Sędziwoj - II. Sztutgard |
|
|
|
| Autor: Dziekoński Józef Bohdan | |||||
| 02.12.2008. | |||||
Strona 3 z 3 - Kto
ma tak pełne kieszenie - rzekł Bodenstein - to choćby miał serce jak
rzymskie katakumby, jeszcze by nie pomieścił wszystkich piękności, co
się cisną do niego. Ale on obojętny. Przyznam ci się, iż go wcale nie
pojmuję, a nieraz przypatrzywszy się bliżej, podejrzywam, czy też nie
zaprzedał duszy swojej czartu? - Bo słyszysz tę muzykę, tę wrzawę,
wesele! - to tak ciągle, całe jego życie otacza jeden bankiet bez
przerwy. Nie ma rozrywek jakich by, jak z rogu obfitości, nie sypano
dokoła; sławę też ma tak wielką, jaką tylko zapragnąć można, co tylko
człowiek żądać może do szczęścia na tej ziemi - ma to wszystko. A
jednak chociaż wszyscy się bawią, on jeden smutny, siedzi pośród gości
jakby dlatego tylko, iż się obawia sam pozostawać, jakby mu brakło
czegoś. Ciągle zamyślony, widocznie trapi go jakaś tajemna troska. Ja
go nienawidzę z całej duszy i dlatego jedynie ten jego stan trochę mnie
pociesza. Nieraz, kiedy bankiet trwa w najlepsze, wszyscy goście
oddychają jedynie rozrywką, on dziko patrzy przed siebie, nieruchomy
szklanny wzrok utkwił w przestrzeni jakby co widział przed sobą i nagle
zrywa się, blednieje, włosy mu powstają, a wtedy wyraźnie dla
zagłuszenia siebie lub odpędzenia jakiegoś widma staje się szaleńszy od
wszystkich. Spełnia całe puchary, sypie żartami i wesołość jego porywa
wszystkich, jakby cały bal pokąsała tarantula. Ale kto mu się wtedy
dobrze przypatrzy, tego strach ogarnie!
- Może być miłość bez nadziei tak go dręczy? - zapytał Rogosz. - Toćby przecie starał się uprzątnąć zawady, zobaczyć kochankę, a on o tym ani myśli. Prawda, iż szuka, jeździ, dowiaduje się wszędzie, ale nie o kochankę, nie o kobietę, ale szuka tego, jeśli pamiętacie, co to takie wzbudził zajęcie w Bazylei, ów sławny adepta... - Kosmopolita! - zawołał Rogosz. - A więc teraz dopiero otwierają mi się oczy! Jeszcze o tym nie wiesz; to Kosmopolita uwiózł córkę owej wdowy, u której mieszkał Sędziweo. Ja teraz dopiero wierzę, że Kosmopolita był prawdziwym adeptą; to on nauczył Sędziwoja tajemnicy, a ten teraz może trawiony miłością do Arminii, pomimo bogactw nie może znaleźć spokojności. - Jeśli tak jest, dzięki ci, panie Rogoszu, i ja teraz rozumiem rzecz całą, a Kosmopolitę wyśledzę! Ja, głupi, zawistny, mniemałem dotąd, że Sędziwoj wydarł mi Arminią, że on zabrał rękopisma pozostałe po Tholdenie i z nich wyczytał tę wielką tajemnicę, a mnie przez to pozbawił i żony, i takiego posagu. Rozumiałem, że potem pozbył się Arminii i że jest sprawcą mej niedoli. Lecz kiedy tak, poczekaj, Kosmopolito! choćbyś był w środku ziemi potrafię cię wynaleźć. W tej chwili idę do Sędziwoja. - Zaczekaj! jedno słowo, powiedz mu ubocznie, iż jestem tutaj i chcę z dawnym przyjacielem pomówić. Zyskiem, jaki stąd wypadnie, podzielemy się, bo wspólną jest własnością, działajmy tylko razem. Zobaczysz, że niedługi czas upłynie, a uda mi się Sędziwoja wtrącić w jakie intrygi, a potem do więzienia. Wtedy nie wykupi się pięćdziesięcio funtami złota. * Nad ranem już gwiazdy znikały z nieba, brzask dzienny je zacierał, i światło lamp bledniało, kagańce przed domem gasły. Muzyka śpiąco powtarzała jednotonne zwrotki, a większa połowa gości drzymała w obszernych krzesłach. Znakomitsi już dawno opuścili zabawę; wielka sala podobna była do pobojowiska, wszystko porozrzucane. W dalszych tylko komnatach wytrwalsi godownicy i piękności dwujznacznych obyczajów ostatnim wysileniem pokonywali znużenie. Przy jednym z bocznych stolików na puchowym wysłaniu pysznej sofy Sędziwoj rozmawiał z Rogoszem, lecz nie tak już poufale jak niegdyś: stosunek się zmienił. A chociaż Sędziwoj prosił szyderczo o rady, przyjaciel jego nie był tyle śmiałym. - Więc wkrótce wyjeżdżasz? - rzekł Rogosz. - Może jutro, może dziś. - Na długo? - Albo ja wiem? Toć przecie całe szczęście bogatych, iż robią, co im się podoba, niczym nie związany ani przywiązany, dziś chcę tak, jutro inaczej może mi się zachce - co mnie to obchodzi. - Znudzi ci się jednak takie życie, bo przyznaj, małżonka, stały dom, spokojne, ciche życie, mają także swoje powaby. - Nie każdy równie jest szczęśliwym - jedna miłość za pieniądze kupić się nie da; nieprawdaż, kochany zastępco przy mojej kochance? - Tym bardziej powinieneś się starać o prawdziwą miłość - rzekł Rogosz obojętnie. - Szkoda - odparł Sędziwoj - żem wcześniej nie zasiągnął twej rady; aleby to było na próżno. Nie każdy może usuwać granice, jakie mu los naznaczył. - Czyli - dodał Rogosz, pilnie wpatrując się w twarz Sędziwoja - nie każdy może być Kosmopolitą, chciałeś powiedzieć? - Kosmopolitą! - zawołał zachmurzając się młodzieniec. - Skądże ci wpadło teraz jego nazwisko? - Przypadkiem, przecież kiedyś byłeś jego wielkim zwolennikiem. - Bo zasługiwał na to - rzekł Sędziwoj, a w całej jego postaci przybijało się jakieś wzruszenie, niepokój wewnętrzny. - Nie widziałeś go od tego czasu? - zapytał Rogosz. Ale alchemik już nie słyszał; na próżno walczył chwilę z napadem słabości. Zbladł, otworzył szeroko usta chcąc mówić, oczy nieruchome wlepił przed sobą w powietrze, zerwał się z krzesła i aż do muru cofnął się wyciągnąwszy ręce przed siebie, jakby odpychał niewidzialne jakieś widmo. Pot kroplami wystąpił mu na czoło i głuchym z piersi głosem zawołał: - Precz ode mnie!... A potem spuścił głowę i zamknął oczy. Po krótkiej chwili, jakby z wysileniem i zebraniem ostatnich sił, dziko się zaśmiał i poskoczył naprzód. - Hej, muzyka! wina! zasłońcie okna! niechaj się dzień dla nas cofnie! szalejmy do nowej nocy. Najwytrwalszym tancerzom i tancerkom rozdzielę nagrody godne ich trudów. I wychyliwszy potężny puchar cypryjskiego wina, gdy nowa muzyka z nową siłą elektryzującym zabrzmiała tańcem, uchwycił jednę z pięknych towarzyszek późnej zabawy i rzucił się w szalone kręgi tańca. Za jego hasłem całe towarzystwo z nowym życiem oddało się uciechom. Coraz nowe rozrywki bez przerwy po sobie postępowały. - Gdy goście znużeni spoczęli na chwilę dla ochłody, muzyka umilkła, a czarowne dwa chóry głosów zabrzmiały. Zasłona z jednej strony uniosła się i kilkanaście tancerek różnego wieku i wzrostu, ledwo