartka w jego rękach. KAMILA A co to za kartka? (Janina mówi jej po cichu). WŁADYSŁAW (na stronie) Muszę posłać Franciszka do jego mieszkania dowiedzieć się (zafrasowany, nie patrząc na panie, wychodzi do swego pokoju na prawo). JANINA Widziałaś, jak się nagle zmienił, zachmurzył? Odszedł, nie spojrzawszy nawet na mnie. Boże! Boże! co tu robić? (chodzi załamując ręce). KAMILA
Ale bo ja nie rozumiem, o co tu desperować? Cóż ty temu winna, że jakiś
tam głupiec ośmielił się pisać do ciebie? Powiesz mu, jak się rzecz
miała, i historia skończona. JANINA Ależ
on, jako mąż, nie będzie mógł płazem puścić takiego zuchwalstwa. Wyzwie
go i może się skończyć, jak z tym panem X, o którym Wicherkowski nam
mówił. O! ja nieszczęśliwa, co tu począć? Ja nie mogę przecież pozwolić
na to. (Chce iść do pokoju męża i u drzwi zatrzymuje się) Nie, ja nie mam odwagi wejść. Co ja mu powiem? czy mi uwierzy? KAMILA Czekaj, ja pierwej zobaczę (zagląda przez dziurkę od klucza). JANINA (niespokojnie) Cóż, czyta? KAMILA Nie, chodzi. JANINA Pewnie już przeczytał, wie wszystko! (chodzi).
odzież erotyczna Po świętym Bartłomieju jedz kluski na oleju.
|