Sędziwoj - III. Zwierzanie się |
|
|
|
| Autor: Dziekoński Józef Bohdan | |
| 02.12.2008. | |
|
"...wierzę, że wasze uroki OD CZASU ŚMIERCI Kosmopolity Sędziwoj pozostawał w stanie odrętwienia, obojętności na wszystko, jakby po długiej i niebezpiecznej chorobie przychodził do siebie i oglądał się wokoło. Minęło parę miesięcy czasu, zwykle tak wolno i uciążliwie czołgającego się, a jeszcze jego kolce czuć mu się nie dawały. Rozmyślając o dziwnych wypadkach kilku lat ubiegłych swego życia, o zgonie mędrca, z którym los go w tak niezwykły sposób związał, uwolniony był od napaści i zjawiania się dręczącego widziadła. Rozmyślania te nie dozwalały mu zajmować się swoją przyszłością. Jednym także z głównych przedmiotów jego marzeń była Arminia. Miłość i stosunek Kosmopolity do niej był dla niego niepojęty. Nieporządna, gorączkowa jego wyobraźnia na próżno szukała nadziemskich jakichś przymiotów w żonie mistrza. Wysuszone jego uczucie nie domyślało się nawet, iż prostota serca, czystość myśli są skarbami, z których miłość, jak słońce z łona ziemi, rozwija świat cudów. Wspomnienie więc mistrza, wyraz jego konającego wzroku, były ogniwem łączącym go z Arminią. Nie zastanawiał się już nad tym, że rozmowa z nią, jej towarzystwo, stało się powoli dla niego nieodzownym i było jedynym. Arminia mieszkała ze starą przyjętą służącą, samotna, bez znajomych, bez przyjaciół, i unikała ich. Smutek nadał całej jej postawie powagę i czarującą piękność, jakiej w niej dotąd nie spostrzegał. Chociaż rysy zostały te same, rozwinęły się, nabrały wyrazu i nowy duch ożywiający je podwyższył do niepoznania ich piękność. Najpierwsza i najrzadsza z ozdób kobiety, czoło jej, wysokie i równe, jaśniało wzniosłą i szlachetną otwartością. Oczy ciemnobłękitne, posłuszne każdemu uderzeniu serca, tak pięknie odbijające od czarnych włosów, zachwycały. Oprócz tego w każdym poruszeniu jej, w mowie, w głosie nawet, panowała jedna zgodna harmonijna całość, zmuszająca najobojętniejszego do podziwienia tej piękności, której sztuka nie ćmiła. Jednego wieczoru po zachodzie słońca, w owej miłej porze, kiedy dzień się już kończy, a noc jeszcze nie zacznie, w tej przechodowej chwili, tak podobnej do teraźniejszego stanu duszy Sędziwoja, w łagodnym zmroku, który serca nasze usposabia do otwarcia się, jak kwiaty niektórych roślin wieczornych do wydawania zapachu z zamkniętych w dzień koron kwiatowych, Sędziwoj siedział z Arminią pod wystawą domu, w którym umarł Kosmopolita. Długi czas w milczeniu wpatrywali się w cudny obraz roztoczony przed nimi. Tajemnicze wieczności hieroglify gwiazdami na niebie znaczone jasno się iskrzyły, a na Wiśle czerwone ognie, jak drugie gwiazdy ziemi, igrały odbite w wodzie, nad której falami unosiły się smutne okrzyki retmanów i dalekie śpiewy flisów, jakby starą rzekę Wandy do snu kołysały. Cichnął gwar miasta i dzwony nieszporne milknęły, wszystko uroczystą harmonijną modlitwą ciszy wprost biło do serca patrzących. Myśli Arminii bujały daleko od ziemi i wracając nawet do niej z wyższych zstępowały obrazów. Wskazując na niebo z cicha rzekła do Sędziwoja: - Jak się nazywa ta gwiazda z łagodnym, drżącym połyskiem, jeśli mnie przeczucie nie myli, jest to gwiazda miłości? - Nie odgadłaś, jest to Jowisz opiekuńczy, planeta potęgi i mądrości. - A gdzież ta, którą wspomniałam? - Jak ten już zajdzie, nad ranem tamta