ziemi tykając, wbiegło. W lekkich półprzejrzystych indyjskich ubiorach, strojne w kwiaty i drogie kamienie, z jaskrawymi oczami i ponętnym uśmiechem, w pełnych wdzięku obrotach i niewymuszonej zręczności nęciły wzrok do śledzenia każdego zmiany ich tańca. Rogosz z pałającymi ustami chciwie patrzał na balet, gdy Sędziwoj z lekka dotknął go po ramieniu i rzekł: - Co by powiedziała na twoją zabawę twoja żona, kochany przyjacielu? - Adela! - odparł, jakby budząc się Rogosz - ona przywykła do zabaw, nie tyle by ją to zajęło, co Arminią. - Arminią - mówił obojętnie Sędziwoj - to dziecko... - Jednak ładne dziecko i warte tych piękności - rzekł z przyciskiem Rogosz. - Przyznam ci się - odparł Sędziwoj - iż jakkolwiek dość podobnych towarów kupowałem, nie nauczyłem się jednak dotąd ich cenić. Zdrowie twojej żony! - Zdrowie jej i Arminii - podnosząc kielich zawołał Rogosz. - Jak widzę, dziś same dawne znajomości wracają ci do pamięci - przerwał Sędziwoj z uśmiechem. - Rozumiałem, iż tym wspomnieniem zrobię ci przyjemność. - O, dzięki ci, słodki przyjacielu! A więc i ja muszę ci się odpłacić wdzięcznością, słuchaj mnie tylko pilnie. - Przybyłeś do Sztudgardu umyślnie za mną. Bodenstein, któregoście wysłali, aby moje kroki śledził, zdał ci sprawę ze wszystkiego, co widział. Wpadacie na rozmaite domysły, ale zaręczam wam, żaden nie jest prawdziwym. Obiecałeś baronowi, iż staniesz na czele możnej partii w Polsce, a oni rozumieją, że w Polsce na drodze złoto się rodzi, bo je nasi posłowie rozrzucają. Obiecałeś mu w imieniu dysydentów znaczne sumy, jeżeli z zaciągowym żołdactwem pospieszycie nad granicę. Obiecałeś mu zręcznością swoją wielu panów niemieckich wciągnąć w jedną sieć, którą by baron kierował, a ty łowił. Tym sposobem zyskałeś Adelę za żonę. Tymczasem oszukaliście się wszyscy na sobie. Wszystkie nadsztukowania, wymysły, rwą się jedne za drugimi. Jesteś zgubiony, jeśli nie będziesz miał pieniędzy, wiele pieniędzy. - Przybyłeś tutaj, aby ich ode mnie dostać. Gdyby się pora zdarzyła, już dawno Bodenstein wtrąciłby mnie do więzienia wplątawszy w jakie nieprawe zabiegi, a potem nakłoniliby możnych do wyciśnięcia ze mnie tajemnicy torturami. Jednak wszystko wam się nie powodzi. Kochany przyjacielu, jesteś zanadto rozsądny, abyś się miał wypierać. Ja w nagrodę za twoją szczerość wszystko zrobię, co zechcesz. Na początek dam ci tyle złota, ile sam zaważysz, ale pod jednym warunkiem. - Pod jakim? - zapytał z cicha Rogosz, bledniejąc i czerwieniejąc się na przemiany; a z przygryzionych ust krew mu się sączyła. - Sprzedaj mi Adelę. - Zapominasz się! - zawołał wstając z sofy. - Tylkoż się nie unoś gniewem - zimno odrzekł Sędziwoj. - Pomówmy ze sobą, jak na rozsądnych ludzi przystoi. Pierwej od ciebie własny jej ojciec wystawił ją na sprzedaż Reudlinowi. Ja nie miałem wtedy za co kupić, tyś był zręczniejszy. - To są żarty. - Ze złotem nie ma żartów. - Zresztą wybieraj. Żona zawadza ci teraz do działania; nie możesz nosić płaszczyka na obu ramionach. Naprzód więc, pozbywszy się jej, możesz uzyskać rozwód i potem się korzystniej ożenić. Po