Wiesław - Sielanka krakowska |
|
|
|
| Autor: Brodziński Kaziemierz | |||||||
| 14.04.2008. | |||||||
Strona 3 z 5 III
Pospieszał Wiesław i lasem, i polem, Ale się ostać nie może przed bólem, Bo gdy chęć jedna raz serce osiędzie, Daremny namysł i rozsądek będzie. Przeto co myślał, co czynić przystało, Stanowi wyznać otwarcie i śmiało.
Oczekiwany wjechał do podwórka. Wybiegi Stanisław i matka, i córka; Głaszczą koniki i wiążą u płotu, Cieszą się wszyscy z prędkiego powrotu, Z taniości kupna i z koników radzi; Sam je Stanisław do stajni prowadzi, Rychłą wieczerzę rozkazuje matce.
Skoro milczący Wiesław usiadł w chatce, Matka go z córką o zdrowie pytały; Milcząc Bronice dał gościniec mały.
Przybył też razem i sąsiad ciekawy, Dobry do rady, dobry do zabawy, Jan, co za stołem niejednym już siadał, Jak mądrze myślał, tak i prawdę gadał; Ale się wszystkim dziwno wydawało, Że Wiesław smutny i mówi tak mało. Wszedł i gospodarz, do stołu zasiedli, Skromną wieczerzę przy rozmowach jedli; Matka zaś oka nie spuści z Wiesława, Dziwną w nim jakąś odmianę poznawa. "Powiedz nam - mówi - co tobie się stało, Że smutny siedzisz i mówisz tak mało? Milczący zawsze sam sobie zaszkodzi, Nigdy młodemu skrytość się nie godzi".
On spuścił oczy, wstydem się zapłonił, Stanisławowi do nóg się ukłonił I zaczął mówić słowy takowymi: "Prawda, że szczerze trzeba ze starszymi, Oni porywczej młodości wybaczą I mądrą radę zawsze podać raczą.
Czemużem w domu nie został na wieki, Wdzięczen łask tylu i waszej opieki, Przy waszym pługu chodziłbym spokojny, Anibym zaznał trudnej z sercem wojny. Lecz darmo człowiek sam o sobie radzi, Inaczej myśli Bóg o swej czeladzi; Prędki, bez wieści spada wyrok boski. Na mojej drodze pośród jednej wioski Poznałem druhnę, której wdzięk uroczy Zabrał mi serce i zniewolił oczy; I tyle sprawił, że odtąd jedynie Sercem i duszą jestem przy Halinie.
Ojcowie moi już królują w niebie, Wyście sierotę przyjęli do siebie, Nie żałowali ni trosków, ni chleba, Uczyli pracy i bojaźni nieba. Dziś jedynaczkę córkę w swojej chacie Dla mnie w zamęście i z wianem chowacie; Jeszcze - mówicie - byłem dzieckiem małem, Gdy ją w tych kątach sobie kołysałem. Ni mię niewdzięczność, ani harda dusza Odkryć przed wami tę boleść przymusza, Ale mi rada niedościgła w niebie O Was każe smucić, a zawstydzić siebie. Puśćcież mię, puśćcie z rękoma gołymi; Pracować będę pomiędzy obcymi, Bo bez Haliny nic już nie zarobię, Niezdatny ludziom i niemiły sobie; Prędko bym znalazł koniec życiu memu, Pobłogosławić chciejcież ubogiemu; Bo ten przed nędzą nigdzie się nie schroni, Kogo przekleństwo dobroczyńców goni. - Sprawcie! Bóg za to niech będzie nad wami!"
Tu Bronisława zalała się łzami, Bronika- patrzy dużymi oczyma, Ciekawość tylko na jej ustach trzyma Uśmiech pustoty; ale gdy ujrzała, Że tu i Wiesław, i matka płakała, Wnet Bronisławę objęła za szyję I łzy niewinne na jej łonie kryje.
Stanisław milcząc podparł siwą głowę I po ojcowsku rzekł słowa takowe; "Kiedy twój ojciec żegnał ziemskie życie, Ciebie mi oddał jak za moje dziecię; Tak cię też kocham; i widzi Bóg w niebie, Że nic milszego nie miałem nad ciebie. A ty, niepomny, że mię starość gniecie, Chcesz na przygody puszczać się po świecie, Chcesz mię opuścić za to, żem cię chował, Żem tobie córkę i dom mój hodował. Nieszczęście wniesiesz do każdego domu, Gdy mnie zostawisz śród żalu i sromu; Młody, niebaczną wziąłeś przed się drogę, Ja cię przeżegnać, ja puścić nie mogę!"
Tu żona płacząc wyszła za próg chatki, Bo czuła razem srom i miłość matki; Za nią Bronika z trwogą i łzą w oku, Wiesław twarz kryjąc stał kornie na boku. Jan z Stanisławom sam milczący siedział, Gdy się namyślił, tak mądrze powiedział: "Stary młodemu wyrozumieć nie chce, Młodego nowość i swoboda łechce, Zwiąż go miłością i obsyp go zbiorem, On dalej patrzy, bo mu świat otworem; Nieszczęściem jemu najmilsza niewola. Tak i na wiosnę ptak okrąża pola, Płochy i dumny, ufny w siłę młodą, Rzeki i skały przebywa z swobodą, Aż miłym głosem zwabiony - zostaje I odtąd jedne zamieszkuje gaje, Gdzie swoje szczęście i pokój znachodzi; Te prawa mają, tę naturę młodzi. Za nic już wszystko, gdy na całe życie Wolną mu teraz drogę zagrodzicie. Nie w nim też może dla Broniki szczęście: Z woli ma płynąć niewolne zamęście; Jako kwiat córka obcej ręki czeka I traf młodzieńca przyniesie z daleka; Dlatego dajcie wolność Wiesławowi, O swoim szczęściu sam niechaj stanowi!"
Na to Stanisław: "Mądrze wy mówicie, Ale nie znacie, co to stracić dziécię; Dla czego ojciec w troskach życie trawi, Czym się lat wiele utroska, ubawi, Z czym żyć nawyknie i pracować w domu, To weźmie przybysz nie znany nikomu. Weźmie dobytek krwawo dochowany, Gołe i głuche zostawi im ściany, Gdzie zapomniani samotne Izy sączą, Gdy córkę z obcym obowiązki łączą; Przeto już dawne były myśli moje, Bym ich przy sobie połączył oboje, Ażeby matka kiedyś, po mej stracie, Teściny w obcej nie służyła chacie; Lecz myśli niczym, gdy Bóg nie dozwoli; Przeto, Wiesławie! oddaję twej woli: Uproszę Jana, wezwiej jego rady, Może sam z tobą uda się na zwiady, Może się wszystko inaczej wyświeci, Co z wiatrem przyszło, to z wiatrem przeleci. Lecz jeśli przyszła serce tobie święci, Jeśli rodziny poznasz dobre chęci, Uproś sąsiada, niechaj zacznie swaty, Jak syn synową przywiedź mi do chaty".
sexshop |
|||||||
| Menu witryny | |||
|---|---|---|---|
|
| Logowanie |
|---|
| Polecane linki | |||
|---|---|---|---|
|


