Sędziwoj - Adela |
|
|
|
| Autor: Dziekoński Józef Bohdan | ||||
| 02.12.2008. | ||||
Strona 2 z 2 Tego też wieczoru już gwiazdy błyszczały, gdy w
odległości ów czarujący śród echa skał, czysty góralski śpiew wiatr
doniósł do okien zamkowych. Adela, siedząca w oknie, zadrżała.
Ochmistrzyni z niechęcią, skłopotana, pozwoliła udać się pannom
wcześniej jak zwykle na spoczynek. A wkrótce Adela wybiegła bocznymi
drzwiami do ogrodu, za nią cicho, ostrożnie postępowała ochmistrzyni. -
Sędziwoj witał się z ubóstwioną.
- Przecież, najdroższa! doczekałem cię znowu, więc dzień ten nie stracony, bo teraz ja żyję tylko, gdy ciebie widzę, reszta jest długim, nudnym czekaniem wieczoru! - Kochany - rzekła Adela - ty się tak narażasz, ja drżę, aby to szczęście zbyt prędko się nie rozchwiało, Reudlin nas śledzi! Przebacz, iż w tej chwili o tym do ciebie mówię, ale serce moje przyszłość całym ciężarem tak ciężko przywala, iż mimo całą walkę, dusza tylko nieszczęście przeczuwa! - Zaufaj mi, Adelo, i zapomnij o tych ciemnych przeczuciach. Tobie, kochane dziecię, serce drży tak lękliwie w piersiach, jak pierzchliwa łania, co w każdym stąpieniu po lesie słyszy myśliwca, chociaż ten spokojnie w domu spoczywa. Kiedy teraźniejszość nasza, na co mamy bladą przyszłość badać. - Teraźniejszość - rzekła smutnie dziewica - a ojciec mój! A to ukrywanie się?... - Jeszcze czas, jesteś wolna, uciekajmy; czegóż masz żałować? Czy rodziny, która cię dla pieniędzy i znaczenia poświęca? Czy tych gmachów, w których tylko jesteś pierwszą niewolnicą? Gdzie co chwila drżeć musisz, aby fala wypadków nie zamieniła waszej siedziby w kupę gruzów, a was w dumnych żebraków! Uciekajmy do mojej ojczyzny. Ja dziś nie ofiaruję ci ani bogactw, zbytku, ani honorów, ale ci dam spokojność, swobodę i miłość bez granic; tam, wolni od kłopotów, żyć możem, tam miłość raj nam otworzy! - Najdroższy, na jakąż mnie wystawiasz próbę, nie mów tak! W złą godzinę myśl ta ci przyszła, nie wymagaj, abym słuchając cię wpadła w przepaść poniżenia i wstydu! - Ja czytałam, mnie opowiadano, ja wierzę w to, że miłość nie jest wieczystą, że miłość wasza prędzej niknie od naszej; a gdyby tak się stało, gdyby od ucieczki połączonych miłość nasza znikła, czy nie pomyślałbyś sam, spojrzawszy na mnie obojętnie: to jest kobieta, która opuściła ojczyznę, wyrzekła się swego nazwiska, swojej rodziny, wzgardziła religią, zdeptała wszystkie stosunki, aby dogodzić chwilowej żądzy i namiętności! - Czy nawet wtedy nie pomyślałbyś: ona, wyrzekając się własnego szczęścia, zagrodziła mi do szczęścia drogę! Może byś przeklął chwilę, w której bym przystała na porzucenie tego zamku moich przodków. - O! masz słuszność! jeszcze pora przypominać mi, że związek nasz jest występkiem. Trzeba strzec się świadków; ale jeśli tak jest, to zakryj to niebo, aby przysiąg naszych nie słyszało, aby gwiazdy nas nie błogosławiły, bo jutro może do nich przylgnąć wyrzut krzywoprzysięstwa. - Drogi! tyś zawsze dziki, gwałtowny, moją roztropność i obawę stracenia cię karcisz tak krwawo, ale zechciej pamiętać, co nas rozdziela: religia, majątek, urodzenie! - to przepaść