Sędziwoj - II. Tortury |
|
|
|
| Autor: Dziekoński Józef Bohdan | |||||
| 02.12.2008. | |||||
Strona 1 z 3 "Jałowiec i cedr namaszczone olejem wolne są od robactwa WIĘZIENIE KOSMOPOLITY mocno było strzeżone; wszystkie pogłoski chodzące o nim nakazywały ostrożność. Przedsionek więzienia, będący razem kurdygardą, zapełniało czterdziestu żołnierzy z kapralem, umyślnie do pilnowania więźnia przeznaczonych. Późno już było w nocy, na kominie trzeszczący palił się ogień, mały dobosz raz po raz starym rapierem w nim grzebał. Przed ogniem na wielkim krześle wygodnie, grzejąc się, siedział otyły wachmistrz z wyciągniętymi nogami, podciągając co chwila opadające cholewy obszernych butów ówczesnej mody. Przy stole słabo oświetlonym od kagańca, na łańcuchu ze sklepienia zwieszonego, porozpierani wojacy grali w kości, inni patrzyli na grających lub zabawiali się rozmową, a wszystkim krążące kufle długi czas skracały. Ogorzałe twarze, potężne wąsy i brody, odbłysk płomienia odbity od żelaznych pancerzy i naramienników, stosowny tworzyły obraz do ich rozmów jaskrawych, przekleństwami kraszonych. A rozmowy wszystkie obracały się ciągle i wracały do jednego głównego przedmiotu, do więźnia, którego strzegli. Nie było zbrodni i czarów, których by mu nie przypisywano, a rozognione wyobraźnie trunkiem i tajemniczością otaczającą więźnia najdziwaczniejszym wierzyły powieściom. Opowiadania i kufle w najlepsze krążyły, gdy na kurytarzu zewnątrz dał się słyszeć odgłos zbliżających się ludzi. Otworzono podwoje, błysnęły pochodnie i całe wnętrze kurdygardy krwawym światłem olśniły; za pachołkami, niosącymi pochodnie postępowali panowie radni, sędziowie w togach i czarnych biretach, a w końcu kat w czerwonym płaszczu, z błyszczącym mieczem i oprawcami. Cicho się zrobiło śród żołnierzy, rozstąpili się na strony, a orszak postępował w milczeniu, jak szereg duchów udręczenia. Widok tych zimnych nieruchomych twarzy, posępnych ubiorów, a posępniejszych spojrzeń, uderzyły wojaków i ci, co z zimną krwią mordowali na polu bitwy, z dreszczem bojaźni patrzyli na sędziów; tak przerażającą była wtedy myśl wszelkiego sądowego badania. W głębi kurytarza łańcuchy, kłódki i drzwi żelazne zabrzęczały, otworzono więzienie, i odgłos kroków całego orszaku zginął w echu ciemnych sklepień lochu. Drzwi zatrzaśnięto i przez chwilę trwało milczenie pomiędzy strażą; gasnącego ognia na kominie i bledniejącego kagańca żaden nie poprawiał. W pierwszym sklepie, czyli izbie sądowych badań, nikt się nie znajdował. Żadne okno nie oświecało tego przybytku jęków i męczarni. W głębi, między dwoma grubymi murowanymi filarami, stał stół pokryty czarnym suknem, na nim narzędzia do pisania, papiery, zwoje pargaminów, dzwonek, klepsydra i Chrystus na wielkim krzyżu; i tortury bowiem, w owych wiekach pobożności, odbywały się w imieniu Zbawiciela! - Na środku sklepu umieszczona była długa ława z dębowego bala, z obu końców opatrzona śrubami i rzemieniami do krępowania i rozciągania winowajcy. Czasami tak rozciągniętemu przez blaszanny lej wlewano w usta znaczną ilość zimnej wody, co nadzwyczajne miało sprawiać boleści. Dalej na podłodze oparte były ciężkie dyby do zamykania nóg i prażenia