Sędziwoj - II. Tortury

Utwórz PDF Drukuj Wyślij znajomemu
Autor: Dziekoński Józef Bohdan   
02.12.2008.
Spis treści

Sędziwoj - II. Tortury

Strona 2
Strona 3
Męczony zaczął głęboko oddychać, obejrzał się, jak człowiek ze snu przebudzony, poruszał rękami i nogami, jakby ich doświadczał; odrzucił wstrząśnieniem głowy długie zwoje włosów spadających mu na oczy. Sędziowie wstali chcąc się oddalić, wtedy i on powstał; postąpił pewnym krokiem ku nim i głośno, spokojnym, rozkazującym tonem zawołał do prezydującego:

- Stójcie! Jeszcze nie koniec!

Sędziowie spojrzeli się, wzrok jego przykuł ich do miejsca, usiedli.

Kat nawet i siepacze nie śmieli czy nie mogli się poruszyć.

Pochodnie rozpalone w żelaznych świecznikach dziwnym, nienaturalnym blaskiem oświecały posępne twarze sądzących. Zmarszczki na ich czołach wydawały się jakby kreski wyrokami śmierci znaczone, z oczu ich patrzał jeden tylko wyraz: potępienie.

A wierzyć byś musiał, iż postaci podobnych, w czarne togi owiniętych, oddychających tylko powietrzem więzień, przy słońcu niepodobna by było znaleźć, ich widok każdego by mógł przerazić, a teraz na nich widomie strach wycisnął odrażające swoje piętno. Pomięszanie odbiło się wyraźnie, gdy Kosmopolita, blady, lecz pełen szlachetnej powagi i uderzającej tym kontrastem piękności, przystąpił i rzekł:

- Mojemu życiu tortury miały koniec położyć, chociażbym wydał tajemnicę! I wy mieliście ją dla siebie tylko zachować, a tym podwójnym podejściem chcieliście uniknąć kary. Lecz bądźcie spokojni! Nie do mnie należy kara, która was nie minie.

- Powiedzcie tylko teraz, co by było, gdyby wszystkie żądze niegodnych spełniały się na ziemi? Co by było, gdybym dla spełnienia tych żądz, sam podał im w ręce wszechmocne złoto i nadludzką potęgę?

- Połowa świata wymordowałaby drugą połowę, aby rozpostrzeć na gruzach panowanie złych. Ale tak nie jest, nie każdy może rozkazywać, bo do rozkazywania trzeba mieć serce czyste!

Skazując na palącą się pochodnię rzekł dalej:

- Patrzcie; jedno słowo: zgaśnij! I oto płomień posłuszny uleci!

Sędziowie przerażeni cofnęli się i powstali z siedzeń, bo w istocie, razem ze słowami Kosmopolity pochodnia zbladła, płomień jej oderwał się od rozżarzonych knotów i znikł w powietrzu, a za chwilę i dym sączący się wąskim strumieniem ustał. Więzień znowu się odezwał:

- Ale tej władzy nie nauczy żadna recepta ani wymogą tortury! Dzięki chciwości, przez te męczarnie odzyskałem to, com był bliski utracenia.

- A teraz idźcie i powiedzcie temu, który was przysłał, że gdyby serce moje równie było skalane żądzą, żaden z was już by światła słońca nie oglądał; bo łatwiej jest zgasić duch ożywiający człowieka, jak rozkazywać tej pochodni. Ale wola prawdziwego mędrca jest niepodległa, jak Bóg, co ją stworzył!

Słuchający nie przyszli jeszcze do siebie z podziwienia i przestrachu; Kosmopolita wszedł do swojego ciemnego więzienia. A w owej chwili podobny był raczej do wspaniałomyślnego przebaczającego winnym jak do obwinionego więźnia.

____________________

* Na złocie tym byt napis zrobiony śpilką: "15 marca 1602, godzina 4 po południu."