do przebycia - a ja taka słaba! - O, jak rozumnie! ta chłodna rozwaga honor ci czyni! Gdy mnie wszystko pali, wre, gdy całą przeszłość i przyszłość jak w szkle palącym w jedno zbijam ognisko, w tę jednę chwilę i w niej cały świat, niebo widzę! - Ty tak zimno rachujesz godziny i stosunki! - Stokroć przeklęty, kto tobie dał tyle rozsądku. - A więc widzę teraz - rzekła Adela ze łzami - że miłość twoja nie jest miłością, ale szałem, który nie pyta o przyszłość i ofiary! - Gdy tutaj przychodzę, serce drga rozkoszą, rozumiem, iż czerpnę pociechy, że ty mnie natchniesz, wynajdziesz radę do zwalczenia przeszkód, a ty... - Adelo! płaczesz? - zawołał padając jej do nóg - to znowu ja teraz błagam twej litości, twojego rozsądku! Niechaj łzy twoje nie spadają na mnie, bo pieką jak roztopione żelazo! Ty nie uważaj na te moje słowa, ale rozkazuj mi! - To szatan mój, który często mnie unosi. To ten sam szatan, który, gdy dzieckiem byłem, na szczyty walących się ruin, na najwyższe dęby i skały wdrapywać mi się kazał; nad urwiska mnie wodził i z głębi przepaści do siebie nęcił! - Adelo! ten szatan nie opuścił mnie teraz, tylko ty go na chwilę uśpiłaś, ale on czyha zdradziecko na godzinę, w której by z swą przeklętą władzą na nowo wybuchnął. Nie odpychaj mnie od siebie, bo jestem jako Samson twymi pętami skrępowany, któremu czarownym napojem odebrano siłę i tylko u nóg twoich spoczywać pragnę! - Słabe są, o luby - rzekła Adela - więzy ręką kobiety splecione, i nie mamże się obawiać co chwila, aby gwałtowność i nieopatrzność twoja ich nie rozerwały? - Przysięgam ci na Boga, którego duch piersi moje zapalił, iż sam nie wyrzeknę się ciebie, pozostanę twoim niewolnikiem dopóki jedno tchnienie te twoje czarowne usta ożywiać będzie! - Nie przysięgaj, ukochany - rzekła smutno odwracając się dziewica - czyż los słucha naszych przysiąg? - Tak jest - z wzrastającym zapałem rzekł Sędziwoj - los może nam być posłuszny, tylko ty zechciej, a szczęście u nóg twoich uklęknie! - Nie, nigdy! jeżeli Bóg nas nie połączy, może nie przeżyję tej chwili, ale nie żądaj, abym z wyroków Najwyższego się wyłamywała. - Słuchaj, Adelo! Ty dotąd nie rozumiesz mnie albo nie chcesz rozumieć, i nie zapomnienia, ciemności i wyrzutów dla ciebie ja pragnę, lecz chwały, jak nikt może jeszcze, dla mojej kochanki! - Od początku, kiedy czuć i myśleć zacząłem, nigdy nierad w teraźniejszości, niespokojny, oglądałem się, jakbym oczekiwał kogoś, czułem niezmierną samotność mojej duszy. Z miernej zrodzony familii, wzdychałem, marzyłem, chciałem dobić się wyższości, stanąć na pierwszym szczeblu i w tym ogromnym szeregu liczb, które stanowią ludzkość, wyskoczyć na czoło - inną, szczęśliwszą nadać twarz światu! - To były marzenia dziecinne! - Wyrósłszy na młodzieńca poznałem naukę i spostrzegłem, iż ona jedna jest w stanie otworzyć mi wrota do nowego życia. Ta nauka tajemna, o której tylu nawet wątpi, ów klucz nadziemskiej potęgi, ja poświęciłem jej życie i wszystkie jego rozkosze. Lecz im bardziej brnąłem, tym gmach cały wydawał mi się niezmierniejszym labiryntem. Ogrom jego przywalał słabą myśl moją, w tysiącach kolumn tego gmachu, którego szczyt ukryty w obłokach, błąkałem się niepewny. W pośrodku tej nauki, tej jedynej żądzy mego życia, jeszcze mi kogoś brakło; serce było niespokojne, ciemno i martwo dokoła, wtedy spotkałem ciebie. Pamiętasz, raz pierwszy w waszej pracowni, ojciec twój przywiódł was dla pokazania doświadczeń; spojrzałem na ciebie i odtąd stałaś się duchem ożywiającym, światłem moich biednych myśli. Miłość natchnęła nowe życie w moją naukę - ty stałaś się celem. Odtąd razem posiadłyście moje serce. Wszędzie widziałem ciebie i tylko ciebie. Na krzepniejącej powłoce metalu zamiast gwiazdy jutrzenki ożywnego słońca błyszczały mi twoje źrenice; nieme i suche zagadki odwiecznych rękopismów szeptały mi twoje imię - to imię, którego wdzięk czarodziejski natchnie mnie siłą geniusza i doprowadzi do zaklętej bramy... - Boże! - rzekła dziewica - błogosław twoim marzeniom, lecz mimowolne niedowierzanie zapełnia moje serce. Ojciec mój poświęcił niemało złota zwodniczym badaniom. A nawet, gdybyś był bliski celu, gdybyś zdobył palmę, to mi coś wewnętrznie szepce, że miłość moja pętami, a nie skrzydłem jest dla ciebie... - Najdroższa, nie wątp na chwilę! Gdy namawiałem cię do ucieczki, to z wiarą, iż wkrótce wrócę do twego ojca, do twoich dumnych baronów, posiadając tajemnicę zamieniania podłych metali na złoto, zasypię nim ich tarcze herbowe i ich przodków grobowce - a wszakże oni tego tylko pragną! A gdyby i to nie wystarczało dla chciwości, to w jego ręce złożyłbym odwieczny sekret. A wtedy on mógłby niewyczerpanym potokiem zlewać wszechmocność na całą ziemię, bo złoto w tym wieku zepsucia jest wszechmocnym! Ten walący się zamek na całe Niemcy by zajaśniał niewidzianym dotąd światłem. On by mógł legiony mocarzy utrzymywać na swoim żołdzie, łzy nędzy na śmiech wesela, dumę i siłę na jęki zgryzoty zamieniać! Wola jego złotymi strumieniami płynęłaby w żyły ludzkości, nowe dzieła, nowe cuda wywołałaby głosząc imię jego do końca wieków. - I cóż może człowiek więcej wymagać? Czymże by mógł mnie wtedy nadgrodzić? Choćby był dumniejszym od anioła strąconego, nie odmówiłby mi twojej ręki! - Ten obraz przeraża mnie! Więcej niż kiedy zaczynam powątpiewać o tej sztuce... bo Bóg nie chciałby kłaść w ręce jednego człowieka takiej potęgi, a szatan by nie śmiał! - A ja, powtarzam ci, Adelo, że ta sztuka jest! Przeklęcie! przeklęcie, gdzie się dotknę sercem przyjaźni, miłości, zapału nauki - wszędzie zimny rozsądek rachuje bicie mego pulsu. Nie mamże więc wierzyć tajemnym głosom, co się w głębi mojej duszy odzywają? Czy promień Boga, co mnie ożywia, ma być kłamliwym głosem szatana? - O, nie, Adelo! Gdyby cały świat tu na kolanach przysiągł mi złudzenie, ja jeszcze wyrzeknę: jest wielka tajemnica! - Wiara nigdy nas nie myli - w co wierzemy, to jest, a gdyby nie było, to by wiara stworzyła! - A ja dziś, podwójnie szczęśliwy, poznałem mistrza tej nauki, nie opuszczę go, dopóki mnie nie wcieli do bractwa swoich uczni.
sexshop Podwiązka |
||||
| następny artykuł » |
|---|
| Menu witryny | |||
|---|---|---|---|
|
| Logowanie |
|---|
| Polecane linki | |||
|---|---|---|---|
|