ich powolnym ogniem węgli z podstawionej fajerki. Od sklepienia spuszczony był na bloku łańcuch żelazny z obrączkami na wielkie palce u rąk, za które męczonego wieszano i smagano rozmaitego rodzaju biczmi. Zresztą, aby opisać kształty i użytek wszelkich kleszczy, śrub, pasów, ławek i innych dziwnych narzędzi tortur, trzeba by zapytać się średniowiecznego kata (którego nauka była daleko trudniejszą jak dziś) o nazwiska i użytek wszystkiego, o stopień bólu, jaki zdziała. Procesa, wypadki, zeznania, wymuszone przez tortury nazwiska osób, to go wszystko nie zajmowało; dla niego ofiara jedna czy druga, wszystko było jedno. Lecz za to dobrze pamiętał, czy cierpiący cienkie i delikatne miał członki kobiece, czy muszkularne i męskie nogi i ramiona; za którym obróceniem śruby wydał pierwszy jęk, za jaką torturą trzeba mu było nakładać na usta tak zwaną technicznie drewnianą gruszkę, aby zapobiec zbytnim wrzaskom. Ukazałby krwawe ślady i opisał, jakim sposobem ze złamanych lub rozgniecionych stawów krew trysnęła; a może wreszcie i westchnieniem wyliczyłby tych, którzy w czasie badania ducha wyzionęli. Wtedy dopiero można by dokładnie zrozumieć mechanizm tak zwanych rękawiczek, czyli śrub na ręce, butów, czyli śrub na nogi, lin do spowijania człowieka, drabek ze szpikowanym zającem, meklemburskich instrumentów, bamberskich narzędzi, manhecińskich kozłów, siarkowanych nici, lineburskich krzeseł, obroży na szyję, pomorskich bandaży i wszystkich przyborów z kleszczami do owej okropnej hiszpańskiej ogniowej tortury, których sam widok zimnym dreszczem przejmował, gdy przy tercji, ukazywano obwinionemu narzędzia i tłumaczono ich użytek wzywając ostatecznie, aby się przyznał do winy. Sędziowie zajęli siedzenia za stołem, pochodnie zatknięto w żelazne świeczniki przy słupach przybite; na stole zapalono lampy. Jeden z radnych i pachołcy otworzyli wąskie drzwi właściwego więzienia i weszli do lochu. Przez okienko u góry księżyc rzucał ukośnie bladą wiązkę promion na kamienie, zresztą było ciemno. Potrząśnięta pochodnia sypnęła gradem iskier i żywszym zajaśniała blaskiem. W głębi spoczywał więzień na słomie z rękoma założonymi na piersiach, oczyma zamkniętymi. Przybliżyli się i radny rzekł: - Setonie! po raz ostatni sąd zeszedł do twojego więzienia, w imię prawa, wstań i udaj się za mną! - Chrystus tylko w imię swoje pozbawionym sił wstawać rozkazywał - rzekł więzień. Radny skinął, dwóch pomagaczy ujęli leżącego i zarzuciwszy mu na ramiona szeroki jego płaszcz wywiedli do pierwszej izby i posadzili w wielkim krześle przed stołem i sędziami. Prezydujący przewrócił klepsydrę, brząknął w dzwonek i pisarz czytać począł. - Setonie! oskarżony jesteś o czarodziejstwo, przepowiadanie nieszczęść kraju, wywoływanie umarłych, niepokojenie dusz chrześcijańskich, rzucanie na nie uroku, o związki ze złymi duchami i robienie za ich pomocą złota i lekarstwa na wszystkie choroby, zgoła o crimina maleficii, falsi et perduellionis. Zeznania świadków są złożone. Prawo nie potępiając cię ostatecznie dozwala jeszcze obrony. Przed tym wizerunkiem ukrzyżowanego Zbawiciela, na świętej Ewangelii, wyprzysięgnij się błędów, wyjaw swoje niecne praktyki, a szczególniej