Wnuk lekarza van der Linden, przyjaciela Hannsena, Johann Antonius van der Linden, żyjący okoto 50 lat po tym wypadku, opowiadał catą historią przemiany i razem ów kawałek złota okazywał Morhofowi, na którego powieści polega większa część wiadomości o życiu Kosmopolity. D. G. Morbofii de transmutatione metallorum epistola ad Langelottum. p. 148 sq.

** W roku 1704 przyszedł do złotnika Jerzego Stolle w Lipsku jakiś cudzoziemiec i po niedługiej rozmowie o złotnictwie, o emaliach i innych produktach sztuki, okazał mu doświadczenie; doświadczeniem tym była zamiana ołowiu na złoto. Z owego złota przyniesionymi dwoma stemplami wybić kazał kilka medali z przytoczonym w tekście napisem. Jeden z nich dostał się do gabinetu medali Augusta II, króla polskiego, drugi znajdował się w Gota w zbiorze numizmatów.

*** W roku 1484 bulla papieża Innocentego VIII urzędownie wprowadziła do Niemiec procesa przeciwko czarownicom i czarodziejom. Roku 1489 ogłoszono kodeks karny i sposób postępowania prawnego w procesach wytaczanych czarownikom, pod tytułem Malleus maleficarum (Młot na czarownice), do kodeksu tego w kilkaset jeszcze lat później w tych barbarzyńskich sprawach odwoływano się.

**** Nie od rzeczy tutaj może będzie cokolwiek bliższego powiedzieć o magii, nauce niegdyś zupełnie systematycznej, wypływającej i stokrotnie splątanej z filozofią neoplatońską i mitami Wschodu.

Maja, odwieczna matka wszechrzeczy i miłości, w pięknych mitach pierwotnej poezji była zarazem boginią złudzenia i fałszu. W tym źródłowym pochodzeniu pokrewne było znaczenie nauki magii. Ojcem magizmu, wedle zdania Heraklita, był ów ojciec walki i pierwopoczątek wszechrzeczy, kiedy się walka zapaliła między światłem a cieniem. Walczącymi, podług nauk wschodnich, byli Ormuzd i Ahriman.

Z tej walki wyszedł cały szereg skończonych istot, cały świat zmysłowy, ale zawsze naprzeciw światła stawał cień. Ormuzd utworzył 24 błogosławiących Izedów - Ahriman 24 szkodliwych Dewsów. Są to dnie i nocy: one ciągle walczą i sam czas powstaje z tej walki. Nic uszło przed okiem głębokich badaczów starożytności, jak wiele zależy od wpływu czasu. Zwierzęta dzikie w pewnych się tylko porach łączą i płodzą. Ze zmianą czasu ich parzenia się z wolna się zmienia ich natura; tym sposobem może z wilka powstał pies lub tp.

I to było początkiem uważania wpływu gwiazd. Jedną gałęzią astrologii.

Człowiek, twierdzili wyznawcy magizmu, z pomocą i w ścisłym związku z swoim wyższym i boskim początkiem, w sobie i zewnątrz siebie, zdolny jest do wyższej działalności, która go może zrobić panem swej własnej i zewnętrznej natury. Uzbrojeniem takiego mędrca jest jedynie modlitwa. Modlitwą i siłą żywego słowa może mędrzec wpływać na zebrane regiony wyższej i niższej natury z rozwiązującą i zmuszającą siłą; bez tego uzbrojenia, którego prawdziwy mędrzec nigdy nie zrzuca, nic nie zdoła; z nim - pomaga ojcowskiemu państwu pokonywać ciemność i stać się ratującym i błogosławionym obrońcą czasów i ludów. - W tym to duchu późniejsi essejczycy pozdrawiali gwiazdę dzienną; w tym duchu Pitagoras był magiem. Jeżeli więc wszystkie rzeczy doczesne zostają pod wpływem tych błogosławiących Izedów i szkodliwych Dewsów, utrzymujących i niszczących siły przyrody, pod wpływem czasu i gwiazd, więc człowiek potrzebuje tylko sam opanować swoje demony i siły, aby za ich pomocą wpływ wywierał na rzeczy pod ich władzą zostające. W tym znaczeniu nauka o demonach, których człowiek używać może, od najdawniejszych czasów z magią była w związku.

