Sędziwoj - II. Uczeń i mistrz |
|
|
|
| Autor: Dziekoński Józef Bohdan | |
| 02.12.2008. | |
|
"Piękność i prawda! te nie zewnątrz ciebie, "A
Piotr rzeki do niego: Pieniądze twe niech z tobą będą na zginienie: żeś
mniemał, iżby dar Boży miał być za pieniądze nabywany."
TEJ SAMEJ JESZCZE NOCY NAD ranem rozmarzeni trunkiem żołnierze, obficie dostarczanym przez sądowego pisarza, rozstąpili się przed Sędziwojem, któremu piśmienny rozkaz elektora o każdej porze dozwalał przystępu do więzienia. Niewielki przeciąg czasu, a jakaż ogromna zmiana w jego jestestwie! wzburzonej jego duszy, gdy przestępował próg więzienia, zdawało się, że idzie na rusztowanie, obojętny czy ułaskawionym będzie. Drzwi za sobą zamknął, postawił lampę na stole, spojrzał dokoła, i widok nowy narzędzi tortur ze śladami krwi, jakby jęki do tego przybytku niedoli przylgnęły, nie zrobiły na nim wrażenia. Wtem samo więzienie otworzyło się i Kosmopolita stanął na progu. Taż sama w nim majestatyczna powaga, niezachwiana spokojność, pogoda oblicza, niezmieniony, jakby go wczoraj ostatni raz widział: a wtedy, gdy wspomniał, ile na nim czas ten wywarł wpływu, boleśnie westchnął, i wszystkie zgryzoty zamienione w wyrzut zwalić chciał na mędrca - ale niewzruszoność jego zamykała mu usta. Po chwili dopiero milczenia zdołał się do niego odezwać. - W takimże to miejscu spodziewałem się oglądać cię, mistrzu! Naznaczony czas próby już dla mnie upłynął. Kamień mędrców z grobu Tholdena roztrwoniłem; nic mi go już nie zostało! - Przez cały ten straszliwie wlokący się przeciąg czasu szukałem cię wszędzie i na próżno. Co mnie się nie udało, zdrada i zemsta tego dokazały; Bodenstein wynalazł cię, aby wtrącić do więzienia. Dla dostania się tutaj sprzedałem ostatnią moją własność, dom w Krakowie; musiałem uniżyć własną pychę, i dotąd uchodząc za adeptę musiałem wyznać elektorowi, iż jestem przywłaszczycielem; że ty ofiarowałeś mi ten zgubny dar; musiałem spodlić się podstępem, obiecując wyłudzić z ciebie tę tajemnicę. Pod tym tylko pozorem otworzono mi drzwi tego lochu. Warta upojona, wszystko przygotowane, Arminia czeka cię, mistrzu! za wszystkie udręczenia, któreś na duszę moją zwalił, przyszedłem, aby cię uwolnić! - I przyszedłeś, aby w końcu żądać nagrody? - W tej chwili nie pytam o nagrodę, nie żądam nic, tylko mi powróć własność moją - pokój duszy, który mi wydarłeś! Wróć mnie do ciemnego nieznanego stanu, z któregoś mnie wyciągnął, powróć wiarę w miłość ludzkości, dawne moje istnienie! - Czy przed wymówieniem tych słów wspomniałeś na przestrogi dawane ci w celu odciągnięcia od zawodu, w który lekkomyślnie rzucić się chciałeś? - Teraz - rzekł Sędziwoj - pamiętam tylko, czym byłem, a czym się stałem. Pamiętam, iż ty wtrąciłeś mnie w przepaść, nie opuszczę cię, dopóki mnie nie wyzwolisz! Przeklęte! niech będzie przeklęte złoto, którym władałem, ono mi życie w jednę ciągłą torturę zmieniło! Bo ta straszliwa postać, na której wspomnienie krew w moich żyłach krzepnie, jest jego okropnym stróżem. - Żaden język niezdolny wypowiedzieć przestrachu i męczarni, które mi sprawia ukazywanie się tego ducha wroga rodu ludzkiego. - W szalonej rozpuście, w którą się rzucałem, aby uniknąć jego prześladowań, w ucztach bachanalskich albo w letargu zwierzęcego istnienia, potwór nie ukazywał mi się. Jego podszepty, głos, boleśniej od ostrza sztyletu przenikający, zdradziecka mowa, zachęcająca do najokropniejszych zbrodni w sposób kuszący, niepodobny do powtórzenia, w czasie tego zmysłowego życia nie dawały mi się słyszeć. - Lecz za każdą razą, kiedy umysł do wyższych skierowałem przedmiotów, kiedy sumienie wyrzucało mi niegodne moje życie, kiedy wspomnienia młodzieńcze budziły szlachetną dumę, jeżeli czytając przykłady cnoty, mądrości, poświęcenia, serce moje żywiej uderzyło, wtedy jakby czarodziejska laska wywoływała widziadło! - Gdy jedna myśl szlachetna odosobniła mnie na chwilę od samolubnego tłumu, gdy sam chcę się od niego oderwać, wtedy straszny, nieopisany wróg staje przede mną widomy! - W dzień zasłania mi światło słońca, w nocy czarniejszy jest od ciemności. Olbrzymie jego sploty ciasnymi kręgi otaczają miejsce, w którym stoję; bliski strasznego końca oddech zamiera mi w piersi, serce bić przestaje, wtedy czuję, iż jestem od całej ludzkości odosobniony, a w tej okropnej samotności, przykuta zabójczym wzrokiem wroga, dusza moja upada. - A tak, bojąc się myśli własnych, brnąłem coraz dalej, nie wiedząc czym dzień śmiertelnie długi zapełnić, czym noc straszliwą odegnać. - Dawniej, gdy boleść nieznana słabe serce przygniotła, gdy żądze niepewne całym czuciem miotały, wtedy dusza w wyrazy rozpływała się ze łzami i myśli krociami, jak pająk, sam z siebie snułem, otoczony mamideł siatkami, wisiałem w przestrzeni samotny, żałosny, ale spokojny i nie bez nadziei. - Sam w sercu tysiączne rozmowy ze sobą powiodłem i ludno mi było tak w duszy, i boleść tak wzmocnić zdołałem, iż w kaskadach dobroczynnych łez spływała. Słabe serce nabrzmiało tęsknotą, wezbrało, wylało, a ulga rozkoszna, nadzieja, wstąpiła do niego, uśpiła znarowione dziecko, i na łzawych promionach wprost z oczu, z aniołem mym stróżem do nieba się wzniosłem!... - Ale dziś - ach jakże odmiennie! Stróż anioł mnie opuścił, źródła łez już wyschły, i serce czcze, znudzone, i dusza ociężała, a myśli to jak pleśń przyrosły, jak szron na krzewach przymarzły, ogień uczuć już wygasł, roztopić ich nie zdołał. - Nudno tylko i tęskno! niechęć i wzgarda, do wszystkiego żelaznymi mnie skrępowały łańcuchy. - A jednakże całą siłę przywoływałem i chciałem robić dobrze i tylko dobrze. Ale wszystko, czegom się dotknął, nie powodziło się. Najszlachetniejsze zamiary wieńczyły skutki nikczemne. - Brzydząc się moim złotem, jak ofiarą szatana, do której przylega przekleństwo, szukałem w świecie rzeczy, której by kupić nie można - i nie znalazłem! - Przyjaźń! Miłość! Sława! wszystko było towarem, czczą nazwą bez wartości. - Tylko jeden pokój duszy coraz był dalszy ode mnie; żadne złoto opłacić go nie może. - Gdy pod wpływem strasznego wroga nie znane niegdyś żądze, o których nie marzyłem, budziły mnie do działania, wtedy biegłem w świat, szukając coraz nowych wrażeń. Chciałem od razu wyczerpnąć całe doświadczenie życia i powaby wszystkiego, zaledwom się dotknął, znikały; znikały razem z trudnością dostania ich. - I za każdą razą myślałem tylko, gdzie się podziały dawne marzenia, dawne młodzieńcze ułudy; czyż więc jedynie dla nieśmiertelnych, dla tych, dla których czas stoi nieruchomy, jest stworzone szczęście. - Adela! O! szalona myśli! którą odkupiłem za wagę złota, znudziła mnie we trzy dni! Ów niegdyś anioł stał się zwyczajną kobietą! Piękność jej nawet, ubóstwiana niegdyś, zdała mi się wypłowiałym listkiem róży, którego barwy domyślać się trzeba; aby ją z oczu usunąć, darowałem na powrót mężowi, ten przyjął ją, jakby nową małżonkę z nowym posagiem. - Zgoła, skromność obdarzona pieniędzmi stawała się chciwością, cnota zbrodnią, niewinność bezwstydem, a każdy krok mój napiętnowany był jednym bolesnym wspomnieniem zatartej ułudy. - I włóczę się z tymi myślami, które - jak przekleństwo Kaima - pędzają mnie po świecie. Błąkałem się po całej ziemi, aby uciec od mego tyrana i własnych myśli. Jak Atlas pod ciężarem świata, jęczę pod brzemieniem każdej godziny. - Słowa twoje, mistrzu, które chciałem sobie na pociechę przypominać, stawały się szyderstwem dla mego doświadczenia życia. - Bo i gdzież jest ta piękność, ta harmonia świata, o której mi tyle prawiłeś? - Chyba w martwej naturze, bo ja tak długo śród ludzi ich szukałem, a tylko spotykałem nikczemność. Śród ludzi, z których jeden uważa drugiego albo za łotra, albo za głupca, a zaręczając o swej przyjaźni, chce ukraść zaufanie, aby je na swą korzyść obrócić; bo ludzie nie szukają sposobności służenia bliźnim, ale pozoru niesłużenia im; i większa ich część dlatego jest poczciwą, że nie ma sposobności zostania występną - moje złoto dawało im tylko tę sposobność. - Powiesz mi może, że występni stanowią wyjątek na świecie - więc spojrzyj na cnotliwych, czymże oni się różnią od siebie? Nie szczęściem lub niedolą, ale tylko różnymi stopniami nieszczęścia. - Rozkosze ducha i serca, to złudzenie; a zmysłowe rozkosze tłumi zgryzota i bojaźń, a każda, bez wyjątku, rozkosz powiększa tylko niepokój. - Po cóż więc żyć, kiedy to, co siły ducha naszego podnosi, wyczerpuje i skraca życie, a to, co tłumi ducha, to życie nasze zamienia na nudny, nieznośnie długi letarg. - A jak w panorama lub zwodniczym fatamorgana z daleka cudowne łudzą obrazy, ale biada temu, co się ich dotknąć poważy - uściśnie martwe malowidło lub mgłę, za dotknięciem każdy urok znika. - Powiesz mi może, że moje żądania są niesforne? Więc pokaż mi człowieka, który by rad ze swego stanu zadowolonym był z życia. Ukaż mi takiego, który by nie oczekiwał życia, aż dopóki się ono nie skończy. - O, mędrcze! życie śród tego świata pięknego, gdzie szpitale, domy wariatów i więzienia potrzebniejsze są od kościołów! Gdzie leczenie ułomności ciała i duszy żywi mnóstwo ludzi. - Szaleńszy jeszcze, kto w nauce i księgach szuka pokoju duszy; bezdenność nauki rozpaczą go napełni, a księgi pisane albo ucieczce od nudów, albo tylko na to, aby były pomnikami ludzkiej niedoli. - Bo szczęścia nie ma na świecie. - Przeklęty ten, co pierwszy, jak szatan, na szyderstwo rzucił ludziom tę nazwę bez rzeczy, aby szalejąc szukali jej w pocie czoła i udręczeniu. - I młodość moja niknie, siły gasną, a rozpacz coraz się powiększa. - Przerażająca myśli! - Umysł, nie ujęta, niewidzialna cząstka bóstwa zamieszkująca nas, dusza, zawisłe są od zdrowia, od ciała! Więzy gliny krępują nieśmiertelność! - Ja teraz poznaję, że nie śmierć jest ciągłym odradzaniem się, lecz życie jest ciągłą śmiercią - jej ołowiane berło panuje naturze. - Mistrzu! jeśli już wrócić mi dawną niewinność nie w twoich jest siłach, to wskaż dalszą drogę! - Wskaż, jak dostać się do ostatnich szczebli potęgi, jak uwolnić się od władzy czarnego ducha, bo zostać w miejscu, które zajmuję, już jest niepodobna! - Chociażby najstraszliwszą była droga; ja ją przebędę, bo chcę zginąć! - Kto raz ujrzał wzrok wroga, tego nic nie ulęknie, kto po takich męczarniach nie splamił się samobójstwem, ten może pójść dalej! - Już dosyć jestem przygotowany, czuję to, przebyłem lata próby; lodowe tchnienie świata zmroziło we mnie przywiązanie do niego do ostatniej iskierki. - Zimna myśli, ty teraz panuj nade mną! - Ty nie natchniesz szczęścia, ale i nieszczęście cię nie dojdzie; ty śmiech i łzy na szali rozważysz, każde uderzenie pulsu zrachujesz. Myśli! ty jedna przewidzisz, czego serce nie śmie przeczuwać. Mistrzu! teraz zdolny jestem stać się martwym, myślącym posągiem, a to jest przecie mądrość, którąś mi wskazywał. Kosmopolita, który dotąd z lekkim uśmiechem litości, nieporuszony, słuchał Sędziwoja, na gorączkowy jego zapał szyderczym prawie głosem wyrzekł: - Nędzna ofiaro własnych zmysłów, próżne twoje wołania! Musisz spełnić aż do dna kielich gorzkiego doświadczenia, przekonać się, dokąd może zaprowadzić nauka i potęga bez wiary. - Także to słuchałeś moich napomnień; także to pierwsze skazówki zaprowadziły cię w burzliwe sceny zmysłowego życia. - I tymże to sposobem, usiłując zdobyć koronę nauki, miałeś nadzieję usunąć na zawsze sprzed oczu swoich przerażającego ducha? - Przewrotne i fałszywe zdania, któreś teraz objawił, mająż być mniemaniem mędrca chcącego się wznieść do słuchania i rozumienia muzyki sfer niebieskich? - Już teraz wróg rodu tak nad tobą rozpostarł panowanie, iż władza jego przewyższa moją. W tej chwili widzę jego ogniste źrenice utkwione w tobie, jego śmiertelny całun nad tobą zwieszony. - Piękność i dobroć łączą się wszędzie w naturze i tworzą prawdę - a tylko prawda jest naturą, nie fałsze, które głosiłeś. Bez tej harmonii nic nie istnieje i istnieć nie może; a czyż nie wiesz, że piękność duszy jest wiara? Wiara, która jest tym dla serca, czym ideał piękności dla artysty. Jedna wiara zdolna nas natchnąć spokojną ufnością w sobie samych, ufnością w naszą przyszłość. A ty, niewolniku chwilowego popędu, chciałeś być bez wiary dobrym i cnotliwym. Ty wszystko widziałeś zeszpecone własną niewiadomością. - Człowiek jest zarozumiały w stosunku swej ciemnoty. Naturalnym jego dążeniem jest egoizm. W kolebce wiadomości swoich rozumie, że cała ziemia stworzoną została jedynie, aby on raczył jej królować. Długie wieki głosił, że te światy niezliczone, jaśniejące w przestrzeni, były tylko pochodniami zapalonymi przez Opatrzność jedynie, aby zrobić ludziom noc przyjemniejszą. Ty jesteś podobnym w chęciach do tych ludzi. - Nieszczęsny Tantalu, rozumiesz, iż na głos zapalonej żądzy posłuszna natura poda ci do ssania swe piersi, byś jej pokarmem nasycił namiętności i w jad go przerobił. - Oczyść naprzód swoją duszę i stań niepokalany, a wtedy zdołasz zostać spokojnym; potrafisz wywołać wielkiego ducha świata i on ci objawi prawa wiecznej konieczności. Wtedy potrafisz zwalczyć wroga i panować nad nim mądrością. - Ale do tego trzeba odwagi, a w całym twoim jestestwie panuje bojaźń. - Bojaźń! - zawołał Sędziwoj, prostując się i dumnie rzucając okiem. - Tak jest! bojaźń. Niegdyś panowała nad tobą bojaźń takich ludzi, jak Rogosz, opinii; dziś bojaźń świata, bojaźń myśli własnych, bojaźń tego, że nie ma Boga w świecie, bojaźń przesądów, zgoła bojaźń, której nie znają dusze wielkie. - Słusznie, zgodnie z najwyższą mądrością przedwieczny porządek ukrył się na wieki przed ludźmi bez poświęcenia i bez wiary, aż mądrość, którą zowiesz bez czucia, zdobędzie wieniec miłości, dopóki za jej pomocą nie wróci do stanu pierwotnego, w którym człowiek sam wszystko rozumiał. - Wyrzekasz na twoje podróże, na to daremne zmienianie miejsca; chociażbyś ziemię całą opłynął, jeśliś duszy własnej nie poznał, tak ci będzie, jakbyś kraju swego nigdy nie opuszczał. Śmierć nawet nie uratuje twojego żywota. - To, co zowiesz nieszczęściem, jest matką wszystkiego, co dobre i piękne, a rozkosz tego grobem. A szczęście, jakiegoś ty szukał, wychowuje ludzi do rozpaczy. - Kto chce używać tylko świata i życia, ten nie badać je, lecz w prostocie serca z wdzięcznością ma się nimi cieszyć, jakimi są; ale nie, jak dziecko, co psuje cacka, aby doszło poruszającej przyczyny, płacze potem, iż po zajrzeniu wewnątrz zabawki naprawić nie umie. - Nauka ma inne, wznioślejsze rozkosze. Kto dla niej żyje, nie może żyć zarazem dla cacek. W niej jest prawdziwe szczęście, a prawdziwe szczęście jest ostatnim stopniem bytu, i ty chciałeś go poznać nie przeszedłszy progu pierwszego stopnia. - Dotąd już mogłeś poznać, co cię czeka na progu nauki. Widziałeś oko w oko najpierwszego nieprzyjaciela grożącego tym, którymi zmysły rządzą. - Nieszczęśliwy! cała nasza mądrość nie zda się na nic człowiekowi chcącemu dostąpić naszych tajemnic, aby je niegodnymi zeszpecił zastosowaniami. Wieluż to mniemanych mędrców zginęło w podobnych usiłowaniach. Wieluż ich chlubiło się wynalazkiem kamienia mędrców, a zginęli w nędzy; inni wystawiali swój eliksir nieśmiertelności, a pomarli zgrzybiali, niedołężni, przed czasem! Według podań waszych, większa część tych czarodziejów stała się ofiarą szatana; lecz szatan ten w nich samych miał swoje siedlisko: były to ich niegodne namiętności. I ty pożądliwie ścigasz to, za czym oni się ubiegali; miłość twoja nawet, to uczucie, które uszlachetnia ludzi najbardziej znikczemnionych, u ciebie jest samolubną żądzą, która przemyśla o zdradzie w pierwszym uniesieniu rozkoszy. - Sława nie zadowalniała cię. O! wierzę! bo sława, która wieki przetrwa, jest nagrodą cnoty i geniuszu, a przynajmniej mocy duszy, a ty przeczuwałeś, że kupiony rozgłos zniknie, jak to złoto, któreś rzucał, rozchwieje się prędzej niż twoje życie. - I ty chcesz wejść do bractwa naszego. Wzdychasz za gwiazdami jaśniejącymi na niebie chaldejskim. - Biada ci nieposłuszny! - Widziałeś raz świat niewidzialny i po długich już usiłowaniach, twardej pokucie, będziesz mógł odzyskać spokojność i przyjemności tego życia, które dla zuchwałej dumy porzuciłeś. Wiedz jednak dla pociechy swojej, iż każdy, kto raz oddychał powietrzem widzialnych duchów, obdarzony jest energiczniejszymi zdolnościami niepodobnymi do zniszczenia. Z moralną niezachwianą odwagą możesz dojść do najwyższych stopni, jakie obierzesz na świecie. - Ale większej jeszcze trzeba odwagi, mocy duszy i czystości, aby przebyć lata pokuty - a wtedy, kiedy zerwiesz wszystkie ogniwa łączące cię z ziemią, z rodziną, nauką, ze sławą nawet, kiedy przewlókłszy nudne i długie pasmo życia, zgrzybiały na progu grobu miałbyś dość siły, aby bez żalu z pokorą wyznać, iż całe to długie życie było pasmem błędów? - Miałżebyś wtedy dość odwagi spełnić toast nieśmiertelności i nie obawiać się żyć wieki?
bielizna damska |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
| Menu witryny | |||
|---|---|---|---|
|
| Logowanie |
|---|
| Polecane linki | |||
|---|---|---|---|
|


