Sędziwoj - Zaklęcie |
|
|
|
| Autor: Dziekoński Józef Bohdan | ||||
| 02.12.2008. | ||||
Strona 2 z 2 Ona
jeszcze cię może kochać. W miłości i ziemskim szczęściu możesz być
szczęśliwym! Wróć się, całą moją umiejętnością doprowadzę cię do portu.
- Nie! - rzekł Sędziwoj - już za późno! Przysięgi, którem jej czynił, natchnęła żądza serca, a nie myśl, myśl, która jedna ma prawo rozkazywać człowiekowi! Ja czyniłem nie wiedząc; poznaję teraz, iż miłość nauki pochłonęła wszelkie inne przywiązanie. - Boś nie znał prawdziwej miłości - rzekł mędrzec - boś w kochance nawet siebie tylko kochał. - Jeślim jej nie znał - zawołał Sędziwoj - tom ją przeczuwał. Miłość, drobne, bezsilne uczucie, które jednego serca zapełnić nie zdoła, gdy mądrością mogę pełnymi rękoma rozsiewać szczęście dokoła, pozioma miłość ukochanej istoty obronić nie umie, gdy ty mądrością nad obcymi czuwałeś! Ja z rozkoszą zrzekam się miłości. - Nie dosyć na zrzeczeniu się, gdybyś nawet zrzekł się i ojczyzny, rodziny, przyjaciół, kochanki, nazwiska nawet własnego i sławy, gdybyś, nieznany, poprzysiągł wszystkie godziny twego życia poświęcić tylko samej nauce i tak byś jeszcze nie był pewnym korony mistrza, bo na progu przybytku, do którego chcesz się dostać, spoczywa straszliwy wróg rodu ludzkiego, naprzód musisz jego zwalczyć - taka walka jest okropna! Nie dość na to odwagi chwilowej, jakiej potrzeba, aby zostać bohaterem, ale trzeba natężonej, ciągłej mocy i nieustraszenia, o jakim ci się nie śniło. Kto się potworowi oprzeć nie zdoła, staje się jego służalcem, staje się nieszczęśliwym nad znaczenie tego wyrazu; miriady lat nie oczyszczony poza grobem, nim dostąpi palmy pokoju, którą prostym życiem i cnotą dostępuje najnieumiejętniejszy wieśniak. Tysiące silnych, potężnych i wytrwałych stawało z nim do walki, a jakże niewielu wyszło z tryumfem! - Adela jeszcze nie zginęła dla ciebie, jeśli ją ukochasz prawdziwie, ja wesprę cię, odzyskasz ją. Jeśli nie tę, to ci dam inny kwiat pełny miłości, o jakiej nie masz pojęcia; półanioła, półdziewicę, z nią niebo ziemi mieć możesz. W kraju twoim tysiące dróg otwartych dla dusz działalnych, namiętnych jak twoja. Prędzej, niż się spodziewasz, dojdziesz znaczenia, wieczystej sławy, będziesz przytomny braciom, a to więcej znaczy niż kamień mędrców. Majątek twój i tak zniszczony, reszty nie rzucaj niebacznie na szalę losu; nie idąc za radami Rogosza możesz być błogosławionym i błogosławić tę chwilę, w której posłuchałeś tej rady. - Już za późno - odparł młody alchemik. - Więc ciągle rozumiesz - mówił Kosmopolita - że mądrość jest szczęściem? - Nie - rzekł Sędziwoj - ale jest więcej jak szczęście! - Abyś pojął prawa tego świata, którego chcesz zostać mieszkańcem, abyś je rozważył, zostawiam ci trzy dni do namysłu - przepędź je jedynie zajęty tym, że albo masz wyrzec się na zawsze ziemi, albo się stać jej ozdobą. W czasie tej rozmowy chmury zbijały się w gęstą masę, ciemny kir okrywał niebo; w dolinach cisza, a nad głowami szumiał głucho wicher. Sędziwoj milczał, a w duszy jego powstało dopiero powątpiewanie i obawa, jakby o stratę zbawienia; dreszcz go przejął, zdawało mu się, że cień matki woła na niego: - Synu, wróć się na prawą drogę! Czarna już była połowa nieba, żaden orzeł się nie ukazywał, naprzeciw nich chmura oparła się na szczycie skały, szczyt ten nie tak odległy, jak się przy jasnym niebie wydawał, ciemność rozproszyła złudzenie. Szelest dał się słyszeć, na przeciwną skałę przeleciał kruk. - Patrz - rzekł Kosmopolita - wszystko w naturze, co wypełnia swoje powołanie, jest mądre, potrzebne i konieczne. - Jeżeli ten obłok spadnie, wszystko, co żyje na tym wzgórzu zatonie i kruk zawczasu opuszcza gniazdo, aby dla żarłocznych swoich piskląt zbierał zdobycz. To nocny rozbójnik i ciemność go wypędza, znajduje śpiące istoty, wydziobuje im oczy i porzuca, a potem wietrzy ścierwo. A jednak kruk idzie za wyższym popędem: wypełnia tu obowiązki, których by nikt inny nie pełnił - czyści te dzicze. Teraz jest w niepewności, czarne skrzydła jego ledwo znać na czarnym obłoku - poleciał wzdłuż skalistej ściany. Jedyna żyjąca istota nie śmie tu siedzieć w gnieździe. Patrz, jak ten obłok pracuje, spada i wznosi się, jakby płuca z ciężkością oddychającego człowieka; oto opada, opada coraz niżej. Wtem błysk z hukiem piorunu! Wierzchołek skały strącony i kruk zabity upadł pod nogi wędrowców. Niebo otworzyło się, rozdarta zasłona w płomieniach, cała natura wzburzona, w zamieszaniu. - I któż by teraz - rzekł Kosmopolita grzmiącym głosem - powątpiewał o strasznej wielkości Tego, który się na wiatrach przechodzi i burzom rozkazuje! Któż by mógł powątpiewać, iż w kołczanie jego są strzały, które, nim najśmielsze oko szerokość włosa przemierzy, potrafią tysiąc światów zburzyć i tysiąc nowych wywieść z nicości! I któż by śmiał powątpiewać, iż jedyna władza od niego pochodzi! Sędziwoj odkrył głowę, wzniósł oczy do góry i od lat wielu pierwszy raz do duszy jego zawitała modlitwa.
bielizna Ledapol |
||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
| Menu witryny | |||
|---|---|---|---|
|
| Logowanie |
|---|
| Polecane linki | |||
|---|---|---|---|
|