wschodzi, jedną tylko chwilę jasno świeci, bo wkrótce słońce gasi jej promiona. - Rozumiałam - dodała Arminia - że ich światło łączy się razem; że wspólne w jednej konstelacji dwie najpiękniejsze opiekunki ludzkich władz są siostrami. - Tak! jeżeli dzień z nocą są dziećmi jednej matki, to i miłość z mądrością są rodzeństwem. - Czyliżby nigdy razem nie miały się łączyć? - Tylko w Bogu spólnę ich źródło, człowiek jednę wybierać musi, jeśli czystą chce posiąść. Gdy od kolebki goni za uczuciami, wtedy nie pojmuje mądrości, a gdy dalej tę wyższą ściga, już przy południu życia uschnie w jego sercu wątły kwiat miłości, choć do zmroku ledwo krok jeden w niezmierzonej nauce postąpił... - Więc na cóż żyć tak niepewno - odrzekła Arminia - na co wahać się ciągle między dwoma biegunami? Takiego życia nie mógł nam Stwórca przeznaczyć. - A choćby i nie przeznaczył - dodał po chwili Sędziwoj - czy wierzysz, że jest sposób odgadnienia własnego przeznaczenia? Jak te gwiazdy, rozdzielone miriadami innych słońc, nie spotykają swych promion ze sobą, tak znajdź ludzi, aby dwie krople śród oceanu spłynęły się razem. Przecież takie było połączenie wasze z Kosmopolitą. Arminio, czy byłaś szczęśliwą? - On czuł to - rzekła smętnie - nie byliśmy dla siebie przeznaczeni. Przysięgłam, że oddam rękę temu, kto mą matkę uzdrowi, a chociaż Kosmopolita nie wiedział o przysiędze, zdawało mi się, iż powinnam jej dopełnić. Lecz mamże ci wyznać, może to grzechem jest, ale zdawało mi się, iż przywiązanie tak powinno być nieprzymuszone, wolne, aby było szczere, że ta sama przysięga przeszkadzała mi kochać, jakbym chciała z całej duszy mojego męża. Szanowałam go, ubóstwiałam, bom nie widziała nikogo z kim by można porównać tego anielskiego człowieka. Charakter jego ciągle jednostajny, pogodny jak dzień bez chmury, widoczna wyższość w każdym słowie bijąca, ta piękność nawet, bez porównania, wzbudziły we mnie uwielbienie bez granic; biedna! brałam to za miłość. A jednak bywały chwile, w których obawiałam go się. Jakkolwiek wieści, które o nim chodziły, nic w oczach moich nie usprawiedliwiało, jednak czasami, kiedy siedział nad brzegiem morza i patrzał się w nieścignioną ciemnej wody powierzchnią lub kiedy widział zachodzące słońce albo jakikolwiek wielki widok natury, wtedy zamyślał się, oczy jego wyraźnie się rozpalały, źrenice jego rzucały promiona, jakby dwie gorejące iskry. Zdawało mi się iż rozmawia z jakimiś niewidzialnymi dla mnie istotami, że w innym żyje świecie, i wtedy trwoga mnie przejmowała. On wszystko wiedział, nim usta otworzyłam już myśl moją zgadywał. Domyślałam się z boleścią, iż nawet ukrywa przede mną, że mu najskrytsze moje myśli nie są tajemnymi. I ja wobec jego, jak wobec mojego ducha-dręczyciela, ukrywałam łzy uśmiechu; nie chciałam jemu przykrości robić, a bałam się, aby którakolwiek myśl moja nie obrażała go, i starałam się myśli odganiać - chociaż wiedziałam, iż to na nic nie posłuży. On spostrzegł te męki i zaczął mnie często unikać i zostawiać samotną. - A wtedy twój obraz przychodził mi do pamięci, lubiłam marzyć o tobie, bo od czasu, jak pierwszy raz cię zobaczyłam, kochałam cię jak brata. Po matce mojej, zawsze pierwsze twoje nazwisko mimowolnie w modlitwach moich wspominałam. I ja nie wiem dlaczego to, nawet później wyrzucałam sobie, że ciebie więcej kocham sercem, jak męża, i wspomnienie twoje chciałam