Wiesław - Sielanka krakowska |
|
|
|
| Autor: Brodziński Kaziemierz | |||||||
| 14.04.2008. | |||||||
Strona 2 z 5 II
Już wonny wieczór uśmiechał się ziemi, Gdy wracał Wiesław z końmi kupionemi. Z przydrożnej wioski rozlega się granie, Słychać wesołe pląsy i śpiewanie. Parskając konie bieżą po gościeńcu, Widać dziewoje przy rucianym wieńcu, Biją drużbowie w podkówki ze stali, A gdy wędrowca mile powitali, Tak rzekł starosta, zarządca wesela: "Dobrze to w każdym zyskać przyjaciela! Witajcież do nas, wy z proszowskiej ziemi! Nie chciejcie gardzić dary ubogiemi, Pożyjcie z nami, czym tu gospodarzy Wdzięczna prac rola i dobry Bóg darzy. Napatrzycie się krakowskim dziewojom, Wymyślnym tańcom i przecudnym strojom, Wreszcie i w tany sunąć nie zaszkodzi, Bo choć strudzeni, widzę, żeście młodzi".
Na to Halina przystępuje młoda, W całym weselu najpierwsza uroda, Wstydzi się, wstydzi, jednak przed nim staje, Ciasto z koszyka i owoc podaje: "Obcy wędrowcze! jużci przyjąć trzeba Naszych owoców i naszego chleba!" A przy tym uśmiech jakowyś uroczy Zwrócił na siebie wędrownika oczy; I zwrócił tyle, że odtąd jedynie Okiem i duszą został przy Halinie.
Wchodzi do izby na wesołe tany Z kubkiem od drużbów Wiesław powitany; Potem starosta, zarządca wesela, W te słowa drużbom porady udziela: "Jużci pierwszeństwo zostawcie obcemu, Niech idzie w tany, niech też po swojemu Skrzypkom zanuci, dziewoję wybierze; Bo z obcym trzeba uczciwie i szczerze".
I wybrał druhnę, której wdzięk uroczy Zwrócił na siebie wędrownika oczy; Na przód wychodzi, przed muzyką staje, Halina w pląsach rękę mu podaje; Za nim się w koło młodzieńcy zebrali, Nucą i biją w podkówki ze stali. Wiesław się za pas ujął ręką prawą, Zagasił wszystkich poważną postawą. W skrzypce i basy sypnął grosza hojnie, Ojcom za stołem skłonił się przystojnie. Halina pląsa z miną uroczystą, W oburącz szatę ująwszy kwiecistą, On tupnął, głowę nachylił ku ziemi I zaczął nucić słowy takowemi:
"Niechże ja lepiej nie żyję, Dziewczę! skarby moje, Jeśli kiedy oczka czyje Milsze mi nad twoje.
Patrzajże mi prosto w oczy, Bo widzi Bóg w niebie, Że mi ledwo nie wyskoczy Serduszko do ciebie!"
Bierze Halinę i tak wokoło, Przodkując drużbom, tańczy wesoło; A gdy ku skrzypkom znowu powróci, Staje i w pląsach tak dalej nuci:
"Czemuż ja w proszowskiej ziemi Małe zaznał dziecię, Byłbym między krakowskiem! Najszczęśliwszy w świecie.
Krew, nie woda ludźmi włada, Bo któż sercem rządzi? Człowiek pragnie i układa, A wszystko Bóg sądzi".
Halina w pląsach przed nim ucieka, On w ręce pleszcąc goni z daleka, A gdy dogoni, z ujętą wróci, Staje i w pląsach tak dalej nuci:
"Nie uciekaj, ptaszku luby! Moje sto tysięcy! Dogonię ja mojej zguby I nie puszczę więcej!
Krąży słowik w szumnym lesie, Gałązek się czepia, Aż dognany piórka niesie, Gniazdeczko ulepią".
Sam teraz w pląsach przed druhną stroni, A ona za nim poskocznie goni, I dogoniony, gdy znowu wróci, Staje i w pląsach tak przed nią nuci:
"Gospodarzu! nie dasz wiary, Jak konie opłacę, Wydałem ja twe talary, Moje serce stracę. -
Grajcie skrzypki! bo się smucę W opłakanym stanie, Z konikami ja powrócę, Serce się zostanie".
Dłoń mu podała, a on wokoło Przodkując drużbom tańczy wesoło, A gdy do nowej piosenki stanie, Skrzypek drzymiący zakończył granie.
Na to Halina, zapłoniona cała, Między teścine za stół uciekała; Wiesław staroście i matkom się kłania, Słychać wokoło pokątne szemrania.
Długo się Wiesław gościnnie weselił, Już się też dzionek nad górami bielił, Pożegnał wszystkich w zasmuconym stanie, Wciąż mając w uszach i śpiewy, i granie, W sercu niepokój, a myśli jedynie Krążą niewolne przy pięknej Halinie.
sexshop |
|||||||
| Menu witryny | |||
|---|---|---|---|
|
| Logowanie |
|---|
| Polecane linki | |||
|---|---|---|---|
|