wtóre, mając pieniędzy wiele zechcesz, spełnisz twoje obietnice, staniesz na czele zbrojnej partii, a wtedy przyszłość Bóg wie, co zdziała. Z drugiej strony, jeśli na ten targ nie przystaniesz, poślę twoje listy i układy tu zawierane do króla Zygmunta i o wszystkim uwiadomię kanclerza. Baronowi zaś pokażę listy, które pisujesz do katolików, aby się uniewinnić na przypadek przegranej; objawię cały twój plan zdradzania obu stron. - To niepodobna! - wołał Rogosz. - Ja żadnych podobnych listów nie pisałem. - Zapomniałeś, przyjacielu, że dla złota nie ma nic niepodobnego. Namyśl się prędko, bo już tego pokoju bez odpowiedzi nie opuścisz; odeszlę cię baronowi wraz z listami. - Miałżebyś mnie uwięzić! - porywając się do szabli wyrzekł z zadziwieniem, lecz wnet ochłonął spostrzegłszy, że każdych drzwi pilnuje dobrze uzbrojony hajduk. Opór na nic by się nie przydał. - Pięknie szanujesz prawo gościnności. - To wszystko bajeczki - rzekł Sędziwoj ze śmiechem - tak mi sam niegdyś mówiłeś, dziś korzystam z twoich nauk. Rogosz spoglądał po stronach, jakby szukał ratunku, aż wpadając na nowy wybieg, zapytał: - Czy Adela na to zezwoli? - Jeśli to ostatnia twoja obrona, to niewielka zręczność! A przecież Adela o tym wiedzieć nie potrzebuje, że została drugi raz sprzedaną. Albo ty, tak wymowny, wytłumaczysz jej, że to dla większego waszego dobra nastąpiło; wytłumaczysz jej, że teraz będzie ze mną szczęśliwszą jak z tobą - ona tak rozsądna, przystanie! Albo też, jak chcesz, możesz ją porzucić, ja znajdę, wesprę, pocieszę, dawną miłość przypomnę, a mówić tylko będę o przyjaźni i wdzięczności; dla tych słów kobiety mają wiele pociągu. Wdzięczność ku mnie będzie jej obowiązkiem, Adela zaś tak szanuje obowiązki! Przecież mnie tylko poświęciła dla obowiązku, sprzedała miłość, aby kupić męża. W dodatku do targu, wszystko, co jest w tym domu moją własnością: i ten balet, i te sprzęty, i tę muzykę daruję ci. Rogosz namyślał się. Muzyka, wino i chciwość brały nad nim górę. Spojrzał dokoła, jakaś z dziewcząt, cudnej piękności z wzruszonym oddechem, iskrzącym wzrokiem, wzywała go do grona tańczących, właśnie kiedy Sędziwoj nakreślony naprędce kwitek podawał mu do podpisu, jak szatański cyrograf. Miał tylko podpisać, iż on, Wacław Rogosz, sprzedaje swą małżonkę Adelę von Wardstein Michałowi Sędziwojowi za pieniądze. Rogosz powstając z sofy uchwycił białą dłoń podającej mu do tańca dziewczyny, a prawą ręką nakreślił na kwitku swoje nazwisko i zawołał prawie z radością. - Niech się stanie! Sędziwoj patrzał za odchodzącym z wyrazem pogardy, a zgrzytnąwszy zębami uderzył nogą w ziemię i ponuro rzekł do siebie: - Na dźwięk tego przeklętego metalu ginie nawet granica podłości i hańby. ______________________ * Kilku z głośniejszych adeptów śród swoich hucznych wędrówek, wydając uczty istotnie pod talerzem każdego z gości kłaść kazali na pamiątkę złoty pieniądz – goście tym liczniej się zbierali.
wibratory |
|||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
| Menu witryny | |||
|---|---|---|---|
|
| Logowanie |
|---|
| Polecane linki | |||
|---|---|---|---|
|