odegnać, ale na próżno. Wiesz, że oczy można zamknąć, aby nie widziały, oddech wstrzymać, ale któż potrafi bicie serca zwolnić albo przyspieszyć? Kochać kogo prawdziwie jest to tak łagodne, pełne poświęcenia uczucie, iż niepodobna, aby kiedykolwiek było grzechem. - W czasie tych moich walk z twoim obrazem spostrzegłam, iż mąż mój czy się wyrzeka swej nauki, czy niespodzianie utraca swą tajemną władzę, lecz coraz był niespokojniejszy. Wzrok jego bardziej ludzkiej nabierał barwy, skłonności, chęci, wszystko stawało się podobne do moich. Wtedy twój obraz zaczynał się sam w mym sercu zacierać i ja poczynałam wierzyć i cieszyć się, że jego ukocham, a o tobie zapomnę; to znów żal mi było ciebie! O! ja wiele wycierpiałam! - Kiedy mniej zaczynałam cierpieć, jego uwięziono; wtedy - z żalu i obawy o mego dobroczyńcę - nawet biedne serce czasu nie miało niepokoić i krwawić się w sobie. - Niestety! - rzekł Sędziwoj - walki ze światem niewidzialnym stokroć są okropniejsze od tych, które ciebie, biedną, trapiły, i nie tylko tak doskonałych, jak mąż twój, są udziałem. Szczęśliwa! nie znasz walki z duchami, które myśl owładną! Serce zbyt wielkie zaludnia [ją] mary, a wtedy zdaje ci się, iż w duszy własnej jest okno tajemne, przez które, jak do kopalni skarbów niewidzialnego świata, spuścić się można. - I czyż tu mało jest skarbów pod niebem - wtrąciła Arminia wznosząc oczy do gwiazd. - Patrz, jak uroczy jest ten świat widomy, czyż cię sam jego widok nie potrafi zbawić od udręczeń mar zmroku? - Jest uroczy - odrzekł Sędziwoj - dla tych, którzy czują piękności tych barw i kształtów. Ale gdzie ty ciało, tam ja szkielet widzę, gdzie ty podziwiasz życie, tam mnie śmierć przeraża, a ta stracona ułuda każe mi szukać innej, wznioślejszej potęgi, wdzięków ducha niepodległego śmierci. - Nie myśl - zawołała Arminia - lecz serce darzy chwilami, które za wieki starczą. Myśl egoisty sama sobie wystarczy zimna, nie dba o szczęście, dba tylko o martwą prawdę. Miłość ma także swój świat niewidzialny, który się objawia kochającym, ale nie zabija trwogą. Spojrzenie miłości, to gwiazdy albo kwiaty, które zdają się patrzeć na ciebie oczyma ukochanego; jej głos słyszysz w każdym dźwięku przyjemnym. Na każdym miejscu, ze wszystkiego, na czym wzrok nasz spocznie, ze wszystkiego, co ucha naszego doleci, odzywają się jej słowa i spojrzenia. Ona jest, jak zorzą cudowną, która wszystko różowym oblewa światłem. Jej pieczęć wyciśnięta jest na całej naturze. I ty porzuć myśli, a żyj sercem na chwilę; ja nauki nienawidzę, bo jej nie pojmuję, ale ty ocenisz każde drgnienie serca i zrozumiesz je, a zdobędziesz to, za czym tak długo na próżno goniłeś - pokój duszy i szczęście. Sędziwoj, ogrzany zapałem, sam czuł przysporzone bicie swego pulsu. Postać pięknej jego przyjaciółki otoczona bladym gwiazd światłem, które w jej oczach drgało, jak w swych siostrach na ziemi, wydała mu się nadludzkiej piękności. Wydało mu się, jakby magnetyczny wpływ, jaki na niego umierający mistrz jego wywarł, wzmacniał się teraz, przedłużał i wolę jego szanować mu kazał. A od tak dawna pierwszy raz rozkosznie wzruszony odzyskał uwielbienie dla natury ludzkiej i ukląkł przy nogach Arminii.
zabawki dla dorosłych |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
| Menu witryny | |||
|---|---|---|---|
|
| Logowanie |
|---|
| Polecane linki | |||
|---|---|---|---|
|