Dziwna rzecz, jak ludzie mogli czasami o ich bytności wątpić! Od ziarnka piasku aż do skał granitowych, od drobnej, ledwo okiem dojrzanej, pleśni aż do niebotycznych palm, od żyjątka z kropli wody, które ją uważa za ocean, aż do człowieka, nigdzie, w całej naturze nic ma przerwy. Wszystko mądrym, odwiecznym wiąże się łańcuchem, a miałażby przestrzeń bez końca za ziemią do gwiazd być martwa - nie zaludniona żadnym życiem?

Miałżeby ten łańcuch urywać się na człowieku i do Bóstwa żadnego nie mieć pośrednika?

Nie zaiste! Najmniejszego punktu w całym wszechświecie nie ma pustego, który by nic miał swojego mieszkańca. Cała przestrzeń jest zaludniona, lecz dobroczynny, przewidujący odwieczny porządek (tak twierdzili magowie) zmysły nasze w ten sposób urządził, iż zarówno jak woda zdaje nam się czysta, chociaż w niej miliony pływa potworów, tak w powietrzu nie widzimy postaci, które na nas wywierają wpływ, a których przytomności ani widoku, ani nasz wzrok, ani słaba natura znieść by nie zdołały. Doświadczeni tylko silną naturą i wolą widzą i panują nad mieszkańcami przestrzeni.

Ponieważ w starożytnej nauce magizmu wszystko zasadza się na walce przyjaznych i przeciwnych sobie sił, najważniejszą więc dla prawdziwego maga jest rzeczą poznanie owych wzajemnych skłonności i odrazy: praw miłości i nienawiści. Tak każdy ton pobudza do brzmienia tylko oktawy i pokrewne mu tony, tak każde działanie natury wskutek powszechnego tego prawa wywołuje pomocnicze powinowate sobie lub nieprzyjazne siły.

Za pomocą tych więc praw skłonności i odrazy działa mędrzec na całą wewnętrzną i zewnętrzną naturę. Pierwiastkowi dlatego magowie byli lekarzami. Sztukę zdobycia wiecznej młodości uważali jedynie za najwyższą znajomość sztuki lekarskiej; według nich była to tylko walka ze śmiercią i przedłużanie życia do nieskończoności.

Niezaprzeczoną jest rzeczą, iż dokładna znajomość własności ciał dozwala nieraz wpływać nawet na wolę człowieka. Dym z nasienia cykuty pobudza najskromniejszego człowieka do gwałtownej kłótni, podobnie jak dziędzierzawa do miłości zmysłowej itp. Dlatego to samo życie mędrca nie jest obojętne. Post, wyrzeczenie się wielu rzeczy są mu koniecznymi.

Nic się nie dzieje cudami, mówią magowie; cuda nie są w ręku ludzkich, i Bóg dla jednego człowieka odwiecznego swego porządku nie odmieni, ale wszystkie cuda są Boskim zrozumieniem natury, wcieleniem się do porządku wszechświata, zwalczeniem mocy przeciwnych i własnej natury.

Z tej samej nauki zarazem wypływało proroctwo. Spoglądanie w przyszłość i zakrytą przeszłość zawisło od owych wyższych działających sił, których działanie tworzyło byt i los tegoż świata, a poznanie ich było jasnowidzeniem.

Tak więc ostatecznie prawdziwy mędrzec obznajmiony z owym działaniem sił przyrody, które jakby harmonijne tony wszystkie struny pokrewne we wnętrzu otaczającej natury porusza, staje się władcą i panem nadludzkiej przyrody i jak Orfeusz czarodziejską melodią, tak on siłą żywego słowa wszystko do swej służby znagla.


sexshop on line
Serce jednej kobiety widzi więcej niż oczy dziesięciu mężczyzn.



 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »