Sędziwoj - III. Piętnaście lat później

Utwórz PDF Drukuj Wyślij znajomemu
Autor: Dziekoński Józef Bohdan   
02.12.2008.

"Gdyby mnie wszystkie wyrocznie za najmędrszego ogłosiły,
może być, iż sławę czułego człowieka zamieniłbym
na utratę całej mej mądrości."

Lessing (w jednym
z
listów)

 

ROK ZA ROKIEM MIJAŁ, A W duszy Sędziwoja żadna nie nastawała zmiana, jakby dla niego czas się zastanowił.

Zajęty swoimi badaniami wszystkie im myśli poświęcał i tylko wspomnienie Arminii zachmurzało go czasami. Gdy przypadek jaki wywołał w nim to wspomnienie, wtedy siadał w milczeniu, i przepędzał, nieruchomy, godzin kilka, a na jego czole widać było, jak wewnątrz budzi się z letargu uczucie i po duszy nurtuje. Lecz chwile te coraz rzadsze, coraz krótsze, zacierały się, aby nie wracać.


Syn jego na opiece Boskiej wyrósł, wbrew wszelkim marzeniom ojca, na prawdziwe dziecko natury. - Niespokojny, dziki, od niemowlęcia kierował się uporczywie własnymi chęciami; żaden przymus ani zachęta, żadna droga przekonania przekonać uporu nie mogły. Nie był stworzony do nauki. Dziecko, a już samotność tyle miała dla niego pociągu, iż przechadzki śród gór najmilszą były jego rozrywką. Małomówny, ponury, zwykłe zabawy jego wieku niecierpliwiły go.

Gdy wyrósł na szesnastoletniego chłopca, za towarzyszów obrał wyłącznie skały i drzewa i z łukiem w ręku, kołczanem na plecach, uczył się niebezpiecznego myślistwa od starych górali. Wystawiony na wszelkie niepogody trawił po dni kilka za domem. Nauki, które mu od kolebki wystawiano jako jedyne szczęście, jedyną wielkość na ziemi, lekceważył, nie pojmował ich użyteczności, a nienawidził przymusu będącego pierwszym warunkiem ich nabycia. Aby prowadzić i kierować takiego wychowańca, trzeba było zająć się nim wyłącznie; stać się powiernikiem jego marzeń. Sędziwoj nie zdołał już nagiąć się do dziecięcej myśli, a zajętego czasu alchemią nie potrafił poświęcać wychowaniu. Widząc niezręczne swoje usiłowania bezsilnymi, zniechęcony, rzucił wodze żądz dziecka na los Opatrzności, a sam bez przeszkody tonął w swych niezgruntowanych badaniach.

Rozumiał co dzień, iż wieczór ujrzy odkrycie kamienia mędrców i że to odkrycie uderzy umysł jego syna, a ukazując mu tak widocznie wielkość sztuki, jeszcze życiu jego nada silny i nowy kierunek.

Pomimo całą obojętność, w głębi serca alchemika tlał właściwy namiętnej duszy ogień przywiązania do swego potomka.

Właśnie od śmierci Arminii upłynęło lat piętnaście; rocznicę tę smutną dobrze pamiętał Jan i cichą łzą ją uświęcił, strzegł się jednak bardzo, aby panu swemu nie dać jej przypomnieć; nie wiedział biedny, że Sędziwoj całą noc bezsenną przepędził, głęboką boleścią uświęcając tak dotkliwy cios dla niego.

Cały dzień był niepogodny, przed zachodem słońca gęsta mgła opadła z gór w doliny i uprzedziła zmrok. Za nadejściem nocy wicher porwał się i wyjąc przeraźliwie śród skał przodkował burzy w szalonym tańcu. Zdawało się, że posady skał drgają od wstrząśnienia powietrza.

Północ była bliska i burza dochodziła szczytu swej gwałtowności. W zawartej pracowni alchemicznej płomień lampy migotał, a dęcia miecha na węgle przed szumem burzy nie było słychać.

