Wiesław - Sielanka krakowska |
|
|
|
| Autor: Brodziński Kaziemierz | |||||||
| 14.04.2008. | |||||||
Strona 1 z 5
I
Z żoną Stanisław wychodzi z komory, Wnosi do izby dwa pieniężne wory, Czterysta złotych ułożył na ławie I tak powiada: "Zgarniej to, Wiesławie! Jedź do Krakowa, a za te talary Kup mi dwa konie i wybierz do pary. Syn mój jedyny na wojnie zabity, Mnie schyla niemoc i wiek nieużyty, Nie mam z chudobą poufać się komu, Ty prawą ręką jesteś w moim domu, A skoro pomrę, tyś rodziny głowa. Jeśli, daj Boże! córka się uchowa - Ma lat dwanaście, nieskąpo urody - Możesz jej czekać, sameś jeszcze młody". "Tak jest, dla ciebie - Bronisława powie Strzegę tej córki jakby oka w głowie. A cóż droższego mieć możesz od matki? Jedneć to moje przed grobem dostatki". Bronika matkę objęła za szyję I wstyd rumiany na jej piersi kryje, Lecz pusty uśmiech zwraca na Wiesława. A dalij smutna rzekła Bronisława: "Miałam ja drugą, litościwy Boże! Oko się za nią przepłakać: nie może; Zaledwie piąty kwitnął owoc sadu, Gdy mi zniknęła jako cień bez śladu. Już to dwunastym liściem wiatr pomiata, Jak myśli matki zatruwa jej strata.
Gdy Moskwa polskie dobijała plemię, W pustkach wsie stały a odłogiem ziemie; Okólnych lasów i wiosek pożary Gniewu Bożego zwiastowały kary; Z wiatrem, co strzechy i konary walił, Do nas wróg przybył i wioskę zapalił. Dzień to był sądu; - śród płaczu i gwaru, Wśród ciemnej nocy, wichrów i pożaru, Razem rolnicy ku obronie bieżą, Razem się wojsko ciśnie za grabieżą; W tej walce z dymem znikła nasza strzecha; Wtedy mi córka, jedyna pociecha, Znikła bez śladu. Przez długie ja czasy Chodziłam za nią na wioski i lasy; Ale jak kamień do Wisły rzucony Zniknęła wiecznie, głuche wszystkie strony, Co dzień do kłosów przychodzą oracze, A ja dziecięcia nigdy nie zobaczę. Na świat szeroki próżno rzucać oko, Świat nie pocieszy i niebo wysoko. Niech wola Boska będzie, Boska chwała. Ciebiem ja za nie, synu! wychowała, Bo gdzie sierota przyjęta pod strzechę, Tam z niebem bliższy Bóg zsyła pociechę. Może też moje utracone dziecię Podobnie kędyś na szerokim świecie Litość znalazło; żyje gdzie u matki Pomiędzy własne policzone dziatki. W takiej ja myśli, po ojców twych stracie, Ciebie małego wychowałam w chacie. Litość za litość. - Niebieska opieka Tajnie nagradza uczynki człowieka. A jeśli ziemia strawiła jej kości, Swobodna dusza w krainach przyszłości Igra wesoło przy niebieskiej matce I łaskę nieba zwabia naszej chatce". Tu Bronisława zalała się łzami. Rade łzy płyną za matki myślami; Płakała zaraz i córka przy boku, Lecz łzy, męskiemu nieprzystojne oku, Kryjąc Stanisław, karci smutek żony: "Jaki los w niebie komu naznaczony, Próżno się troskać; Bóg siedząc wysoko Nad całym światem opatrzne ma oko, Wszakci On ojcem na wieki i wszędzie, Co pod Nim było, pod Nim jest i będzie; Lepsze nad smutek ufanie pobożne. Idź! Wiesławowi przygotuj nadrożne. Ty wyjdź o świcie, a chroń się przygody, Bo zawsze wiele ufa sobie młody; Przynieś twej przyszłej podarunek z drogi!"
Wiesław obojgu kornie ścisnął nogi I wyszedł z chaty przenikniony cały, Że takich ojców niebiosa mu dały.
sexshop |
|||||||
| Menu witryny | |||
|---|---|---|---|
|
| Logowanie |
|---|
| Polecane linki | |||
|---|---|---|---|
|