robotę złota. Tak chce mieć prawo i wola J.X.M. Elektora, miłościwie nam panującego, jako słusznie jest. A łaski spodziewaj się tylko oczyściwszy sumienie. - Sumienie! - rzekł Kosmopolita - jest to kwiat, który się rozwija dla jasnych promion słońca i głosu przekonania, a zamyka na gwałt i burzę, sumienie Bogu tylko zdaje rachunek! - Trwasz więc w uporze? - zapytał prezydujący. - Pamiętaj, iż upór tylko ci śmierć haniebną przyspieszyć może, gdy wyznaniem zbawisz siebie, zyskasz łaskę i chwałę. Pierwsze godności mogą cię jeszcze oczekiwać. - Kto pracuje dla prawdy - rzekł zapytany - ten nie dba o chwałę, a gardzi łaską. - Po trzeci więc raz zapytuję cię, czy nie wyjawisz zbrodni? - Zaiste - odparł Kosmopolita - nawet nie wiem, o co mnie oskarżono. - Przystąpić do badań - odezwał się sędzia. - Jeszcze raz przeczytać ważniejsze zeznania świadków. - Pisarz rozwinął arkusz i czytać począł. - Aleksandrze Setonie, zwykle zwany Kosmopolitą, to jest obywatelem świata całego, czyli nie mającym ojczyzny, więc tułaczem, a zatem podlegającym wszystkim prawom, świadczą przeciw tobie ad primum: iż wielokrotnie robiłeś złoto z podłych metali, zmieniając je za pomocą pewnego czerwonego proszku, zwanego lapis philosophorum, co bez pomocy złego ducha dziać się nie mogło. Mianowicie Jakub Hannsen, poważany niegdyś i bogaty kupiec holenderski, za sprawami handlowymi przybyły do Drezna, w poufałej rozmowie z Adamem Bodenstein, lekarzem i profesorem Akademii w Bazylei, przyznał się, iż rzeczony Kosmopolita w domu jego z ołowiu robił czyste złoto. Rozmowę tę słyszący świadkowie i rzeczony Bodenstein zaprzysięgli, dodając nawet, iż poczciwy niegdyś i poważny kupiec, Jakub Hannsen, oczarowany przez ciebie został. - Wspomniony znakomity lekarz Bodenstein, uczeń i ziomek wielkiego Paracelsa, znając cię w Bazylei miał sposobność poznać wiele twych bezbożnych praktyk, i teraz wiernie służąc nam, został delatorem twoim, aby złe nie rozpościerało się dalej po świecie. - Jako corpus delicti oto jest złożony ów kawałek złota zamienionego z ołowiu, na którym własną ręką wyryłeś: "przeistoczenie w złoto, dnia 28 grudnia 1605 r. o godzinie czwartej po południu." * Dzwonek brzęknął, pisarz zamilkł, sędzia zapytał się: - Setonie, poznajesz to złoto, czy ty je robiłeś? - Za pomocą Najwyższego okazałem tajemną siłę natury, aby przekonać niewierzącego; tak jest, ja to złoto przemieniłem. - Zapisać zeznanie - rzekł sędzia. Pisarz dalej czytać począł. - Rok temu minął, kiedy doktór Zwinger z Bazylei płynąc na statku poznał się z jakimś człowiekiem, który się sam nazywał Kosmopolitą. W czasie podróży rozmawiając z nim zaprzeczał możności robienia złota. Kosmopolita, skoro tylko przybyli do Bazylei, odwiedził doktora Zwinger, przypomniał mu rozmowę i zaprosił go do któregoś złotnika; tu przy wielu świadkach nie dowierzających i pilnie wszystkiemu przypatrujących się zamienił kawał cyny na złoto. Ze złota tego u tegoż złotnika wybić kazał trzy medale, z których tu jeden złożony nam został.
sexshop on line |
|||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
| Menu witryny | |||
|---|---|---|---|
|
| Logowanie |
|---|
| Polecane linki | |||
|---|---|---|---|
|