Jan raz po raz zbliżał się do drzwi, przysłuchiwał; widna była niespokojność, co nim miotała. Sędziwoj zapalił drugą lampę i patrząc na zegar rzekł do sługi:

- Za godzinę, gdy walka nocy ze dniem stanie na niebie w punkcie przechylenia, pod opieką Oriona, trzeba rozpocząć nowe dzieło. Wstaw ten wielki tygiel ołówkowy, obłóż węglami i u góry na kracie rozpal płomień, aby ciąg wiatru jak błyskawice unosił dymy w komin. Tu niech będą gotowe te dwa recypiensy. W ogniu te rudy kobaltu i arszeniku pomięszane z siarką wyzioną z siebie zjadliwą parę. Dla naszej ochrony oczyść z pyłu te dwie maski, przez nie śmiało możemy patrzeć.

Pomocnik, świadomy sposobów postępowania, spełniając rozkazy mówił:

- Dawno już te larwy szklanne spoczywały w pokoju, dlatego na nich tak grubo pyłu i sadzy. Zdaje mi się, żeśmy ich nie używali od...

Tu nagle zastanowił się i umilkł, chciał powiedzieć: - od śmierci pani.

Jednak Sędziwoj przypomniał sobie i zachmurzył czoło wkładając na twarz dętą szklanną maskę, której obwód obłożony gębką napuszczoną olejem, szczelnie przystając do twarzy, oczyszczał zatrute powietrze.

Tygiel napełniony rudą wkrótce zaczął syczeć i gęste obłoki zjadliwych dymów truciznowych kłębiącym się strumieniem ulatywały w górę.

Alchemik raz po raz zaglądał do otwartej księgi leżącej na stole, radził się jej i nowe przyrzucał materiały do ognistego tygla mięszając szklistą masę żelaznym prętem.

Wydobyli wreszcie tygiel z żaru i Sędziwoj wrzucił do niego pełną łyżkę jakiegoś złotawego proszku, gdy nagle wicher zakręcił się nad dachem pracowni tak silnie, iż węgle z komina sypnęły iskrami na środek komnaty, a biały, gryzący dym buchając jak kaskada z tygla wypełnił całą pracownię.

Jan posunął się ku drzwiom chcąc je uchylić, gdy te same z trzaskiem otwarły się i syn alchemika wpadł na środek, przesiąkły deszczem, czerwony od znużenia, z wyrazem nadzwyczajnego przestrachu. W ręku trzymał złamany łuk, głowę miał obnażoną i nie zważając na dym wypełniający pracownią zapytał się przerywanym dla znużonego oddechu głosem:

- Ojcze, czy wołałeś mnie? I wskazał ręką na otwarte drzwi pracowni w głębię ciemnego kurytarza, lecz nie zdołał więcej przemówić, bo - odetchnąwszy głęboko parę razy - schwycił się za piersi, a później zatykając ręką usta chciał wyjść z tej zabójczej atmosfery, ale już do drzwi dopaść nie mógł, zakręcił się, potoczył, ukląkł i upadł na progu.

To niespodziane zjawienie się syna Sędziwoja tak przeraziło go, iż przez chwilę nie mógł przyjść do przytomności, nie wiedział, co począć; chwila ta wystarczyła do ogarnięcia go wyziewami. Pierwszy Jan, ochłonąwszy z trwogi, porwał młodzieńca na ramiona i wyniósł na świeże powietrze, ale już przemówić nie mógł. Wskazywał ręką na las w górach, to znów na pracownią, przyciskał dłonie do piersi i skazywał w górę ze łzami w oczach, ale znaczenia tego trudno było odgadnąć. Owładnięty zabójczą parą w kilka dni umarł na ręku Jana.

Sędziwoj przez kilka miesięcy nie zaglądał do swej pracowni.


akcesoria erotyczne
Skromny w mowie najwięcej powie.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »