Wiesław - Sielanka krakowska

Utwórz PDF Drukuj Wyślij znajomemu
Autor: Brodziński Kaziemierz   
14.04.2008.
Spis treści

Wiesław - Sielanka krakowska

II
III
IV
V
III

Pospieszał Wiesław i lasem, i polem,

Ale się ostać nie może przed bólem,

Bo gdy chęć jedna raz serce osiędzie,

Daremny namysł i rozsądek będzie.

Przeto co myślał, co czynić przystało,

Stanowi wyznać otwarcie i śmiało.

Oczekiwany wjechał do podwórka.

Wybiegi Stanisław i matka, i córka;

Głaszczą koniki i wiążą u płotu,

Cieszą się wszyscy z prędkiego powrotu,

Z taniości kupna i z koników radzi;

Sam je Stanisław do stajni prowadzi,

Rychłą wieczerzę rozkazuje matce.

Skoro milczący Wiesław usiadł w chatce,

Matka go z córką o zdrowie pytały;

Milcząc Bronice dał gościniec mały.

Przybył też razem i sąsiad ciekawy,

Dobry do rady, dobry do zabawy,

Jan, co za stołem niejednym już siadał,

Jak mądrze myślał, tak i prawdę gadał;

Ale się wszystkim dziwno wydawało,

Że Wiesław smutny i mówi tak mało.

Wszedł i gospodarz, do stołu zasiedli,

Skromną wieczerzę przy rozmowach jedli;

Matka zaś oka nie spuści z Wiesława,

Dziwną w nim jakąś odmianę poznawa.

"Powiedz nam - mówi - co tobie się stało,

Że smutny siedzisz i mówisz tak mało?

Milczący zawsze sam sobie zaszkodzi,

Nigdy młodemu skrytość się nie godzi".

On spuścił oczy, wstydem się zapłonił,

Stanisławowi do nóg się ukłonił

I zaczął mówić słowy takowymi:

"Prawda, że szczerze trzeba ze starszymi,

Oni porywczej młodości wybaczą

I mądrą radę zawsze podać raczą.

Czemużem w domu nie został na wieki,

Wdzięczen łask tylu i waszej opieki,

Przy waszym pługu chodziłbym spokojny,

Anibym zaznał trudnej z sercem wojny.

Lecz darmo człowiek sam o sobie radzi,

Inaczej myśli Bóg o swej czeladzi;

Prędki, bez wieści spada wyrok boski.

Na mojej drodze pośród jednej wioski

Poznałem druhnę, której wdzięk uroczy

Zabrał mi serce i zniewolił oczy;

I tyle sprawił, że odtąd jedynie

Sercem i duszą jestem przy Halinie.

Ojcowie moi już królują w niebie,

Wyście sierotę przyjęli do siebie,

Nie żałowali ni trosków, ni chleba,

Uczyli pracy i bojaźni nieba.

Dziś jedynaczkę córkę w swojej chacie

Dla mnie w zamęście i z wianem chowacie;

Jeszcze - mówicie - byłem dzieckiem małem,

Gdy ją w tych kątach sobie kołysałem.

Ni mię niewdzięczność, ani harda dusza

Odkryć przed wami tę boleść przymusza,

Ale mi rada niedościgła w niebie

O Was każe smucić, a zawstydzić siebie.

Puśćcież mię, puśćcie z rękoma gołymi;

Pracować będę pomiędzy obcymi,

Bo bez Haliny nic już nie zarobię,

Niezdatny ludziom i niemiły sobie;

Prędko bym znalazł koniec życiu memu,

Pobłogosławić chciejcież ubogiemu;

Bo ten przed nędzą nigdzie się nie schroni,

Kogo przekleństwo dobroczyńców goni. -

Sprawcie! Bóg za to niech będzie nad wami!"

Tu Bronisława zalała się łzami,

Bronika- patrzy dużymi oczyma,

Ciekawość tylko na jej ustach trzyma

Uśmiech pustoty; ale gdy ujrzała,

Że tu i Wiesław, i matka płakała,

Wnet Bronisławę objęła za szyję

I łzy niewinne na jej łonie kryje.

Stanisław milcząc podparł siwą głowę

I po ojcowsku rzekł słowa takowe;

"Kiedy twój ojciec żegnał ziemskie życie,

Ciebie mi oddał jak za moje dziecię;

Tak cię też kocham; i widzi Bóg w niebie,

Że nic milszego nie miałem nad ciebie.

A ty, niepomny, że mię starość gniecie,

Chcesz na przygody puszczać się po świecie,

Chcesz mię opuścić za to, żem cię chował,

Żem tobie córkę i dom mój hodował.

Nieszczęście wniesiesz do każdego domu,

Gdy mnie zostawisz śród żalu i sromu;

Młody, niebaczną wziąłeś przed się drogę,

Ja cię przeżegnać, ja puścić nie mogę!"

Tu żona płacząc wyszła za próg chatki,

Bo czuła razem srom i miłość matki;

Za nią Bronika z trwogą i łzą w oku,

Wiesław twarz kryjąc stał kornie na boku.

Jan z Stanisławom sam milczący siedział,

Gdy się namyślił, tak mądrze powiedział:

"Stary młodemu wyrozumieć nie chce,

Młodego nowość i swoboda łechce,

Zwiąż go miłością i obsyp go zbiorem,

On dalej patrzy, bo mu świat otworem;

Nieszczęściem jemu najmilsza niewola.

Tak i na wiosnę ptak okrąża pola,

Płochy i dumny, ufny w siłę młodą,

Rzeki i skały przebywa z swobodą,

Aż miłym głosem zwabiony - zostaje

I odtąd jedne zamieszkuje gaje,

Gdzie swoje szczęście i pokój znachodzi;

Te prawa mają, tę naturę młodzi.

Za nic już wszystko, gdy na całe życie

Wolną mu teraz drogę zagrodzicie.

Nie w nim też może dla Broniki szczęście:

Z woli ma płynąć niewolne zamęście;

Jako kwiat córka obcej ręki czeka

I traf młodzieńca przyniesie z daleka;

Dlatego dajcie wolność Wiesławowi,

O swoim szczęściu sam niechaj stanowi!"

Na to Stanisław: "Mądrze wy mówicie,

Ale nie znacie, co to stracić dziécię;

Dla czego ojciec w troskach życie trawi,

Czym się lat wiele utroska, ubawi,

Z czym żyć nawyknie i pracować w domu,

To weźmie przybysz nie znany nikomu.

Weźmie dobytek krwawo dochowany,

Gołe i głuche zostawi im ściany,

Gdzie zapomniani samotne Izy sączą,

Gdy córkę z obcym obowiązki łączą;

Przeto już dawne były myśli moje,

Bym ich przy sobie połączył oboje,

Ażeby matka kiedyś, po mej stracie,

Teściny w obcej nie służyła chacie;

Lecz myśli niczym, gdy Bóg nie dozwoli;

Przeto, Wiesławie! oddaję twej woli:

Uproszę Jana, wezwiej jego rady,

Może sam z tobą uda się na zwiady,

Może się wszystko inaczej wyświeci,

Co z wiatrem przyszło, to z wiatrem przeleci.

Lecz jeśli przyszła serce tobie święci,

Jeśli rodziny poznasz dobre chęci,

Uproś sąsiada, niechaj zacznie swaty,

Jak syn synową przywiedź mi do chaty".


sexshop
Po złym dniu zła noc.