Sędziwoj - III. Poświęcenie się

Utwórz PDF Drukuj Wyślij znajomemu
Autor: Dziekoński Józef Bohdan   
02.12.2008.

"Wiele rzeczy dotąd ciemnych i niezrozumiałych
stają mi się jasnymi i widocznymi."

Słowa Szyllera przy zgonie

W JEDNEJ Z ULIC KRAKOWSKICH wzniesionych na wysokim brzegu nad Wisłą, w niewielkim domu równie jak całe miasto pogrążonym w nocnej ciszy, znajdował się Kosmopolita pod wystawą na ławie drewnianej oparty o ścianę.

Wyniesiony nad szmer i zabiegi otaczających go spraw ludzi, niepostrzeżony punkt śród czasu, marzył, samotny mędrzec, którego promienista młodość niezmienną swoją świeżością była symbolem spokojnego, odwiecznego ideału. Wszystko, co umysł i odwaga mogą nastręczyć, na próżno wyzywał, aby oderwać Jedno życie od poziomego istnienia i wznieść je do siebie.


I oto szukał raz jeszcze pomocy i rady u tych tajemnych istot, pośredników między niebem a ziemią *, które już nie obcowały z jego umysłem od czasu, jak poddał się zwyczajnym pracom ciążącym na ludzkości.

Lecz z wolna w sercu jego budziły się obce, niezależne od jego woli głosy; czuł, iż duchy w myśli jego z nim rozmawiają; bo kto raz je widział, tego nie tak rychło na wieki opuszczą.

- Ty wiesz! - rzekł Chaldejczyk, piękniejszy niż kiedykolwiek i jakby już był uczestnikiem wieczystej chwały - ty wiesz, iż ludzie przed śmiercią rozumieją wiele rzeczy, które im dotąd były zakryte. W tej godzinie, w której poświęcenie się siebie samego dla innej istoty kończy mój tylowieczny zawód, poznaję drobiazgowość życia w porównaniu z wielkością śmierci.

- Lecz mamże ośmielić się wyznać ci, boski pocieszycielu, nawet w twej przytomności, uczucia, które mnie natchnęły, boleścią mnie przejmują. Pozostawić po sobie w tym świecie złośliwym bez opieki, bez podpory, tych, dla których umieram; moją żonę! moich uczniów.

Zamyślił się chwilę, a głos wewnętrzny zabrzmiał mu wyraźnie:

- Nierozważny! czyż mądrość twoja uczyniła cię do tyle próżnym, abyś miał zapomnieć, o ile podpora twoja jest słabą dla tych, których kochasz, w porównaniu z potężną opieką Ojca Wszechrzeczy? - W więzieniu, na rusztowaniu! podziwiaj tego, który - czulszy od ciebie w swej miłości - jest mądrym i bez końca silnym w prowadzeniu i obronie swoich dzieci.

Kosmopolita opuścił głowę, a kiedy ją podniósł, ostatni cień tęsknoty znikł z jego czoła.

Jasne, nadzmysłowe widzenia rozchwiały się w jego duszy, lecz pozostawiły ślady świetnego swego pobytu, a dokoła niego powietrze jakby drżało z rozkoszy. Bo dusze całkowicie oderwane od ziemi odwiedza anioł wiary; samotność, przestrzeń, przesiąkają jego blaskiem, on nawet ciemny grób ozdabia świętym, promienistym kołem.

I stanął na wysokim ganku wznoszącym się nad spokojnym miastem.

Pod cichymi dachami niejeden sen kłóciły niespokojne żądze, w niejednym sercu burza huczała dzikimi tony lub gwałtowne namiętności czyhały na zbudzenie się ludzi, a wszystko, co się jego oczom przedstawiało, było pełne ciszy i spokoju, jakby pod błogosławieństwem letnich promion księżyca i dusza jego, uniesiona poza ciasne granice człowiekowi przeznaczone, oglądała tylko spokojne, pełne błogości cuda stworzenia. Stał samotny, myślący; chciał jeszcze posłać ostatnie pożegnanie cudownemu swemu życiu.

Przebiegając wzrokiem niezmierzone obszary przestrzeni podziwiał subtelne kształty, z którymi tak często podzielał rozkoszne harmonie radości. Przechodziły, płynęły tłumem, szeregami, skupione, to znów rozpierzchują się wirowym tańcem, zataczały czarowne kręgi i koła śród gwiaździstej ciszy. Żyjące światłem, napowietrzne istoty rozwijały niezliczoną piękność kształtów i barw niepodobnych do wyobrażenia.

Człowiek zwyczajny, który nigdy nie widział synów eteru, nie wystawi sobie anioła w innej, jak ludzkiej, postaci; niedołężna jego fantazja odbija mu tylko to, co gruby, dotykalny świat wystawia, ale niebieskie, wyższe piękności są dla niego niepojęte, rozkosz ich widzenia znaną jest tylko wcielonym.

W uniesieniu mędrca cały wewnętrzny świat przedstawił się oczom jego. W głębi dolin zielonych oglądał lekkie tańce ulotnych duchów; we wnętrznościach gór zobaczył istoty oddychające zatrutym powietrzem wulkanów, które uciekają przed jasnością nieba. Na każdym listku w niezliczonych lasach, w każdej kropli niezmierzonych oceanów ujrzał osobny świat bogato zamieszkany.

Daleko, w nieskończonej odległości błękitnego nieba, widział, jak mglisty chaos zamieniał się w kometę, a kometa opuszczający środkowy ogień ożywczy rozpoczynał swój dzień dziesięciotysięcoletni. I wszędzie widział tchnienie Twórcy rozpościerające życie.

Rozproszeni po całej ziemi, niewielcy liczbą, lecz potężni duchem spółtowarzysze jego, wyznawcy wielkiego bractwa, pracowali samotnie. Śród ruin Rzymu, między katakumbami Memfis, w pośrodku kupieckich Niemiec lub w niedołężnych Indiach niepostrzeżeni, nieznani członkowie jednej myślowej rodziny, obojętni na otaczające ich sprawy, zajmowali się nauką. Będą żyli i pracowali dopóki świat trwać będzie, nie troszcząc się o dobre albo złe wypadki ich nauki; mechaniczni działacze najwyższej woli, wszystkie rodzaje sprężyn używającej do swoich zamiarów. Będą żyli jako arcywzory wiedzy, która chce tylko poznać i umieć, a nie pyta się, czy jej nauka posłuży dla dobra ludzkości, czy machina cywilizacji obrotem swoim nie roztrąca wszystkiego, co się jej kołom nastręczy. - Bywaj zdrowe, piękne moje i łagodne życie! - wyrzekł cicho, zamyślony. - Bo dla mnie tyś zawsze pięknym i łagodnym się okazywało. Dla tych, którzy młodość swoją bez przerwy w jasnym potoku natury odmładzają, rozkosze twoje są niewyczerpane; dla tych proste uczucie istnienia własnego jest rozkoszą! - Bywajcie zdrowe, światła niebieskie, i wy, ludy przestrzeni! - Nie ma ani jednego atomu w promionach słońca, jednego źdźbła trawy śród gór ani kamyka na brzegu morza, ani ziarna pyłu miotanego w pustyni, które by nie dostarczyło moim myślom pierwiastku do badania przyczyn życia, przyczyn wszystkiego tego, co jest piękne, wzniosłe i nieśmiertelne! Dla innych jedna okolica, jedno miasto, jedno ognisko jest ojczyzną - jam był prawdziwym Kosmopolitą, bo moją ojczyzną było wszystko to, czego tylko myśl doścignąć zdoła!

Zatrzymał się, a oczy jego i serce szukały ukochanej istoty. Niedaleko niego, murem tylko przedzielona, spoczywała we śnie trwożliwym. Widział, iż serce jej nawet we śnie dla jego ucznia biło. Czuł, co cierpi serce kobiety do miłości stworzone, kiedy on tyle dla niej poświęcał, i dusza jego rzekła do jej śpiącej duszy:

- Przebacz mi, jeżeli chęć moja wzniesienia cię do tak szczytnych przeznaczeń była zuchwałą. Był to sen i już zniknął! - Nad brzegiem grobu widzę nareszcie, jakie jest prawdziwe wcielenie prawego i mądrego, prawdziwa brama wieczności, za tą bramą będę cię oczekiwał, ukochana, gdzie i twoje rozjaśnione serce wystarczy obszerniejszej miłości...

W swych celach samotnych, w pracowniach, schronieniach, zajęci nauką, zadrżeli nagle wszyscy jego towarzysze. Uczuli, iż duch nieobecnego ich przyjaciela odezwał się do nich:

- Bywajcie zdrowi na zawsze na tej ziemi! Znowu jeden z waszych braci was opuszcza. Stary wiek wasz przeżyje wszystkich młodość, a dzień ostateczny zastanie was jeszcze myślących na naszych grobach. Z wolnej woli zstępuję do krainy cieniów, lecz nowe słońca świecą mi już z głębi grobu.

- Idę tam, gdzie dusza tej, dla której poświęcam to ciało z gliny, a później i wy, mieszkać ze mną będziecie. Poznaję wreszcie rzeczywistą inicjacją, prawdziwe zwycięstwo. Bracia! porzućcie eliksir, złóżcie brzemię wieków! Odwieczny duch wspiera i broni wszędzie dusze utworzone jego Boskim tchnieniem!... A mędrcy pomyśleli w sobie:

- I my, żyjąc sercem, dawno byśmy, znudzeni, świat opuścili, ale umrzeć nie możemy, dopóki żyjemy myślą, bo nauka jest nieśmiertelną.

______________________

* Jedną z godniejszych wspomnienia odnowień teorii o duchach niewidzialnych jest bez wątpienia zawarta w romansie Abbe Villarsa, pod tytułem: Comte de Gabalis, ou entretiens sur les sciences secretes.

Villars urodził się r. 1640 - w podróży do Paryża r. 1675 zastrzelony został. Tajemniczy jego zgon, jakoby zemsta za wyśmiewanie zasad kabalistyki lub objawianie tajemnic, sprawił wiele trwogi i podziwu.

"Ta niezmierzona przestrzeń - mówi hrabia Gabalis w romansie - pomiędzy ziemią a niebem ma daleko szlachetniejszych mieszkańców od ptaków i owadów; to rozległe morze ma innych gości oprócz wielorybów i psów morskich; głębokości ziemi nie tylko są dla kretów przeznaczone, a żywioł ognia nie na to jest stworzony, aby pozostał nieużyteczny i pusty."

"Nauczysz się teraz - mówi znowu - panować nad całą naturą; Bóg jeden będzie twoim panem, mędrcy będą tylko twymi równymi. Istoty najpotężniejszego rozumu ubiegać się będą o służenie ci; demony nie odważą się razem na jednym miejscu z tobą przebywać, na dźwięk twojego głosu wpadną w otchłań, a duchy wszystkich czterech żywiołów będą się spółubiegać o szczęście służenia twoim rozkazom. Wielbię cię, o wielki Boże! iż ukoronowałeś człowieka tak ogromną chwałą i uczyniłeś go nieograniczonym monarchą wszystkich dzieł Twej ręki."

Rozumie cię samo przez się, iż aby tego dostąpić trzeba wypełnić pewne warunki, które całą tę naukę o duchach, wróżkach, rusałkach etc. jeszcze bardziej czynią poetyczną i zajmującą.


sexshop
Siedź cicho, kiedy śpi licho.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »